
"Materialiści" Celine Song podbijają serwis streamingowy HBO Max, choć ich miejsce powinno zająć "Poprzednie życie" tej samej reżyserki. Powierzchowne perypetie swatki z Wielkiego Jabłka nie umywają się do poruszającego melodramatu o tęsknocie, pożegnaniu z dzieciństwem i akceptacji tego, że nigdy nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie, co by było, gdyby.
"Materialiści" Celine Song wskoczyli na drugie miejsce rankingu oglądalności HBO Max. Nikogo taki obrót spraw nie powinien dziwić, w końcu komedia romantyczna z ubiegłego roku ma wszystko, czego potrzebuje film, by przykuć uwagę widza – wielkie nazwiska. Na ekranie widzimy u boku Dakoty Johnson – Anastasii Steele z niesławnych "Pięćdziesięciu twarzy Greya" – odtwórcę Kapitana Ameryki, Chrisa Evansa, oraz Joela Millera z serialu "The Last of Us", czyli Pedra Pascala.
"Materialiści" to płytka krytyka kapitalizmu i jego wpływu na rynek matrymonialny
Lucy Mason jest jak XXI-wieczna Emma Woodhouse z powieści Jane Austen. To profesjonalna swatka z Nowego Jorku, która, pracując dla znanej agencji matrymonialnej, nauczyła się jednego – szczęście zależy od wielkości portfela potencjalnego kandydata na męża. Gdy na horyzoncie pojawia się "pan idealny", bohaterka spotyka po latach swojego byłego chłopaka, który nie spełniał jej oczekiwań.
Krytyka późnego kapitalizmu, który w niezauważalny na pierwszy rzut oka sposób kształtuje współczesny świat randek, nie wybrzmiała u Song na tyle głośno, na ile powinna. Dobrze zagrani "Materialiści" narracyjnie nie pokazują nawet połowy potencjału, jaki drzemie w kanadyjskiej reżyserce koreańskiego pochodzenia. Druga pełnometrażowa produkcja Song wypada blado przy jej debiucie z 2023 roku.
Zamiast "Materialistów" obejrzyj "Poprzednie życie". Ta sama reżyserka, dwa różne filmy
"Poprzednie życie", które śmiało mogłoby być dzieckiem "Przed wschodem słońca" i "Zakochanego bez pamięci", miało zadatki na czarnego konia 96. ceremonii wręczenia Oscarów. W kameralnym melodramacie Celine Song rozlicza się poniekąd z własną przeszłością. Nora Moon przenosi się z rodzicami z Korei Południowej do Stanów Zjednoczonych. Po wielu, wielu latach dziewczyna odnawia kontakt z przyjacielem z dzieciństwa, Hae Sungiem. Spotkanie z nim rozbudza w niej stare emocje i pytania o własną tożsamość. Wszystkiemu po cichu przygląda się mąż głównej bohaterki.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
"Song zarzuciła wędkę z łakomym kąskiem dla niepoprawnych romantyków, którzy od klasycznych happy endów wolą słodko-gorzkie zakończenia. Warstwę narracyjną filmu z trudem da się ubrać w słowa. Dla jednych 'Poprzednie życie' będzie produkcją w połowie przegadaną, w połowie przemilczaną, dla drugich zmieniającą spojrzenie na dotychczasowe życie. Powiedzieć, że jest po prostu o miłości, to zbyt duże uproszczenie. O przyjaźni? Brzmi niewłaściwie. Ustalmy więc, że opowiada o wszystkim, ale nie o niczym" – pisałam w recenzji opublikowanej trzy lata temu w naTemat.
"Poprzednie życie", które znajdziemy m.in. w bibliotece Canal+, Prime Video i CDA Premium, nie ma w swojej obsadzie nazwisk z najwyższej półki Fabryki Snów. Zagubioną protagonistkę zagrała Greta Lee ("Tron: Ares"), w Hae Sunga wcielił się Teo Yoo ("Lata"), a w roli wyrozumiałego i kochającego męża obsadzono niedocenianego Johna Magaro ("The Umbrella Academy"). Scenariusz pełen ładunku emocjonalnego i wrażliwość aktorów niosą ten film.




