
Dawno się tak nie zagotowało w sieci przy okazji oficjalnej prezentacji auta. I nie chodzi o to, że Ferrari pokazało pierwszego w swojej historii elektryka. Ferrari Luce to projekt, który wzbudził ogromne kontrowersje w kwestii wyglądu. Ale i tak ma jeden mocny atut.
Ferrari Luce 2027 to pierwszy samochód elektryczny włoskiej marki. Wcześniej widzieliśmy już, jak wygląda w środku i mieliśmy duże nadzieje, że zewnętrzny design podobnie zaskoczy nas na plus. A jak wyszło? Kontrowersyjnie to mało powiedziane. W sieci ludzie piszą, że Ferrari kompletnie zerwało z tradycją.
Nowe Ferrari Luce to elektryk. Jak wygląda?
Abstrakcyjnie. Naprawdę trudno było przewidzieć, że to pójdzie w taką stronę i finalnie wciąż nie da się go zaszufladkować. Jedno jest pewne – Luce nie porównamy do żadnego Ferrari, które już znamy.
Wymiary Luce to dokładnie 5026 mm długości, 1999 mm szerokości oraz 1544 mm wysokości. Rozstaw osi – 2961 mm. Ale w zasadzie... kogo to teraz obchodzi, skoro prawie wszyscy i tak piszą, że to dziwny projekt. Minie jeszcze sporo czasu, zanim przyzwyczaimy się, że to kolejne cacko z kultowej włoskiej stajni.
Nowe Ferrari Luce ma absurdalne osiągi i genialne wnętrze
Zostawmy na chwilę tę całą awanturę, bo warto podać kilka kluczowych parametrów. Auto waży ponad 2,2 t i aż trudno uwierzyć, że wciąż mówimy o Ferrari. Bardziej znajomo robi się w kwestii osiągów. Moc systemowa Luce przekracza 1000 KM, auto ma cztery silniki. Przyspieszenie 0-100 km/h zajmuje 2,5 sekundy. W zakresie 0-200 km/h to 6,8 sekundy.
A skoro to elektryk, będą pytania o zasięg. Mamy tu akumulator o pojemności 122 kWh, co podobno pozwoli wykręcić ponad 530 km. W nowym Ferrari ładowanie DC odbywa się z mocą do 350 kW.
I wspomniane już wnętrze, które było przyjęte w zupełnie innych nastrojach niż projekt z zewnątrz. Luce w środku to naprawdę przemyślane i pięknie zaprojektowane auto. Fani produktów od Apple będą zachwyceni, bo we wszystko był zaangażowany Jony Ives, który był głównym projektantem wielu produktów Apple'a. Tak, to jemu zawdzięczacie m.in. design MacBooka, iMaca, iPoda czy iPhone'a.
Czy w takim razie Ferrari Luce to... "iCar"? Nie ma tu spektakularnej "ekranozy", mam wrażenie, że idealnie zgrano cyfrową obsługę z klasyką. Popatrzcie na te zegary i minimalistyczne ikony. Jest też sporo fizycznych przycisków, które przecież uwielbia wielu kierowców – to dotyczy nie tylko fanów Ferrari.
Ile kosztuje Ferrari Luce? Około 550 tys. euro, czyli prawie 2,4 mln zł. Patrząc na reakcje, największym problemem tego samochodu nie musi być cena, tylko pierwsze wrażenie. Z Ferrari zwykle jest tak, że lubimy na nie patrzeć. W tym przypadku nadwozie podpaliło do burzliwej dyskusji. I komentarze nie są pozytywne dla włoskiej marki.
Ale... to wciąż Ferrari. To kolejne auto z zawrotnymi osiągami, z historycznym znaczkiem i jak by nie patrzeć – przełomowy projekt. Stawiam tezę, że znajdzie się grono klientów, którzy będą chcieli zrobić na przekór wszystkim krytykom i postawić takie auto w swoim garażu.
