
Zapomnij o uprzedzeniach – BYD wchodzi na europejskie salony bez kompleksów. Model Atto 2 z napędem PHEV obiecuje złote góry, czyli śmiesznie niskie spalanie w mieście i dynamikę, która zaskoczy niejednego fana niemieckiej motoryzacji. Choć fotele próbowały połamać mi kręgosłup, a klimatyzacja bawiła się w Elzę z Krainy Lodu, ten miejski buntownik ma w rękawie kilka potężnych asów.
Wizualnie przypomina luksusowego SUV-a z Sindelfingen, kosztuje znacznie mniej, a w mieście potrafi spalić tyle, co skuter. Przetestowałem BYD Atto 2 DM-i w najbogatszej wersji wyposażenia. Sprawdziłem, jak radzi sobie zaawansowany napęd spalinowo-elektryczny z Chin i dlaczego systemy bezpieczeństwa tego auta cierpią na lekką paranoję.
Podszedłem do niego z czystą, dziennikarską kartą – bez uprzedzeń, ale i bez taryfy ulgowej. BYD Atto 2 (DM-i to hybryda, nie elektryk) to samochód pełen skrajności: genialnie zwrotny i oszczędny w mieście, ale wyjący i nerwowy na autostradzie. Zapraszamy na dogłębną recenzję chińskiego crossovera, który idealnie miksuje nowoczesną technologię z ergonomicznymi wpadkami.
Arktyczny sztorm i autobusowy pedał gazu. Czy BYD Atto 2 DM-i podbije polskie ulice?
Przyznam szczerze, że BYD Atto 2 był dla mnie pierwszym namacalnym spotkaniem z autami tej marki. Po intensywnych jazdach testowych moje odczucia są ambiwalentne: to całkiem porządny samochód, choć zdecydowanie nie dla każdego. A już na pewno nie dla mnie.
Wygląd to rzecz umowna. Mnie osobiście Atto 2 nie zachwyca, ale doskonale rozumiem, że komuś może wpaść w oko. Moim zdaniem projektanci wrzucili tu po prostu za dużo niepasujących do siebie elementów – tu obłe linie, tam jakieś nowoczesne bajery. Efekt? Auto wygląda trochę tak, jakby zostało poskładane z różnych części.
Sylwetką może wręcz przypominać Mercedesa GLC. Choć brakuje mu wizualnej spójności, na dłuższą metę to nie przeszkadza. W nudnym tłumie innych SUV-ów na parkingu Atto 2 potrafi się nawet lekko wyróżnić. Rozmiar i proporcje są w porządku, plasując ten model w gronie wygodnych, miejskich crossoverów.
Prawdziwym zaskoczeniem jest rozmiar tylnej klapy. Schodzi niesamowicie nisko, co teoretycznie ułatwia pakowanie zakupów, ale w praktyce... musisz odsunąć się na bezpieczną odległość, żeby nie dostać nią w podbródek podczas otwierania. Ale to detal, da się przyzwyczaić.
Mimo wielkich drzwi, krawędź załadunku i tak jest dość wysoka, a sam bagażnik – umówmy się – do gigantów nie należy, ale jest standardowo jak w tej klasie SUV-ów. Zgodnie z najnowszą modą podzielono go poziomo półką. Pod nią zmieszczą się jedynie bardzo płaskie przedmioty. Standardowo lądują tam kable do ładowania, ale przy odrobinie sprytu wejdzie tam nawet złożona hulajnoga.
Długość auta to 4330 mm, szerokość 2060 (z lusterkami).
Wnętrze i technologia: przestrzeń, przyciski i... orkiestra symfoniczna
W środku jest zaskakująco przestronnie. Czwórka dorosłych pasażerów pojedzie w komfortowych warunkach, a jeśli na tylną kanapę zainstalujecie piątą osobę, to wcale nie będzie ściśnięta jak sardynka w puszce.
Co ważne, materiały wykończeniowe i spasowanie nie budzą zastrzeżeń. Nic tu nie trzeszczy, nic nie odstaje. Młode rodziny docenią kapitalny detal: system Isofix na przednim siedzeniu pasażera. Jeśli musisz mieć dziecko "pod ręką" podczas jazdy, BYD rozwiązuje ten problem od ręki.
