
Sobotni wieczór (6 czerwca) w podwarszawskich Ząbkach zakończył się dramatem. Na skrzyżowaniu ulic Józefa Piłsudskiego i Szwoleżerów doszło do zderzenia dwóch samochodów, w wyniku którego dwie osoby nie żyją, a jedna walczy o życie w szpitalu. Wypadek wywołał na nowo debatę na temat obcokrajowców w przewozach na aplikację, bo sprawcą zdarzenia jest 37-letni Turek, który wykonał niebezpieczny manewr swoją taksówką.
Do sieci szybko trafiło nagranie z wideorejestratora, które pokazuje całą oś zdarzeń. Widzimy na nim 37-letni obywatela Turcji, siedzącego za kierownicą osobowej Hondy pełniącej rolę taksówki na aplikację. Porusza się pasem do jazdy na wprost.
I nagle, bez żadnego logicznego uzasadnienia, postanawia na tym skrzyżowaniu zawrócić. Manewr wykonuje w najgorszy możliwy sposób, bo najpierw zjeżdża na pas do jazdy w prawo, po czym gwałtownie ścina resztę pasów ruchu.
Problem polega na tym, że kierowcy na pasach do jazdy na wprost mieli zielone światło. Co gorsza, po lewej stronie Hondy, czyli prawym pasem, sunął autobus. To właśnie ta wielka bryła skutecznie zasłoniła pole widzenia i sprawiła, że nadjeżdżający z tyłu kierowcy nie mieli szans w porę dostrzec taksówkarza wykonującego nieprawidłowe zawracanie.
Koszmarne zderzenie i śmierć na miejscu. Audi rozpadło się na pół
Lewym pasem do jazdy na wprost zbliżał się kierowca audi. Zza autobusu nagle wyrosła mu przed maską osobowa Honda. Czasu na reakcję nie było praktycznie wcale. Doszło do potężnego uderzenia w bok taksówki.
Wytrącone z toru jazdy Audi wpadło bokiem prosto w potężny słup sygnalizacji świetlnej. Siła uderzenia była tak monstrualna, że niemieckie auto odbiło się od niego, wpadło na barierę energochłonną i rozpadło się na dwie części, które uderzyły w nadjeżdżające z naprzeciwka pojazdy.
Bilans tego zdarzenia jest absolutnie tragiczny. Zginęli dwaj młodzi ludzie podróżujący Audi: 22-latek i 23-latek. Trzeci z nich, 24-latek, w stanie krytycznym walczy o życie w szpitalu. Kierowca taksówki nie odniósł obrażeń i został zatrzymany przez policję.
Bezsprzecznie to 37-latek stworzył skrajnie niebezpieczną sytuację, przeciął trzy pasy ruchu, zajechał drogę i to on w poniedziałek 8 czerwca będzie przesłuchiwany przez policję. Wykonane na miejscu badanie alkomatem potwierdziło, że mężczyzna był trzeźwy.
Burza w sieci po wypadku w Ząbkach
Zaraz po wypadku w sieci zaroiło się od filmów i komentarzy na jego temat. Wiele osób podnosi kwestię obcokrajowców, którzy pracują jako przewoźnicy na aplikację. Komentujący zwracają uwagę, że często pochodzą oni z krajów o dużo gorszej kulturze jazdy niż w Polsce.
Oczywiście to nie tak, że nasz kraj świeci przykładem i nie znaczy, że Polacy nie powodują wypadków, bo w tej dziedzinie ciągniemy się raczej w ogonie statystyk w tej części świata.
Bardziej paląca jest tutaj kwestia braku weryfikacji umiejętności obcokrajowców, którzy przyjeżdżając do kraju nad Wisłą, zaczynają karierę w transporcie osób, gdyż jest to właśnie jedna z łatwiejszych posad do otrzymania w każdym kraju UE.
Czy taka weryfikacja zapobiegłaby temu wydarzeniu? Czy 37-latek nie wykonałby tak niebezpiecznego manewru? A może wcale nie trafiłby za kółko taksówki? Nie wiadomo. Ale faktem jest za to, że policja nie prowadzi statystyk dot. wypadków powodowanych przez obcokrajowców z taksówek na aplikację, więc nie jesteśmy w stanie zweryfikować skali tego zjawiska.
W sieci za to można znaleźć sporo opisów oraz relacji osób, które przeżyły niebezpieczne sytuacje jako pasażerowie takich kierowców. No i właśnie każda tego typu historia, jak ta w Ząbkach, to pożywka dla skrajnej prawicy. O tutaj na przykład wpis asystenta Krzysztofa Bosaka z Konfederacji.
Państwowy bezpiecznik nie działa
Okazuje się, że równo dwa lata temu rząd, a konkretniej Ministerstwo Cyfryzacji, wprowadził pewien "bezpiecznik", który miał zwiększyć bezpieczeństwo osób przewożonych taksówkami na aplikacje. Nowelizacja prawa, o której piszę, to wymóg posiadania polskiego prawa jazdy.
– Celem wprowadzenia takiego rozwiązania było zwiększenie bezpieczeństwa przewożonych osób, jak również uniemożliwienie świadczenia usług przewozowych przez kierowców, którzy nie spełniają wymagań niezbędnych do wykonywania zarobkowych przewozów osób samochodami osobowymi i taksówkami – mówiła w 2024 roku Anna Szumańska, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.
Działa to tak, że osoba, która chciała rozpocząć pracę w przewozie osób, (ale tylko z kat. B, bo przepis nie działa na ciężarówki) musi przebywać w Polsce 185 dni i dopiero po tym okresie może ubiegać się o wymianę prawa jazdy.
Samo wydanie dokumentu teoretycznie powinno trwać 30 dni i, co kluczowe w całej sprawie, dla obywateli z krajów będących stroną konwencji wiedeńskiej (np. Azerbejdżan, Gruzja, Ukraina, bądź należącym do Unii Europejskiej, Konfederacji Szwajcarskiej lub Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu), nie wiąże się z żadnym egzaminem.
Super, bo dla Polaków, którzy kupują dom w Turcji i chcą po tym kraju jeździć autem, to mega ułatwienie. Nic więc dziwnego, że obcokrajowcy przyjeżdżający do Polski korzystają z tego rozwiązania. Ale to tylko formalność, a nie realny sposób na poprawę bezpieczeństwa. Może gdyby wprowadzić obowiązkowy egzamin praktyczny weryfikujący znajomość przepisów dla obcokrajowców, którzy chcą pracować w Polsce w przewozie osób, to byłoby inaczej. Ale tutaj piłeczka po stronie rządu.
Gdyby tak szybko nie jechali...
Pozostaje jeszcze oczywiście pytanie: z jaką prędkością poruszało się Audi, bo z nagrania można wnioskować, że raczej było to więcej niż 70 km/h, czyli zgodnie z ograniczeniem obowiązującym w tym miejscu. Oczywiście ostateczną, poklatkową ekspertyzę przygotują biegli powołani przez prokuraturę, ale już sam film daje dużo do myślenia.
Bo oczywiście zawinił tutaj kierowca Hondy, ale czy gdyby Audi jechało wolniej, to kierowca miałby czas na reakcję? A może siła uderzenia byłaby mniejsza i nie skończyłoby się tak tragicznie? Tego nie wiemy. Dokładnie ustalenia przygotuje i przedstawi policja.
Wypadek pod Warszawą to dramatyczna przestroga, ale także sygnał dla rządzących, że fotoradary i odcinkowe pomiary prędkości to jedno, ale są także inne problemy, które wymagają działania, a "bezpiecznik", który wcześniej wprowadzono, po prostu się nie sprawdza.
