
Reporter Piotr Czaban od lat dokumentuje sytuację na granicy polsko-białoruskiej. W rozmowie z Jackiem Pałasińskim opowiada o śmierci, strachu, polityce i ludziach, których Europa wolałaby nie widzieć. Jego relacje burzą wiele popularnych wyobrażeń o uchodźcach, ale także o polskich służbach.
Kiedy w 2021 roku świat usłyszał o Usnarzu Górnym, Piotr Czaban był jeszcze dziennikarzem TVN24. Pojechał na miejsce z własnej inicjatywy. Nie przypuszczał wtedy, że temat granicy stanie się jego życiem na kolejne lata. O czym mówi w najnowszej odsłonie "Allegro ma non troppo" Jacka Pałasińskiego.
– Tam była grupa blisko 30 osób, rodziny afgańskie z dziećmi, otoczone z każdej strony służbami mundurowymi z bronią. Po jednej stronie Białorusini, po drugiej Polacy, helikopter nad głowami, krzyki dzieci. Strażnicy graniczni mówili mi wtedy, że od tygodnia kupują tym ludziom jedzenie i ubrania za własne pieniądze, bo nie wiedzą, co robić. Liczyli, że mój przyjazd coś zmieni – wspomina Czaban.
"Wyglądali jak zaszczute zwierzęta"
Przez lata Piotr Czaban spotkał setki migrantów i uchodźców. Jego opis stoi w sprzeczności z narracją, która przedstawia ich jako zagrożenie.
– Nieważne, czy był to Syryjczyk, ktoś z Konga, Kamerunu, Iraku czy Jemenu. Wszyscy wyglądali jak zaszczute zwierzęta. Przestraszeni, bojący się własnego cienia. Nigdy na pograniczu po polskiej stronie nie spotkałem się z agresją ze strony uchodźców. Na setki osób, z którymi miałem do czynienia, nie spotkałem ludzi, którzy chcieliby kogokolwiek skrzywdzić – mówi.
Jego zdaniem większość tych ludzi nie marzy o niczym więcej niż bezpieczeństwo i możliwość normalnego życia. Problem w tym, że ich los stał się elementem politycznej gry.
Brat zmarł w Puszczy. On postanowił dokończyć jego drogę
Jedna z historii najmocniej utkwiła Czabanowi w pamięci. Dotyczy Jemeńczyka, który przyjechał do Polski na pogrzeb swojego brata zmarłego na granicy.
– Powiedział mi, że dotarł do miejsca, do którego dotarł jego brat i musi kontynuować jego podróż. Rodzina zadłużyła się, żeby przyjechał. Dotarł później do Belgii, dostał ochronę, ale po pewnym czasie zapytał mnie, jak może wrócić do Jemenu. Zostawił tam dwoje dzieci. Serce nie wytrzymało tej rozłąki – opowiada reporter.
To historia, która pokazuje coś, o czym rzadko mówi się w debacie publicznej. Wielu migrantów nie chce opuszczać swoich krajów. Robią to, bo nie widzą innego wyjścia.Czaban opowiada również o przypadkach, które – jego zdaniem – powinny zostać dokładnie rozliczone.
– Jeden z mundurowych po latach wysłał mi zdjęcie kilkuletniej dziewczynki. Jej rodzinę wypchnięto na Białoruś przez bagno i zasieki. Chciał wiedzieć, czy przeżyła. Udało nam się odnaleźć tę rodzinę. Ostatecznie Białorusini deportowali ich do Kurdystanu, ale dziecko przeżyło. Wiem, że wielu funkcjonariuszy ma do dziś problem z tym, co robili wobec dzieci. Nie tylko psycholog, ale czasem nawet spowiedź nie wystarcza – mówi.
Granica to nie tylko polityka
W rozmowie z Jackiem Pałasińskim – Piotr Czaban wielokrotnie wraca do jednego wątku: za wszystkimi statystykami stoją konkretni ludzie. Ludzie, którzy uciekają przed wojną, biedą lub prześladowaniami, a później stają się narzędziem w rękach polityków.
To właśnie dlatego jego relacja wywołuje tak silne emocje. Niezależnie od poglądów na politykę migracyjną, trudno pozostać obojętnym wobec historii ludzi, którzy tygodniami błąkali się po lasach, tracili bliskich albo próbowali za wszelką cenę wrócić do swoich rodzin.
