Zbigniew Buczkowski
Zbigniew Buczkowski nie narzeka na swoją emeryturę Fot. kadr z serialu "Lombard. Życie pod zastaw" / materiały prasowe

Zbigniew Buczkowski nie narzeka na emeryturę jak wiele jego koleżanek i kolegów z branży. 75-letni aktor zdradził, że od lat sam opłacał składki w ZUS-ie, dzięki czemu dziś ma zabezpieczenie finansowe. Jego słowa wracają w momencie, gdy rząd pracuje nad nowym systemem wsparcia dla artystów.

REKLAMA

Zbigniew Buczkowski nigdy nie ukończył szkoły aktorskiej, ale to nie przeszkodziło mu w zrobieniu kariery. Od dekad pozostaje jedną z najbardziej charakterystycznych postaci polskiego kina i telewizji. Popularność przyniosły mu role w popularnych serialach, takich jak "Święta wojna", "Graczykowie" czy "Lombard. Życie pod zastaw", w którym występuje nieprzerwanie od 2017 roku.

Dziś, mając 75 lat, nadal pozostaje aktywny zawodowo i nie zamierza zwolnić. "Pracuję. Praca daje mi takiego kopa, że jestem ciągle w dobrej formie. Poza tym ten zawód ma taką specyfikę, że najpierw gra się chłopców, później młodzieńców, następnie gra się ojców, potem dziadków, a na końcu staruszków. Ja teraz jestem na etapie grania ojca. Więc mam jeszcze trochę do pogrania" – mówił w rozmowie z "Faktem" rok temu.

Buczkowski stwierdził również, że w przypadku aktorów emerytura nie istnieje. – Nie jestem na żadnej emeryturze, bo aktorzy nie przechodzą na emeryturę. Grają dopóty, dopóki mogą grać. Wiem, że są zawody, które wymagają przejścia na emeryturę, bo nie ma innego wyjścia. W moim przypadku tak nie jest. My aktorzy gramy ile się da. Oczywiście, jeśli nam zdrowie pozwoli – mówił.

Emerytura Zbigniewa Buczkowskiego. Od lat sam płacił składki w ZUS i nie narzeka

Aktorzy i muzycy w Polsce często skarżą się na skandalicznie niskie emerytury. Buczkowski jednak do nich nie należy. – Dzieje się tak dlatego, że nie płacili składek na ubezpieczenie społeczne. Gdy mówili mi, że mają jakieś głodowe stawki, pytałem, czy płacili składki. Odpowiadali, że nigdy. Więc teraz nie powinni się dziwić wysokością swojej emerytury – powiedział wprost w "Fakcie". O powodzie niepłacenia składek mówiła m.in. Małgorzata Ostrowska.

Aktor nie ukrywa, że już dawno pomyślał o zabezpieczeniu swojej przyszłości. Jak wspominał, przed laty usłyszał w ZUS-ie radę, by samodzielnie opłacać składki, jeśli nie ma stałego etatu.

– Mnie dawno temu miła pani w ZUS-ie powiedziała, żebym sam wpłacał pieniądze co miesiąc na swoją emeryturę, bo ten czas szybko zleci. I tak robiłem. Sam płaciłem. Były to małe stawki, chyba po 100 złotych miesięcznie, ale się płaciło. Chociaż moja emerytura nie jest jakaś wysoka, to ją mam – opowiadał.

Przyznał też, że przez lata pomagała mu w tym mama, pilnując regularnych wpłat. – Tak naprawdę to moja mama chodziła na pocztę i wpłacała na specjalną książeczkę, bo ja bym może zapomniał. Ale to ja dawałem jej pieniądze. Przeszedłem na emeryturę w wieku 67 lat, więc płaciłem dwa lata dłużej, niż dziś jest wymagane – zdradził "Faktowi" Buczkowski.

Mimo że aktor nie narzeka na emeryturę, to nadal nadal intensywnie pracuje. Jak zauważył, w aktorskim środowisku to nic niezwykłego. – Aktorzy zawsze sobie dorabiają, jak nie w filmie, to w spektaklach, z którymi jeżdżą po Polsce. To ciężka praca. Nie raz zauważyłem, że ludzie nie mają pojęcia, że zawód aktora jest ciężki – podkreślił.

Dla porównania warto przypomnieć, ile emerytury otrzymuje Henryk Gołębiewski, który razem z Zbigniew Buczkowski występuje w serialu "Lombard. Życie pod zastaw" i również nie zalicza się do grona artystów narzekających na wysokość świadczeń. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Krzysztofa Cugowskiego były wokalista Budka Suflera od lat otwarcie mówi o swojej "głodowej" emeryturze.

Emocje wzbudzają także świadczenia innych gwiazd. Niedawno Tomasz Stockinger ujawnił dokładną kwotę swojej emerytury, a Małgorzata Potocka przyznała, że trudno dziś utrzymać się z jej świadczenia. Aktorka zwróciła przy tym uwagę na brak systemowych rozwiązań dla osób pracujących w kulturze.

Rząd chce pomóc artystom. Szykuje specjalne dopłaty

Najwyraźniej zdaje sobie z tego sprawę rząd Donalda Tuska. 26 maja Rada Ministrów przyjmie projekt ustawy dotyczącej zabezpieczenia socjalnego artystów. Propozycja przygotowana przez Ministerstwo Kultury zakłada stworzenie systemu wsparcia dla twórców osiągających niskie lub nieregularne dochody. Projekt trafi do parlamentu, a później – jeśli zostanie uchwalony – będzie jeszcze wymagał podpisu prezydenta.

Dalsza część artykułu poniżej.

Nowe przepisy przewidują wprowadzenie statusu artysty zawodowego, przyznawanego na pięć lat z możliwością przedłużenia w szczególnych przypadkach. Osoby spełniające kryteria dochodowe mogłyby otrzymywać dopłaty do składek społecznych i zdrowotnych. Środki nie trafiałyby jednak bezpośrednio do artystów, lecz do ZUS-u jako uzupełnienie składek do poziomu minimalnego wynagrodzenia.

Dodajmy, że ze wsparcia będą mogli skorzystać wyłącznie ci artyści zawodowi, których średnie dochody z ostatnich trzech lat nie przekroczyły określonego limitu – wynoszącego 125 proc. rocznej wartości minimalnego wynagrodzenia.

Rząd szacuje, że z rozwiązania mogłoby skorzystać około 20 tys. osób związanych z branżą artystyczną. Według danych przywoływanych w uzasadnieniu projektu wielu twórców pracuje dziś bez stabilnych umów, a część nie ma żadnego zabezpieczenia socjalnego.

– Musimy pamiętać o specyfice pracy artystycznej, najczęściej jest to praca projektowa. I bardzo często jest tak, że nasi artyści przyjmują zlecenie, przy którym pracują, powiedzmy, trzy miesiące, a potem przez następne trzy nie mają kolejnego. Rozwiązanie, które proponujemy jest dla tych osób, którym aktualnie coś źle poszło. I tylko dla nich. Proponowane wsparcie nie będzie dotyczyć artystów o stabilnych dochodach – podkreśliła ministra kultury Marta Cienkowskaw w rozmowie z Interią Biznes.

Również premier Tusk podkreślił, że dopłaty będą szczególnie dotyczyć "młodych artystów, artystek, którym się nie powodzi". Ci najwięksi artyści przez całe stulecia cierpieli po prostu biedę. (...) Do dziś nie mogą niektóre z tych młodych artystek korzystać z urlopu macierzyńskiego, czy uzyskać zasiłek choroby – powiedział szef rządu. Propozycja budzi jednak duże kontrowersje.