
Mówi się, że tak kończy się większość pierwszych ciąż. Inni straszą, że po poronieniu nadzieja tylko w in vitro. - Rośnie ilość poronień, ale jednocześnie rośnie też ilość ciąż w późnym okresie życia - mówi naTemat ginekolog-położnik, dr Jacek Tulimowski. Jednocześnie sporo kobiet nie chce też o poronieniu w ogóle rozmawiać.
Planując ciążę wiele kobiet i par bombardowanych jest tysiącami prawd na temat tego, jak w nią zajść, utrzymać, a potem urodzić piękne i zdrowe dziecko. O ile coraz więcej mówi się o rodzeniu po ludzku i rozsądnym planowaniu rodziny, to większość osób milczy o tym, że dziecko straciło.
Każda poroni? Historie takie można usłyszeć w przychodni ginekologicznej. - Jedne kobiety mówią, iż teraz poronienia to nie koniec świata, bo żyjemy w takich czasach, że każde pierwsze podejście pewnie się teraz tak kończy. Z drugiej strony wielu straszy, że poronienie oznacza od razu konieczność sięgnięcia po in vitro, albo i w ogóle trzeba zapomnieć o dziecku - opowiada nam 25-letnia Marta.
O ile głośno nikt nie mówi o swojej tragedii to, internetowe społeczności dla kobiet po poronieniach pełne są traumatycznych relacji, w których za głównego winowajcę uznaje się polską służbę zdrowia, albo konkretnego lekarza. Wielu przekonuje też, że coś dzieje się ze zdrowiem Polek złego. Ile w tym prawdy? Trudno to wiarygodnie zweryfikować, bo jak tłumaczy w rozmowie z naTemat dr Jacek Tulimowski, nikt nie prowadzi w naszym kraju w tej kwestii wiarygodnych statystyk.
Poronić to wstyd? Nie z każdym poronieniem trafia się bowiem do szpitala. Sporo kobiet za wszelką cenę nie chce też o poronieniu rozmawiać. - Dla kobiety, która czekała na dziecko to jest zawsze głęboko traumatyczne przeżyciem. Kobiety, które poroniły nie chcą więc wracać myślami do tego zdarzenia - tłumaczy psycholog Barbara Stawarz.
W jej ocenie, wielu kobietom, które straciły ciążę jest wstyd się do tego przyznać, ponieważ obwiniają się za to. - Często dlatego, że mają świadomość zaniedbań, których się dopuściły, albo sądzą, że to konsekwencja dawnego trybu życia z młodości, czyli alkoholu czy narkotyków. Psycholog podkreśla, że te kobiety, które za wszelką cenę milczą na temat przeżytego poronienia wstydzą się tego ze względu na panujący stereotyp matki Polki. - Wiele kobiet uważa więc, że musi poradzić sobie samemu ze wszystkim I skoro się nie udało, to na pewno musi być ich wina. Z kobietami, które poroniły rozmawiam bardzo często i one zawsze mają sobie do zarzucenia mnóstwo spraw - ocenia.
Jednocześnie ginekolog-położnik rozwiewa wszelkie mity, które coraz gęściej narastają nad głowami kobiet zamartwiających się o swoją płodność. Z doświadczenia specjalisty wynika bowiem, że mimo wzrastających problemów z utrzymaniem ciąży przez część Polek, trudno mówić o tym, by tego typu problemy stały się już normą. - Dziś poronienia mogą dotyczyć maksymalnie 30 proc. ciąż - zapewnia. Dotąd twierdzono jednak, że powinno być to zaledwie 15 proc.Jacek Tulimowski łatwo tłumaczy tę zmianę.
Liczba poronień rośnie, ale... - Mówimy o zwiększającej się liczbie poronień i być może jest to prawdą. Proszę jednak spojrzeć na to, jak zmienił się wiek przyszłych matek. Rośnie ilość poronień, ale jednocześnie rośnie też ilość ciąż w późnym okresie życia. Dziesięć lat temu średnia wieku przyszłej matki to było nieco ponad 20 lat, teraz to już około 30 lat - stwierdza lekarz. Dojrzałe kobiety zwykle zachodzą więc w ciąże już z pewnymi problemami zdrowotnymi, głównie hormonalnymi - Wiele kobiet przychodzi do naszych gabinetów około 30-tki chcąc planować macierzyństwo i okazuje się, że nigdy nie miały wykonanych specjalistycznych badań. Wtedy często dowiadują się, że mają mięśniaki, które również mogą być czynnikiem poronień - wyjaśnia ekspert.
Zdaniem dr. Tulimowskiego, wzrost liczby poronień można powstrzymać jednak nie tylko stawiając na wczesne macierzyństwo. Wystarczyłoby, gdyby Polki tylko bardziej świadomie je planowały. I chcąc zajść w ciążę radziły się lekarzy, a nie zdawały na rady kolorowych pism. Bo ryzyko utraty upragnionej ciąży łatwo zminimalizować pamiętając o prostych zasadach. Po pierwsze trzeba planować macierzyństwo z odpowiednim, kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. - Do ciąży naprawdę trzeba się dziś przygotować. Przede wszystkim robiąc kilka podstawowych badań. Morfologię, USG dopochwowe i badanie tarczycy. Warto także zrobić badania pod katem toksoplazmozy, czy cytomegalii - wyjaśnia nasz rozmówca.
Ciąża to nic pewnego Ginekolog podkreśla, że kobiety, które regularnie widują się ze swoim lekarzem zwykle nie mają później większych problemów z tym, by kilka miesięcy po zgłoszeniu specjaliście chęci zajścia w ciążę bezpiecznie i skutecznie do zapłodnienia doprowadzić. A później bez obaw tę ciążę donosić.
Często dramatem kończy się bowiem oczekiwanie od lekarzy cudów. - W czasach, gdy naszym życiem rządzi planowanie, często biznesplany, sporo młodych i ambitnych kobiet uważa, że w ciąży również wszystko można zaplanować. Nie raz spotykałem się z takimi sytuacjami, gdy pacjentka przychodziła w czerwcu streszczając mi swoje życiowe plany. Na sierpień planowała urlop, we wrześniu zmianę pracy, a w listopadzie chciała zajść w ciążę, by być w niej już w grudniu. Trzeba tymczasem wziąć poprawkę na takie plany. Kiedy o tym przypominam, słyszę: "proszę pana, ja na pewno w grudniu będę w ciąży". A z dzieckiem nie jest jak z zakupem auta, które zamówione na określony termin będzie na nas czekało - tłumaczy lekarz.
