
Po pięciu latach przerwy na Netflixa wrócił "Kasztanowy ludzik". Drugi sezon duńskiego hitu kryminalnego, zatytułowany "Zabawa w chowanego", okazał się jeszcze mroczniejszy i bardziej szokujący. Nowe odcinki zaskoczyły także widzów nad Wisłą – w serialu pojawił się zaskakujący polski akcent. W jednym z odcinków padł też kontrowersyjny komentarz o Polakach.
"Kasztanowy ludzik" był oparty na bestsellerowej powieści Sørena Sveistrupa, twórcy kultowego serialu "The Killing". Drugi sezon to ekranizacja kolejnej jego książki, "Zabawy w chowanego".
Kryminalna intryga rozpoczyna się od zabójstwa 41-letniej Zary Solak. Od dłuższego czasu kobieta miała stalkera, który obserwował każdy jej ruch, przesyłał zdjęcia oraz nagrania wideo i pisał SMS-y z niepokojącą rymowanką przypominającą dziecięcą wyliczankę. Sposób porzucenia jej ciała bardzo przypomina sprawę nierozwiązanego morderstwa 17-letniej Emmy Holst sprzed dwóch lat. Zabójca nie przestaje jednak bawić się "chowanego" i atakuje kolejne osoby.
Polski wątek w "Kasztanowym ludziku: Zabawie w chowanego" ma związek z główną intrygą
Z czasem okazuje się, że podobne morderstwa miały już miejsce w 1992 roku. Skazany Toger Staal układał ciała ofiar na gałęziach ułożonych w duże, ptasie gniazdo. W ten sam sposób porzucono ciało wspomnianej Zary.
Ostatecznie wychodzi na jaw, że morderczynią jest córka Togera, Thea Staal. Jako dziecko brała udział w szkolnej wycieczce do lasu pokazanej w pierwszej scenie serialu, a później poznaliśmy ją jako wspierającą przyjaciółkę Marie Holst, matki Emmy. Kobieta desperacko szukająca zabójcy swojej córki przez cały czas miała go więc tuż obok siebie.
I tu pojawia się polski wątek: Thea była córką Polki i Duńczyka. Po morderstwach swojego ojca postanowiła odciąć się od traumatycznej rodzinnej historii i zaczęła używać panieńskiego nazwiska matki – Nowak. Później wyjechała do Krakowa, gdzie przedstawiała się jako Juliana Stasiak.
Po kilku latach wróciła do ojczyzny, a po ślubie z Royem Bohm-Mollerem przyjęła nazwisko męża i nowe imię. Od tej pory była znana jako Signe Bohm-Moller. Doczekała się dwójki dzieci, jednak jej rodzina zginęła później w wypadku samochodowym. Po tragedii zamordowała Emmę, która miała romans z Royem.
Skąd kolejne ofiary? Thea pracowała w ośrodku rodzinnym i tam wyszukiwała osoby zdradzające swoich partnerów. Najpierw zaczynała je prześladować, później więziła, a ostatecznie pozbawiała życia, w wypaczony sposób wymierzając karę za niewierność, której sama doświadczyła. Swoje zbrodnie wzorowała na metodach stosowanych wcześniej przez ojca.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
"Polscy robole" w "Kasztanowym ludziku"
Co ciekawe, to wcale niejedyny polski akcent w "Kasztanowym ludziku". Ten drugi może jednak mocno wkurzyć widzów nad Wisłą, bo zahacza o krzywdzące stereotypy dotyczące Polaków.
W czwartym odcinku śledczy Europolu Mark Hess (Mikkel Boe Folsgaard) rozmawia z właścicielem warsztatu, którego pyta, czy poprzedniego wieczoru widział coś podejrzanego. Mężczyzna odpowiada, że w pobliżu bramy stał obcy samochód, a w okolicy kręcą się złodzieje. – Cholerni polscy robole. Trzeba chować narzędzia – mówi. Wątek nie ma żadnego związku ze śledztwem i Hess w żaden sposób na tę uwagę nie reaguje.
Warto też wspomnieć, że "Kasztanowy ludzik: Zabawa w chowanego" serwuje widzom szokujący zwrot akcji pod koniec trzeciego odcinka. Podczas strzelaniny ginie policjantka Naia Thulin (Danica Ćurcić), która od pierwszego sezonu była jedną z głównych bohaterek serialu. Jej śmierć kompletnie załamuje Marka Hessa, od dawna darzącego ją uczuciem. Zdeterminowany, by doprowadzić sprawę do końca, jeszcze mocniej angażuje się w śledztwo. W finale postanawia zaopiekować się nastoletnią córką Thulin, która zaczęła traktować go jak ojca.
