
"Michael Jackson: Werdykt" wskoczył na pierwsze miejsce najpopularniejszych produkcji Netfliksa w Polsce. To trzyczęściowy dokument o głośnym procesie Króla Popu z 2005 roku, który wciąż dzieli widzów. Fani Jacksona postanowili zmasakrować produkcję ocenami i bombardują ją jedynkami. Fani uparcie trzymają się wersji o niewinności legendarnego artysty, mimo że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.
Serial "Michael Jackson: Werdykt" zadebiutował na Netfliksie nieco ponad miesiąc po premierze "Michaela" – filmu zmiażdżonego przez krytyków, ale uwielbianego przez widzów (co przypomina odbiór publiki na nieudane "Bohemian Rhapsody" o Freddiem Mercurym). Biografia gloryfikowała Króla Popu, pominęła wszystkie trudne tematy i była bardziej artykułem z Wikipedii i spektakularnym teledyskiem niż rzetelnym filmem o życiu i karierze Jacksona.
Zresztą akcja biopicu skończyła się w 1988 roku, pięć lat przed tym, jak MJ został po raz pierwszy oskarżony o molestowanie s*ksualne dzieci. Podobno z powodów prawnych, ale było to z pewnością na rękę rodzinie artysty oraz Estate of Michael Jackson, które trzymało nad "Michaelem" pieczę. Jednym z producentów wykonawczych był syn gwiazdora, Prince, choć córka Paris oraz siostra Janet odcięły się od projektu.
"Michael Jackson: Werdykt" zbombardowany "jedynkami" przed fanów. "Oczernianie"
Tę lukę wypełnia nowy serial dokumentalny Netfliksa. Pozwala widzom zajrzeć za kulisy głośnego procesu Michaela Jacksona z 2005 roku, w którym wokaliście postawiono 14 zarzutów karnych dotyczących molestowania 13-letniego wówczas Gavina Arvizo. Proces ciągnął się miesiącami, obserwował go cały świat, fani Króla Popu koczowali przed sądem, a media dosłownie oszalały.
W sali sądowej nie można było używać kamer, dlatego "Michael Jackson: Werdykt" w reżyserii Nicka Greena rzuca nowe światło na przebieg sądowego postępowania poprzez wywiady z jego kluczowymi postaciami, w tym prokuratorem Ronem Zonenem, adwokatem Markiem Geragosem, kilkoma ławnikami, dziennikarzem Martinem Bashirem, dziennikarką śledczą Diane Dimond oraz kilkoma osobami z najbliższego otoczenia Jacksona, m.in. jego ówczesną rzeczniczką prasową Raymone Bain i dyrektorem ds. bezpieczeństwa Kerrym Andersonem.
To trzy części, które ogląda się z fascynacją i odrazą jak na dobre true crime przystało. Fani Michaela rzucili się jednak jak lwy w obronie swojego zmarłego idola i zaczęli bombardować dokument negatywnymi ocenami, głównie jedynkami (większość zapewne jeszcze przed sensem, jak to bywa z review bombing). Na IMDb obecna nota to 4,1/10, a na polskim Filmwebie – 2,6/10.
"Ile można! Michael został uniewinniony z 14 zarzutów. W momencie kiedy film biograficzny 'Michael' zyskał ogromny sukces, wy wydajecie takie coś, aby znów go poniżyć i oczernić przed światem, zrobić z niego złą osobę, chociaż był cudowny i wszystkim chciał pomóc. Wstyd i obrzydzenie czuję w tym momencie do Netflixa", "Kolejny medialny lincz dla kasy", "Film sugerujący, że werdykt 'niewinny' był niewłaściwy. Jak można tak oczerniać nieżyjącego, straszne", "Hieny", "Netlix, wstydź się" – piszą oburzeni Polacy.
Skąd taka gwałtowna reakcja? Mimo że Jackson zmarł 17 lat temu, wciąż jest jedną z najsłynniejszych osób na planecie. Do dziś ma ogromną bazę wiernych fanów. Fanów, którzy rękami i nogami bronią się przed jakimikolwiek materiałami rzucającymi cień na wizerunek ich idola.
Głośny "Leaving Neverland: Ciemna strona Michaela Jacksona" i "Michael Jackson: Werdykt" mogłyby być dla części fanów nie tyle brutalnym przebudzeniem, ile przynajmniej łyżką dziegciu w obrazie nieskazitelnego Króla Popu. Wielu z nich woli jednak trzymać się idealizowanego wizerunku artysty, który utrwala fabularny "Michael". Owszem, Jackson został uniewinniony, ale cała sprawa jest znacznie bardziej złożona, niż sugeruje prosty werdykt sądu.
Jackson sam zaprosił do siebie dziennikarza. "Śpię z chłopcami w łóżku", powiedział uśmiechnięty
Jak podkreślono w pierwszym odcinku hitu Netfliksa, Jackson nigdy nie podniósł się oskarżeniach o p*dofilię z 1993 roku. Zawarł wtedy opiewającą na 23 miliony dolarów ugodę pozasądową z 12-letnim Jordanem Chandlerem i jego rodziną, Zdeterminowany, by odzyskać dobre imię, zaprosił do swojej posiadłości Neverland wspomnianego Martina Bashira, który miał nakręcić o nim dokument "Living With Michael Jackson".
