
– Moja walka o przeszczep płuc w Polsce to scenariusz na film o trwającej przez lata bezduszności, niekompetencji i rozpaczy, bez szans na szczęśliwe zakończenie. Dwa tygodnie temu, po kolejnym pogorszeniu się stanu zdrowia, moi lekarze napisali do kliniki w Wiedniu. Moje życie jest dziś warte 150 tysięcy euro – pisze Justyna Piotrowska, dla której jedynym ratunkiem jest rodzinny przeszczep płuc.
Moja walka o przeszczep płuc w Polsce to scenariusz na film o trwającej lata bezduszności, niekompetencji i rozpaczy bez szans na szczęśliwe zakończenie. Dwa tygodnie temu, po kolejnym pogorszeniu się stanu zdrowia, moi lekarze napisali do kliniki w Wiedniu. Odpowiedź przyszła w ciągu trzech dni, co już nie mieściło nam się w głowie. Tamtejsi lekarze chcą mnie tam widzieć natychmiast. Zaproponowali mi rodzinny przeszczep płuc. Po raz pierwszy od dawna pojawiła się w moim sercu nadzieja na życie. CZYTAJ WIĘCEJ
Stan zdrowia Justyny Piotrowskiej stale się pogarsza, a leki bardzo wyniszczyły jej organizm. Jej przyjaciele napisali na Facebooku:
Jedynym ratunkiem dla niej jest rodzinny przeszczep płuc w Wiedniu, na który wymagane są fundusze w wysokości 150 tysięcy euro. Wiemy, że bez udziału wielu ludzi dobrej woli, nie uda nam się zebrać takich pieniędzy. CZYTAJ WIĘCEJ
“Justyna jest osobą, która nigdy nikomu nie odmówiła żadnej pomocy i poświęciła swoje życie dla innych. Teraz to ona potrzebuje nas” – kończą swój apel przyjaciele Justyny, prosząc o pomoc w poszukiwaniach darczyńców i sponsorów.

