
Siergiej Ławrow spotkał się dziś w Damaszku z syryjskim prezydentem, Baszarem al-Assadem. Politycy rozmawiali o trwającym w Syrii konflikcie. Szef rosyjskiej dyplomacji powiedział, że jego kraj popiera plan przedłożony przez Ligę Arabską. Zakłada on m.in. utworzenie rządu przejściowego.
REKLAMA
Kilka tysięcy osób witało dziś rosyjskiego ministra spraw zagranicznych wjeżdżającego do Damaszku. Nad ich głowami powiewały setki flag Rosji, Syrii i Hezbollahu.
W tłumie widać było również parę płonących flag Izraela.
- Prezydent al-Assad pragnie zatrzymać rozlew krwi - powiedział Ławrow po spotkaniu z syryjskim przywódcą. - A my, Rosja, potwierdzamy naszą gotowość do działania w celu szybkiego zakończenia konfliktu bazującego na planie przedstawionym przez Ligę Arabską. Popieramy również pomysł powiększenia misji tej organizacji w Syrii - dodał.
Niedawno Rosjanie zawetowali rezolucję Rady Bezpieczeństw ONZ, która bazowała właśnie na propozycjach Ligi Arabskiej. Zakłada on bowiem m.in. utworzenie rządu przejściowego, którym pokierowałby zastępca al-Assada i stopniowe przywracanie demokracji.
Przed podróżą do Syrii szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow określał reakcję społeczności międzynarodowej na rosyjskie weto jako „histerię”. Zarzucił też innym państwom, że swoim zachowaniem „podkopują rosyjskie wysiłki dyplomatyczne”. Rosyjski minister apelował wcześniej, by głosowanie nad rezolucją ONZ odbyło się dopiero po jego spotkaniu z Syryjczykami. Według władzy na Kremlu zbyt mocne i niewłaściwe zewnętrzne naciski mogą doprowadzić Syrię do wojny podobnej do tej w Libii.
Część ekspertów sądziła, że Moskwa, jako najważniejszy sojusznik al-Assada, może próbować wpłynąć na niego własnymi metodami. Wypowiedź Ławrowa zdaje się to potwierdzać.
Teraz rolą Ławrowa będzie wytłumaczyć al-Assadowi, że jeśli sytuacja w kraju się nie uspokoi, to - obojętnie od rosyjskiej pozycji - może spodziewać się zagranicznej interwencji wojskowej
- Sądzę, że teraz, po tym głosowaniu, Ławrow leci do Syrii, by powiedzieć rządowi, że zrobił już wszystko, co mógł – przewidywał w rozmowie z Reutersem Fjodor Lukjanow, redaktor magazynu Russia and Foreign Affairs. - Teraz rolą Ławrowa będzie wytłumaczyć al-Assadowi, że jeśli sytuacja w kraju się nie uspokoi, to - obojętnie od rosyjskiej pozycji - może spodziewać się zagranicznej interwencji wojskowej – dodał.
Podobne zdanie miał Aleksander Nekrassov, rosyjski politolog, który powiedział w BBC, że Ławrow najprawdopodobniej spróbuje doradzić al-Assadowi, by „rozważył pokojowe przekazanie rządów”.
Powagę wizyty Ławrowa podkreślała też Lilit Gevorgyan z think tanku IHS Jane's. - Jeśli al-Assad potraktuje weto jako carte blanche, uderzy to w obraz rosyjskiej dyplomacji. W tej sprawie stawką jest reputacja Rosji i Chin – powiedziała z rozmowie z Channel 4.
Wizyta gościa z Moskwy przypadła w bardzo burzliwym momencie. W piątek wojska prezydenta Baszara al-Assada rozpoczęły bombardowanie Hims, jednego z bastionów opozycji.
W sobotę Rada Bezpieczeństwa ONZ głosowała ws. rezolucji, która potępiłaby syryjski reżim i wezwała jego przywódcę do ustąpienia. Trzynaście państw było „za”, ale Chiny i Rosja – sojusznik klanu al-Assadów od lat 70. i jego główny dostawca broni - użyły prawa weta i zablokowały obrady.
Decyzja Pekinu i Moskwy wywołała oburzenie zachodnich i arabskich dyplomatów. Część Syryjczyków obawia się z kolei, że rząd w Damaszku uzna brak rezolucji za przyzwolenie na utopienie buntowników we krwi. Niemiecki ambasador przy ONZ nazwał to nawet „licencją na zabijanie”. Według niektórych danych od piątku w Hims zginęło już kilkaset osób, w tym 95 tylko w poniedziałek.
BBC podała, że dziś ostrzał miasta zaczął się punktualnie o 6 rano. Mieszkańcy boją się, że armia szykuje się do ataku naziemnego.
W poniedziałek USA ogłosiło, że w proteście zamyka swoją ambasadę w Syrii. Jej obowiązki przejmie ambasada Polski.
Dziś wycofanie swojego personelu dyplomatycznego zapowiedziały też Francja, Włochy i kraje Zatoki Arabskiej.