Wsiadając do auta, bałem się technologicznego przeładowania i wszechobecnej, denerwującej haptyki. Na szczęście niesłusznie, bo kokpit wyposażono w sporo fizycznych, wygodnych przycisków. Szkoda tylko, że zabrakło ich do obsługi nawiewów. Ustawianie klimatyzacji przez ekran to czysta mordęga. Na dodatek, jeśli zaufasz automatyce i poprosisz system o schłodzenie wnętrza, auto postanowi urwać ci głowę arktycznym sztormem.
Cały system infotainment jest zresztą typowy dla współczesnych aut, czyli pokręcony, przeładowany zakładkami i opcjami, przez które trzeba się mozolnie przedzierać. Wnętrze jest wykończone wegańską skórą, czyli lapidarnie rzecz ujmując tworzywem sztucznym udającym skórę.
Najbogatsza wersja wyposażenia miała rozsuwany szklany dach, przyciemnione tylne szyby, podgrzewane siedzenia, bezprzewodowe ładowanie telefonu, dosłownie wszystko, o czym można pomyśleć. Aha, i kamerę 360 stopni. Naprawdę pełen wypas.
Uwaga, rowerzysta!
Chińskie samochody słyną z miłości do głośnych alarmów. BYD Atto 2 pika, piszczy i ostrzega przed wszystkim. Na szczęście opcję wyciszania tych uprzejmych donosów znalazłem już na drugich światłach (i nie chodziło o wyłączenie asystenta prędkości!).
Na fabrycznych ustawieniach to auto potrafi zestresować kierowcę. Jedziesz spokojnie, nagle coś piszczy, ty nerwowo patrzysz na ekran, próbując zrozumieć, o co mu chodzi, pogarszając tym samym bezpieczeństwo. A system po prostu chciał cię poinformować, że na sąsiednim pasie... jedzie rowerzysta.
Za to wielkie brawa należą się za działanie aktywnego tempomatu z funkcją utrzymywania odległości i trzymaniem pasa ruchu. Na drogach szybkiego ruchu robi on genialną robotę. Życzyłbym sobie jedynie odrobinę większego wihajsterka do regulacji prędkości, ten milimetr więcej i byłoby idealnie. Ale i tak na tle konkurencji jest znakomicie.
Napęd PHEV: filozofia dwóch światów
Atto 2 występuje w dwóch wersjach – do testu dostałem tę bogatszą i mocniejszą (212 KM). Koncepcyjnie to hybryda typu plug-in, czyli miks silnika spalinowego i elektrycznego z dużą baterią ładowaną z gniazdka. Podstawowa Active ma 166 KM, 300 Nm i rozpędza się do setki w 7,9 sekundy. Mocniejsza i lepiej wyposażona Boost ma 212 KM, również 300 Nm momentu obrotowego i 6,9 sekundy do setki.
Ruszyłem nim w Polskę z pełnym akumulatorem. W trasie oczywiście tankowałem benzynę, ale baterii już nie doładowywałem – zwyczajnie nie miałem ochoty jednego dnia szukać najpierw stacji paliw, a potem wolnego słupka z prądem. Nie oznacza to jednak, że skreślam ten napęd.
Wręcz przeciwnie: jeśli masz dom lub garaż z własną ładowarką, ten samochód nabiera potężnego sensu.
Ładujesz go tanią energią w nocnej taryfie, w dzień jeździsz wokół komina praktycznie za darmo, drastycznie ograniczając spalanie paliw kopalnych. To warunek sine qua non, by w pełni wykorzystać potencjał tego auta i być z niego zadowolonym. Na samym prądzie (18 kWh) można przejechać nawet 90 km, więc sporo. Wersja Active ma wyraźnie mniejszą baterię (7,8 kWh, 40 km zasięgu).
Wersja Boost ma jeszcze na pokładzie funkcję V2L, dzięki której możesz podłączyć do samochodu zwykłe urządzenia elektryczne (230V), takie jak laptop, ekspres do kawy czy grill elektryczny. Serio.
Wrażenia z jazdy: miejski kumpel kontra autostradowy wyjec
Jak tym jeździć? W mieście – rewelacyjnie. Widoczność jest bez zarzutu, zwrotność i parametry jazdy co najmniej zadowalające. Auto przyspiesza, hamuje, skręca i potrafi dać nawet nieco frajdy. Zawieszenie zestrojono dość miękko, przez co samochód trochę zbyt mocno izoluje kierowcę od doznań płynących z szosy.