Sam strzelił sobie w stopę. Brytyjski dziennikarz, który miał bezprecedensowy dostęp do prywatnego życia Jacksona, pokazał m.in. sceny w którym uśmiechnięty Król Popu trzyma za rękę Arvizo i opowiada, jak dzielił z chłopcem łóżko. Zresztą przyznał, że spał również obok innych dzieci.
Dokument z 2003 roku wywołał burzę, a słowa Michaela Jacksona z dokumentu BBC stały się kluczowym elementem wykorzystanym później przez prokuraturę. Artysta nie dostał ocieplającego wizerunek filmu, na jaki liczył. Zarzucił Bashirowi zdradę i nazwał go "kolejnym demonem, który chce go zniszczyć". W odpowiedzi team Jacksona wypuścił alternatywny, autoryzowany materiał, który ekipa wokalisty kręciła podczas obecności dziennikarza. "The Michael Jackson Interview: The Footage You Were Never Meant to See" miał udowodnić, że Bashir zastosował manipulacyjny montaż.
Brytyjczyk przyznał w dokumencie Netfliksa, że faktycznie był celowo miły dla Jacksona, bo liczył na uzyskanie odpowiedzi na niewygodne pytania. Sama ekipa miała być zszokowana, gdy Jackson otwarcie i bez skrępowania opowiadał o spaniu obok dzieci. Bashir (który w 1995 roku przeprowadził słynny wywiad z księżną Dianą) był potem jednym ze świadków w procesie. Przyznał, że był przerażony, bo obrona artysty nieustannie starała się go zdyskredytować, a zgromadzeni przed sądem fani artysty obrzucali go inwektywami.
Choć Jacksona sądzono wyłącznie za czyny wobec Gavina (a także jego rodziny, która twierdziła m.in., że była przetrzymywana w Neverland w ramach szantażu), prokuratura powołała na świadków pięciu innych chłopców. Zeznawali oni, że w latach 90. doświadczyli ze strony artysty niewłaściwych zachowań.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Król Popu został uniewinniony, ale to nie oznacza, że problem nie istnieje
Ostatecznie Jackson został uniewinniony ze wszystkich 14 zarzutów, co utwierdziło jego zagorzałych fanów w przekonaniu, że nigdy nie dopuszczał się p*edofilii, a sam proces, choć wypełniony obciążającymi Michaela dowodami, był polowaniem na czarownice i bezczelną próbą wyłudzenia pieniędzy.
Nie jest to aż tak jednoznaczne. Warto pamiętać, że proces dotyczył tylko jednego chłopca – w późniejszych latach kolejni mężczyźni oskarżali Michaela o molestowanie, ale ich sprawa nigdy nie trafiła na wokandę. Uniewinnienie od zarzutów dotyczących Gavina formalnie nie oczyszczało artysty z zarzutów innych osób.
Istotny jest również fakt, że w amerykańskim systemie prawnym ławnicy nie decydują o tym, czy ktoś jest "na 100 procent niewinny" w sensie moralnym. Decydują jedynie, czy prokuratura zdołała udowodnić winę ponad wszelką wątpliwość. Uniewinnienie Jacksona faktycznie oznacza więc, że dowody przedstawione w sprawie Gavina Arvizo były zbyt słabe, a zeznania jego rodziny uznano za niewiarygodne.
Jak zauważa "Variety", sam proces wcale nie jest najciekawszym elementem dokumentu "Michael Jackson: Werdykt". "Największą wartością produkcji jest to, jak Green pokazuje, że nie było szans na 'sprawiedliwy' proces dla żadnej ze stron. Istnieją osoby, które potrafią wywrzeć wpływ na amerykański wymiar sprawiedliwości (niezależnie od tego, jak historycznie bywał on skorumpowany, rasistowski czy niesprawiedliwy), a Jackson był jedną z nich" – pisze Aramide Tinubu.
"Mimo obciążających dowodów i zeznań świadków prokuratura zdawała się zapominać, że to na niej spoczywa ciężar udowodnienia winy. Oznaczało to, że od samego początku musiała walczyć nie tylko na sali sądowej, lecz także w sądzie opinii publicznej" – dodaje dziennikarka "Variety".
W przestrzeni publicznej dyskusja, czy Michael Jackson molestował s*ksualnie dzieci", nigdy nie została jednoznacznie zamknięta i do dziś wywołuje skrajne emocje. Fani Michaela już dawno wyrobili sobie pozytywną ocenę na temat Króla Popu i kurczowo się jej trzymają, uparcie ignorując wszelkie, do dziś żywe, wątpliwości.
"Jednak gdy wszystko się uspokoi, 'Michael Jackson: Werdykt' okazuje się być oskarżeniem społeczeństwa, które trzymało się tej narracji, która najbardziej do niego pasowała. Dwie dekady po zakończeniu procesu jedynymi niewinnymi w całej tej sprawie były dzieci" – podsumowuje gorzko "Variety". Czy wszyscy jesteśmy delulu w kwestii naszych idoli? Niewykluczone, mówi hit Netfliksa.




