
Kiedy słyszysz, że ktoś pędził sportowym Maserati prawie 230 km/h na trasie S7, myślisz sobie jedno: "dobrze, że go złapali, dostanie mocno po kieszeni". I faktycznie, drogówka stanęła na wysokości zadania, wystawiając maksymalny mandat za prędkość w wysokości 5000 zł. Sprawa zamknięta? Bynajmniej. Okazuje się, że w polskich realiach czasem wystarczy... brzydkie pismo policjanta, żeby wymigać się od kary.
Sprawa dotyczy zdarzenia z 3 kwietnia 2026 roku. Jak informowano w komunikacie opublikowanym przez KPP w Ostródzie, policjanci ostródzkiej drogówki zatrzymali na trasie S7 przy Czerwonej Karczmie 27-letniego kierowcę Maserati. Według policyjnych informacji miał on przekroczyć dozwoloną prędkość o 109 km/h
Wypisano blankiet, nałożono potężną grzywnę 5000 zł. Problem w tym, że policjant zrobił to na tyle niedbale, że dokument okazał się kompletnie nieczytelny. A w prawie formalności to rzecz absolutnie święta.
Sprawa trafiła ostatecznie do Sądu Rejonowego w Ostródzie. Mężczyzna złożył odwołanie wykorzystując błąd drogówki. Zakwestionował mandat drogowy, argumentując, że z tych policyjnych "bazgrołów" nie da się nawet wyczytać podstawy prawnej.
Sąd bezlitosny dla bazgrołów
Radca prawny Łukasz Jałoza słusznie wskazuje, że sąd mógł po prostu uznać, iż blankiet nie spełniał elementarnych wymogów formalnych. I tak też się stało, bo ostródzki sąd uchylił mandat.
Aspirant sztabowy Rafał Jackowski z KWP w Olsztynie w rozmowie z Radiem Olsztyn otwarcie przyznaje, że blankiet wypełniono niefortunnie. Ale sąd wcale nie stwierdził, że kierowca jechał zgodnie z przepisami. Fakt popełnienia wykroczenia drogowego pozostaje bezsporny i udokumentowany.
– Policjanci nie zawiedli, bo ujawnili to wykroczenie i mężczyzna został ukarany. Powiedzmy, że ten blankiet został faktycznie nieczytelnie wypełniony przez tego policjanta. Została z nim już przeprowadzona rozmowa na ten temat, aby takiego błędu nie popełniać – przekazał Rafał Jackowski, dodając, że w całym garnizonie przypomniano o obowiązku czytelnego wypełniania dokumentów.
Co to oznacza dla kierowcy? Sprawa po prostu wraca na wokandę, ale tym razem jako klasyczny wniosek o ukaranie do sądu. A tutaj policja ma nagranie z wideorejestratora i tego już tak łatwo podważyć się nie da.
Źródło: Radio Olsztyn