Dla jednych to zaleta, dla mnie (jako rasowego, motoryzacyjnego dinozaura) – lekka wada, bo wolę bardziej bezpośrednie czucie drogi.
Poza miastem, na lokalnych drogach, wciąż jest w porządku. Schody zaczynają się na autostradach. Przy 140 km/h wspomniana miękkość zaczyna przeszkadzać – wejście w zakręt czy gwałtowne hamowanie wymagają wzmożonej uwagi. W kabinie robi się głośno, silnik spalinowy przy przyspieszaniu zaczyna nieprzyjemnie wyć, a aerodynamiczny opór bezlitośnie drenuje bak.
Choć po wciśnięciu gazu w podłogę te 212 koni potrafi wyrwać z kopyta i zaskoczyć zrywnością, Atto 2 zwyczajnie nie znosi szybkiej jazdy. Auto ma też modny tryb "Sport" – ale możecie mi wierzyć na słowo, nie warto go włączać. Naturalnym habitatem tego samochodu jest miasto oraz drogi podmiejskie i tam sprawuje się bez zarzutu.
Ergonomia i zużycie paliwa: logika autobusu i ból pleców
Podczas jazdy Atto 2 ucieszy Cię wskaźnik zasięgu. Samochód zatankowany i naładowany pod korek dumnie deklaruje zasięg rzędu 1000 kilometrów. To oczywiście marketingowa bajka, ale w warunkach miejskich, dzięki intensywnej rekuperacji (akumulator świetnie doładowuje się podczas hamowania), realnie można osiągnąć spalanie na poziomie 5 litrów na setkę.
Przy bardzo spokojnej jeździe komputer potrafi pokazać wartości zaczynające się od 3 lub 4 litrów – i to bez ściemy! Niestety, autostrada brutalnie weryfikuje te wyniki. Przy stałej prędkości 140 km/h BYD potrafi wypić nawet 10 litrów na 100 km, a bajkowy zasięg 1000 km kurczy się w oczach do realnych 500.
Mimo tych wszystkich plusów, dłuższa podróż Atto 2 wymaga... żelaznego zdrowia. Po godzinie spędzonej za kółkiem zaczął mnie boleć każdy mięsień w tylnej połowie ciała. Po trzech godzinach, wytaczając się z kabiny, błagałem o natychmiastowy masaż. Nie wiem, czy to moje ciało jest niedopasowane do chińskiej ergonomii, ale podobne narzekania słyszałem już od kilku innych osób. Co ciekawe, samą pozycję za kierownicą da się ustawić całkiem poprawnie.
Podejrzewam, że problem tkwi w... pedale gazu. Został zamontowany nietypowo – jako ruchoma klapka wychodząca bezpośrednio z podłogi. Rozwiązanie niczym z miejskiego autobusu, tyle że w autobusie kierowca siedzi wysoko, jak na krześle, a w SUV-ie nogi ułożone są zupełnie inaczej. Efekt? Mięśnie nóg i pleców cały czas są nienaturalnie napięte.
Ile kosztuje BYD Atto 2?
Dochodzimy do najważniejszego. Moja testowa wersja, z wyposażeniem do którego nie wiem, co można byłoby dołożyć, kosztuje niecałe 135 tysięcy złotych (od 134 285 zł). Tańszy model wyceniono na 120 740 zł. I biorąc pod uwagę, że to pełnoprawny, pojemny, zrywny i przyjemny w prowadzeniu SUV, cena jest niezwykle atrakcyjna. Za te pieniądze nie kupisz prawdopodobnie niczego o tych rozmiarach, osiągach i wyposażeniu. Moim zdaniem jest po prostu dobrze wyceniony i dla wielu osób będzie świetną opcją.
Reasumując: BYD Atto 2 to auto porządne, na swój sposób ciekawe i technologicznie dopracowane. Nie jest to pojazd z gatunku tych, których pożądam i na które wydałbym własne oszczędności, ale potrafię docenić jego mocne strony. Choć stylistyka do mnie nie trafia, to jako miejskie toczydło sprawdza się doskonale.
Mało pali, sprawnie manewruje i jest bardzo zwrotne. Jeśli szukasz oszczędnego crossovera do miasta, masz własny garaż z gniazdkiem i akurat nie cierpisz na dyskopatię – daj mu szansę. Dla całej reszty autostradowych podróżników, to wciąż może być zbyt egzotyczny kompromis.
