Kadr z filmu "Hopnięci"
"Hopnięci" Pixara już na Disney+. Film animowany o ekologizmie ma zmarnowany potencjał Fot. materiał prasowy

Wyobraźcie sobie, że nagle zaczynacie rozumieć wszystkie napotkane po drodze zwierzęta. "Hopnięci" wykorzystują hipotetyczny scenariusz, w którym ludzie przenoszą swoją świadomość do animalistycznych robotów, by lepiej poznać faunę. Kasowy film animowany Disneya i Pixara, który właśnie wleciał na Disney+, jest świetny i nijaki zarazem. Miał potencjał, by wbić kij w mrowisko, i z niego nie skorzystał.

REKLAMA

Po nominowanych do Oscarów produkcjach "W głowie się nie mieści 2" i "Elio" wytwórnia Pixar Animation Studios we współpracy z Walt Disney Pictures pochyliła się nad filmem animowanych "Hopnięci", za którego kamerą stanął Daniel Chong, twórca przezabawnej, uroczej kreskówki "Między nami, misiami". Przy kręceniu tego tytułu amerykański animator jak najlepiej wykorzystał doświadczenie, jakie zdobył w trakcie pracy dla Cartoon Network, ale i inspiracje twórczością Tima Burtona ("Gnijąca panna młoda") i "Avatarem" Jamesa Camerona.

"Hopnięci" – podobnie jak serial kreskówkowy o trzech misiach z San Francisco – stanowi podszytą satyrycznym humorem krytykę otaczającej nas rzeczywistości, z tą jednak różnicą, że pod szyldem Disneya została ona rozcieńczona. Fakt ten nie powinien raczej nikogo dziwić – docelową grupą odbiorców filmu o ekologizmie są w końcu najmłodsi, a pamiętajmy, że cięty humor "Między nami, misiami" z 2014 roku był znakiem swoich czasów.

O czym jest film animowany "Hopnięci" Disneya i Pixara?

Pod czujnym okiem gigantów Fabryki Snów Chong stworzył opowieść o 19-letniej Mabel, która uważa, że jej racja jest "mojsza niż twojsza". Miłośniczka przyrody stara się uratować polanę nieopodal miasteczka Beaverton przed działaniem powszechnie uwielbianego burmistrza, Jerry'ego Generazza, który chce postawić obwodnicę na miejscu zwierzęcego azylu. Nikt w okolicy nie podziela tych samych poglądów, co aktywistka.

Pomimo ostrzeżeń mentorów z uczelni Mabel używa amatorskiej technologii i przenosi swoją świadomość do animalistycznego robota. Widzi w tym możliwość uratowania wielu niewinnych istnień, które nie mają ludzkiego głosu. Dziewczyna jest jednak tak zapatrzona w swoją moralność, że nie dostrzega niuansów całej tej sytuacji – nie szanuje zasad, którymi kieruje się królestwo zwierząt, ani nie widzi, że burmistrz to tak naprawdę dobry człowiek.

"Hopnięci" biją niżej, a powinni bić wyżej. Disneyowski ekologizm w rozcieńczonym wydaniu

"Hopniętym" bliżej do "WALL·EGO" niż do bezpardonowego "Dawno temu w trawie" – animacji, która nie bała się nazywać wyzysku i zła po imieniu. Owszem z dzieła Chonga wybrzmiewa chęć zaszczepienia w dzieciach zamiłowania do ochrony środowiska, niemniej twórca stawia pokolenie Z, które na swój – niekiedy nieprzemyślany – sposób podważa system, jako największy problem współczesnego ekologizmu.

Politycy zostają wybieleni na rzecz narracji służącej pokazaniu młodym, że to nie od nich zależą losy świata – zamiast przeciwstawiać się władzy, należy dążyć do dialogu. Na pierwszy rzut oka w takim przesłaniu nie ma nic złego, tyle że film bardzo mocno chce zniechęcić widzów do Mabel, kreując ją na irytującą nastolatkę, która nic nie wie o prawdziwym życiu; która odrzuca głos "mądrzejszych" dorosłych. Protagonistka staje się prześmiewczym obrazem młodych pokroju Grety Thunberg.

Dalsza część artykułu poniżej.

"Hopnięci" nie wbijają kija w mrowisko, za to podtrzymują status quo. "Dawno temu w trawie" uczyło dzieci, żeby walczyć o swoje, gdy ktoś dwa razy silniejszy od nich zaczyna nadużywać władzy. Ostatni film Disneya i Pixara uczy natomiast najmłodszą widownię miłości do natury, przy okazji uświadamiając jej, że aktywizm z góry jest skazany na niepowodzenie. I okej, może pokolenie Z nie zawsze robi wszystko dobrze (dajmy młodym wyciągać wnioski z popełnianych błędów), ale to nie ono przyczyniło się znacząco do kryzysu klimatyczno-ekologicznego, a starsze generacje.

W wywiadzie z amerykańskim czasopismem "The Hollywood Reporter" jeden z artystów pracujących przy "Hopniętych" wyjawił, że Pixar miał nakazać twórcom animacji "złagodzić wątki związane z ekologią". Na łamach ScreenRant Chong niejednoznacznie odpowiedział na doniesienia dotyczące domniemanej cenzury. – Rzeczy, które chciałem przekazać w tym filmie, nadal są w nim zawarte, więc to najlepsze, co mogę powiedzieć o naszym procesie – oznajmił. Do prawdy raczej nie dojdziemy.

Historia Mabel ma w sobie wiele uroku. Jest zabawna, wzruszająca, a czasem nawet i mroczna. "Hopniętych" warto obejrzeć choćby z tego względu, że są znakomicie zrealizowani – w imponujący sposób łączą technikę 3D z kreskówkowym sznytem; dziecięcą komedię z horrorem. Aby wyrobić sobie własne zdanie na temat ich przesłania, trzeba samemu spędzić prawie dwie godziny przed ekranem telewizora. Innego wyjścia nie ma. Mogę zagwarantować, że nie pożałujecie.