Gary Oldman w filmie "Dracula"
"Dracula" Francisa Forda Coppoli trafił do streamingu. Wizualne arcydzieło wciąż dzieli widzów Fot. materiał prasowy

Na początku lat 90. Francis Ford Coppola przeniósł na srebrny ekran słynną powieść Brama Stokera, momentalnie dzieląc publikę. "Dracula" w kamerzy reżysera "Czasu apokalipsy" był wybitny i koszmarny zarazem – nierówny do tego stopnia, że opinie o nim nigdy nie złagodniały. Dla scenografii Thomasa E. Sandersa i kostiumów Eiko Ishioki warto jednak włączyć streaming.

REKLAMA

Po trylogii "Ojca chrzestnego" i "Czasie apokalipsy" (reinterpretacji "Jądra ciemności" Josepha Conrada) Francis Ford Coppola postanowił pochylić się nad klasyką literatury, która od dzieciństwa nie pozwalała mu o sobie zapomnieć. Jako dziecko uwielbiał chodzić ze starszym bratem na seanse filmów o transylwańskim hrabim, a w wieku 17 lat, gdy był opiekunem na obozie teatralnym, czytał swoim wychowankom prozę Brama Stokera. Pomysł nakręcenia "Draculi" długo w nim dojrzewał.

W 1992 roku Ford Coppola zrealizował ambitny horror, doprowadzając do szerokiej dyskusji wśród kinomanów, która trwa do dziś. Czy kultowy reżyser stworzył wierną adaptację "Draculi"? Część krytyków uważa, że nikomu po reprezentancie amerykańskiej nowej fali nie udało się tak dobrze zinterpretować dzieła z końca XIX wieku. Inni eksperci nie potrafią jednak zapomnieć o ekscentrycznym aktorstwie i zmianach względem oryginału, jakim mógł pochwalić się wspomniany film grozy.

Gdzie obejrzeć film "Dracula" Francisa Forda Coppoli? Keanu Reeves i Gary Oldman podzielili widzów

Rok 1462, Wołoszczyzna. Książę Dracula opuszcza swoją narzeczoną Elisabetę, by stoczyć walkę z Osmanami. Ukochana Włada III rzuca się do rzeki, gdy poznaje fałszywe wieści o śmierci swojego wybranka. Nie mogąc poradzić sobie ze stratą, Dracula przeklina boga, sprowadzając na siebie klątwę. Mijają wieki. Do zamku tajemniczego hrabiego przyjeżdża młody adwokat Jonathan Harker, by sfinalizować sprzedaż londyńskich nieruchomości zakupionych przez samozwańczego władcę Transylwanii. Okazuje się, że partnerka urzędnika wygląda tak samo, jak zmarła Elisabeta.

logo
Gary Oldman w filmie "Dracula". Fot. materiał prasowy

Dalsza część artykułu poniżej.

W roli legendarnego wampira obsadzono Gary'ego Oldmana, laureata Oscara za dramat historyczny "Czas mroku", który niemalże każdą kreację filmową zamienia w złoto. Postać naiwnego Harkera powierzono Keanu Reevesowi ("John Wick"), który w pojedynku z brytyjskim akcentem poniósł niestety klęskę. Krytyka widzów skupiała się przede wszystkim na występie gwiazdora "Matrixa", który – zdaniem niektórych – grał u Coppoli "jak drewno".

W obsadzie "Draculi" z lat 90., który zagościł w bibliotece serwisu Netflix, znaleźli się m.in. Winona Ryder ("Sok z żuka", "Stranger Things") jako Mina Harker, Anthony Hopkins ("Milczenie owiec") jako łowca wampirów Abraham Van Helsing, Monica Bellucci ("Malena") jako jedna z trzech oblubienic antagonisty, Cary Elwes ("Narzeczona dla księcia") jako Arthur Holmwood, muzyk Tom Waits ("Ballada o Busterze Scruggsie") jako R.M. Renfield i Richard E. Grant ("Ta inna siostra Bennet") jako dr John Seward.

Choć fabularnie "Dracula" Francisa Forda Coppoli pozostawia wiele do życzenia, jego produkcja zachwyca swoim ekspresjonizmem i odwagą. Czerwona zbroja przypominająca oskórowanego człowieka, którą zaprojektowała japońska kostiumografka Eiko Ishioki ("Magia uczuć"), jest absolutnym arcydziełem w swoim fachu. Nic więc dziwnego, że Amerykańska Akademia Filmowa nagrodziła jej baśniowe stroje Oscarem. Inspirowana mroczną fantastyką scenografia Thomasa E. Sandersa także przykuwa wzrok.

Reżyser nie chciał korzystać z CGI, dlatego w jego dziele ujrzymy mnóstwo efektów praktycznych. – Chciałem zrobić je wszystkie (red. przyp. – efekty) na żywo. Nic w postprodukcji; wszystko na planie. Nikt nie traktował mnie poważnie, więc zwolniłem dział efektów specjalnych i zatrudniłem mojego małego syna, Romana, który był pasjonatem magii kina – mówił Francis Ford Coppola w wywiadzie z "Entertainment Weekly".

"Teatralność w stylu kabuki dorównuje wizualnemu rozmachowi tego filmu" – tak podsumował "Draculę" Andrew Fraser w recenzji na łamach brytyjskiego dziennika "The Guardian".