Mariusz Szczygieł
Mariusz Szczygieł dostaje za dużo przesyłek z książkami Fot. Facebook / Mariusz Szczygieł

Mariusz Szczygieł ma problem, którego wiele osób mogłoby mu pozazdrościć. Ceniony reporter i autor bestsellerowych książek opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie ogromnego stosu paczek z publikacjami, po czym zaapelował do obserwatorów i wydawnictw, by… przestali przysyłać mu książki. Jak przyznał, nadmiar przesyłek zaczyna go zwyczajnie przytłaczać. Komentarze internautów pokazały jednak przy okazji znacznie poważniejszy problem – chroniczne niedofinansowanie bibliotek i innych publicznych placówek, które desperacko potrzebują nowych książek.

REKLAMA

Mariusz Szczygieł od lat pozostaje jedną z najważniejszych postaci polskiego reportażu. Przez wiele lat był związany z "Gazetą Wyborczą" i "Dużym Formatem", a szerokiej publiczności dał się poznać także jako prowadzący kultowy program "Na każdy temat" w latach 90. Jest współzałożycielem Instytutu Reportażu, wydawnictwa Dowody oraz warszawskiej księgarnio-kawiarni Wrzenie Świata.

Szczególne miejsce w jego twórczości zajmują Czechy i czeska kultura – to właśnie o nich opowiadają jego najgłośniejsze książki, takie jak "Gottland" czy "Zrób sobie raj". W 2019 roku zdobył Nagrodę Literacką Nike za "Nie ma". Obecnie prowadzi również program "Rozmowy Niewygodne" na antenie TVP Info.

Mariusz Szczygieł dostaje za dużo darmowych książek. "Niechcianych paczek są dziesiątki tygodniowo"

W swoim wpisie reporter nie ukrywał frustracji związanej z ciągłym otrzymywaniem kolejnych przesyłek od wydawnictw, które najprawdopodobniej przesyłają mu darmowe książki w ramach promocji.

"Naprawdę nic z tego nie zamawiałem. Błagam, nie przysyłajcie mi tylu publikacji. W długi weekend udało mi się usunąć 120 książek z mojej domowej biblioteki i przekazać sąsiadom, a i tak jest zagracone" – napisał na Facebooku. Nazwał nawet swoje doświadczenie "stalkingiem prezentowym". "Jestem od lat jego ofiarą. Tych niechcianych paczek są dziesiątki tygodniowo" – przyznał Szczygieł.

Najbardziej irytują go jednak "przesadzone przesyłki z wielkich wydawnictw", w których oprócz książek są gadżety zupełnie niepotrzebne, wypełniacze wszelkiego typu. "Nie jestem czytelnikiem, który tego potrzebuje. PROSZĘ SIĘ USKROMNIĆ!" – napisał w swoim stylu.

Szczygieł przyznał też, że czyta znacznie wolniej, niż wielu osobom mogłoby się wydawać. "Czytam w całości jedną do półtorej książki miesięcznie, czytam powoli – nie jestem tego wszystkiego w stanie przerobić" – podkreślił. Jak dodał, większość książek niemal od razu oddaje dalej. "Książki które przychodzą, najczęściej od razu oddaję baristkom i baristom Wrzenia świata oraz gościom. Zostawiam sobie może 1 na 20" – wyjawił reportażysta.

Reportażysta zaznaczył również, że wolałby po prostu odmawiać takich prezentów wcześniej. "Jeśli ktoś chce wysłać mi książkę, może zawsze zapytać tutaj albo na Instagramie i ja miło odmówię. W taki sposób, że będzie myślał, iż tę książkę przeczytałem i jeszcze ją komplementuję" – napisał na Facebooku.

Na końcu swojego wpisu Szczygieł wyjaśnił, dlaczego nie chce organizować żadnego systemu rozdawania czy wysyłania książek dalej. "Zaraz pojawią się sugestie i prośby, że możecie odebrać te książki ode mnie albo że mogę je przekazać na… Otóż nie wchodzę w to. Balastu pozbywam się natychmiast. Zostawianie za drzwiami, przekazywanie, wysyłanie – nie dla mnie. Nie mam asystentki ani asystenta, kopertę z listem lub dokumentem potrafię rok nosić przy sobie, zanim na pocztę pójdę. Taki typ" – czytamy.

Wpis Mariusza Szczygła pokazał szerszy problem. "Niedofinansowe biblioteki chętnie przyjmą"

Pod wpisem Szczygła zaroiło się od komentarzy. Niektóre pokazały poważny problem – chroniczne niedofinansowanie bibliotek i innych publicznych placówek, które chętnie przyjęłyby nowe książki.

"A jakby ktoś z czytających tutaj nadal chciał książki gdzieś przekazać, to Zakład Karny w Strzelcach Opolskich chętnie przyjmie literaturę do swojej biblioteki", "To my poprosimy wydawców o wysyłanie egzemplarzy do bibliotek. Obecnie, oprócz skromnych budzetow na nowe ksiazki, mamy dotacje z BN w tym roku obcięte o połowę. Naprawdę bieda z nędzą. Wstyd, bo bibliotek nie stać na książki", "Niedofinansowane biblioteki chętnie przyjmą..." – pisali internauci. Problem widać też po drugiej stronie rynku – kameralne księgarnie często ledwo wiążą koniec z końcem.

Dalszy ciąg artykułu poniżej.

Choć wpis reportera można odczytać jako krytyczny komentarz do nadmiaru konsumpcji, promocyjnego przesytu i coraz bardziej agresywnego marketingu wokół książek, wiele osób przyznało, że sami chcieliby mieć podobny problem.

"Chcę zostać ofiarą stalkingu książkowego", "Poszukuję wydawnictw, które zechcą być moim stalkerem", "Czy mogę się z panem zaprzyjaźnić i odciążyć z tego jakże uciążliwego przymusu czytania?", "Dobra. To co trzeba zrobić zeby przysylali do mnie? Czekam na wskazowki" – pisali komentujący.

Pojawiły się też pomysły, jak można byłoby zagospodarować nadmiar książek. Internauci sugerowali stworzenie specjalnego miejsca wymiany publikacji we Wrzeniu Świata w Warszawie.

"Dlaczego Pan nie założy we Wrzeniu świata takiej skrzyni jaką mają biblioteki na 'książki do zabrania'? Wystarczyłoby wrzucić post, że tam są, czekają i że można się częstować, a przy okazji zakupić kawę i coś nowego do czytania?”, "Chyba musimy wstawić do wrzenia jakiś duży kosz i tam będziemy trzymać Mariuszowe prezenty z dopiskiem bierzcie z tego wszyscy" – proponowali użytkownicy Facebooka.

To nie pierwszy raz, kiedy publikacja reportera wywołała żywą reakcję w sieci – kilka lat temu Mariusz Szczygieł pokazał, jak radzi sobie z hejterami i niemiłymi wiadomościami w mediach społecznościowych.