
Nie cichnie afera wokół Mai Ostaszewskiej. Aktorka od kilku dni mierzy się z falą krytyki po współpracy reklamowej z marką Gino Rossi, która w swojej ofercie ma produkty wykonane ze skóry naturalnej. Wybuchła burza, bo Ostaszewska od lat publicznie angażuje się w działania na rzecz ochrony zwierząt. Głos zabrał teraz menedżer aktorki. Mówi o "absurdalnej nagonce".
Maja Ostaszewska to jedna z najbardziej utytułowanych polskich aktorek. Gwiazda "Teściów", "Kolorów zła. Czerwieni" (które niedługo doczekają się sequela) oraz kontrowersyjnej w Polsce "Zielonej granicy" ma na koncie dwa Orły – za "Body/Ciało" oraz "Jacka Stronga" – oraz dwie nagrody Festiwalu Filmowego w Gdyni.
Ostaszewska to nie tylko aktorka, ale również aktywistka, która m.in. pomagała migrantom na granicy polsko-białoruskiej. Szczególnie angażuje się jednak w walkę na rzecz praw zwierząt. Na swoim profilu udostępniała m.in. emocjonalne apele dotyczące obywatelskiej inicjatywy "Uwaga Polowania", mającej zmienić prawo łowieckie. W jednym z postów pojawiło się hasło "NIE dla krwawego biznesu", a w kwietniu wzięła udział w proteście przeciwko odstrzałowi dzików.
Maja Ostaszewska walczy o prawa zwierząt i reklamuje markę Gino Rossi. Wybuchła burza
Internauci szybko zauważyli, że 25 kwietnia na profilu Ostaszewskiej pojawił się sponsorowany post oznaczony jako "współpraca reklamowa" z marką Gino Rossi. Na zdjęciach Ostaszewska promowała torebki i buty firmy, która sprzedaje również produkty ze skóry zwierzęcej. Aktorka wzięła również udział w najnowszej kampanii marki, należącej od kilku lat do Grupy CCC.
Wybuchła burza – dla części obserwatorów aktorki było to trudne do pogodzenia z jej wieloletnim aktywizmem prozwierzęcym. Ostaszewska odpowiedziała wtedy, że torebki widoczne na zdjęciach nie były wykonane ze skóry zwierzęcej. "70 proc. nie jest. Marka ma liczne certyfikaty i należy do najwyżej stawianych polskich marek w działaniach ograniczających emisję gazów cieplarnianych" – tłumaczyła.
To jednak nie zakończyło dyskusji. Wręcz przeciwnie – w komentarzach zaczęły pojawiać się zarzuty, że nawet jeśli konkretne produkty promowane przez aktorkę były wykonane z materiałów alternatywnych, to sama marka nadal produkuje galanterię ze skóry naturalnej.
"I to jest właśnie pokazany ten cały fałsz i obłuda, ważna tylko kasa a nic innego, "W skórzanych butach pewnie łatwiej walczyć o dobro zwierząt", "Pani Maju, za ile PLN zmienia pani poglądy i śpi z czystym sumieniem?" – to tylko niektóre komentarze, które obiegły sieć. Niektóre były znacznie ostrzejsze.
Menedżer Ostaszewskiej mówi o "absurdalnej nagonce". Ekspert wyjaśnia, skąd ta cała afera
Do całej sytuacji odniósł się w sobotniej rozmowie z redakcją biznesową TVN24 dr Maciej Dębski, socjolog problemów społecznych oraz prezes fundacji Dbam o Mój Zasięg. – Warto rozróżnić dwie rzeczy: merytoryczną krytykę i hejt. Pytania o spójność: "jak to się ma do twojego aktywizmu?" są w pełni uprawnione. To jest właśnie dojrzała debata publiczna i Ostaszewska, jako osoba, która sama te tematy podnosi, musi się liczyć z tym, że będzie z nich rozliczana – powiedział i jednocześnie zaznaczył, że problem zaczyna się wtedy, gdy dyskusja zamienia się w pogardę i personalne ataki.
Ale skąd aż taka burza? – Reakcja jest tak silna, bo nie chodzi o sam produkt – chodzi o poczucie zdrady kontraktu, który widzowie zawarli z Mają Ostaszewską przez lata. Ona zbudowała część swojej publicznej tożsamości na bardzo konkretnym aktywizmie dotyczącym zwierząt – ocenił Dębski.
Socjolog zwrócił też uwagę na mechanikę mediów społecznościowych. Jego zdaniem wszelkie niespójności między deklaracjami a działaniami są dla algorytmów "paliwem premium", bo generują ogromne zaangażowanie użytkowników.
Redakcja biznesowa TVN24.pl poprosiła również o komentarz menedżera aktorki Tomasza Kolarskiego. – Nie chcemy do tego powracać i mamy nadzieję, że ta absurdalna nagonka jak najszybciej ucichnie. W związku z tym prosimy o uszanowanie naszej decyzji, żeby się więcej nie wypowiadać w tej sprawie – powiedział.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Ostaszewska wydała oświadczenie. "Nie jestem idealnie ekologiczna"
Przypomnijmy, że na fali afery Ostaszewska opublikowała 16 maja nagranie, w którym wyjaśnia cała sprawę.
– Od bardzo wielu lat walczę o zakaz trzymania psów na łańcuchach w Polsce. Wspieram wszystkie kampanie, które mają doprowadzić do ograniczenia bezdomności zwierząt. Walczyłam o zakaz hodowli zwierząt na futra w Polsce. Z sukcesem – mówiła aktorka. Przypomniała też, że od lat nie je mięsa i angażuje się w działania dotyczące zmian prawa łowieckiego czy polityki klimatycznej, ale przyznała otwarcie, że posiada w swojej szafie rzeczy wykonane ze skóry naturalnej.
– Nigdy nie udawałam i nikogo nie oszukiwałam, że w mojej szafie poza różnymi innymi materiałami nie znajdują się prawdziwe skóry. Mam skórzane buty. Widzieliście mnie państwo w nich na premierach, wywiadach czy festiwalach – tłumaczyła. Aktorka podkreślała również, że stawia przede wszystkim na rzeczy z drugiego obiegu i alternatywne materiały, ale nie uważa się za osobę "idealnie ekologiczną".
– Nie udaję kogoś, kim nie jestem. Nie udaję, że mieszkam w puszczy i żywię się tym, co rośnie wokół mojego domu. Są osoby żyjące całkowicie w zgodzie z naturą i bardzo je podziwiam, ale ja do nich nie należę – mówiła.
W nagraniu wyjaśniła też, dlaczego zdecydowała się na współpracę z marką Gino Rossi. Jak zaznaczyła, kluczowe było dla niej to, w jaki sposób firma pozyskuje skórę i czy nie hoduje zwierząt wyłącznie po to, by produkować z nich galanterię. – W życiu nie podpisałabym kontraktu z marką, która hoduje zwierzęta po to, żeby je zabić na produkty, które będą sprzedawane – podkreśliła.
