
Horror straszył już niemal wszystkimi. Wampirami, opętanymi lalkami, nawiedzonymi dziećmi, duchami wychodzącymi z telewizorów, i przerażającymi klaunami. Tymczasem współczesne kino grozy coraz częściej wykorzystuje coś znacznie prostszego. Coś, co wszyscy znamy i kojarzymy z czymś pozytywnym. Uśmiech.
Jak zauważa Collider, jednym z najbardziej charakterystycznych motywów współczesnych horrorów stał się nienaturalny, niepokojący uśmiech. Taki, który na początku oka wydaje się zwyczajny, ale po kilku sekundach zaczyna budzić autentyczny dyskomfort i chcemy wiać, gdzie pieprz rośnie. Creepy grin.
Dziwny uśmiech jest tajną bronią współczesnych horrorów. "Obsesja" też jej używa
Najlepszym (i dosłownym) przykładem pozostaje oczywiście seria "Uśmiechnij się" ("Smile"). Filmy Parkera Finna są zbudowane wokół jednego obrazka: ludzi, którzy nagle patrzą prosto przed siebie i szeroko się uśmiechają. Widz szybko zdaje sobie sprawę, że taki widok oznacza kłopoty. Uśmiech staje się symbolem zła.
To właśnie dlatego kampania marketingowa pierwszego filmu z 2022 roku (w przygotowaniu jest już trzeci) okazała się tak skuteczna. Nie potrzebowano krwawych efektów specjalnych ani przerażających potworów. Wystarczyli ludzie uśmiechający się w dziwnie nienaturalny sposób prosto do kamery.
Ale "Smile" nie jest jedynym horrorem wykorzystującym groteskowy uśmiech. Widzieliśmy go w "Prawda czy wyzwanie" z 2018 roku, ale też w wielkim hicie ostatnich tygodni, czyli "Obsesji" wschodzącego talentu Curry'ego Barkera. Bohaterka Nikki (genialnie zagrana przez Inde Navarrette) stopniowo zatraca samą siebie pod wpływem nadprzyrodzonego życzenia.
Jej groteskowe uśmiechy nie są ostrzeżeniem przed zagrożeniem, jak w "Uśmiechnij się". Tutaj z każdą kolejną sceną widzimy, że coś jest nie tak, choć nie wiemy dokładnie co. Nikki niby nadal wygląda tak samo, ale jej mimika zaczyna zdradzać, że pod powierzchnią dzieje się coś strasznego. Efekt? Tysiące przerażonych widzów i ogromny sukces: "Obsesja" zarobiła już ponad 260 milionów dolarów przy... 750 tysiącach dolarów budżetu.
Jeszcze inaczej creepy grin działa w serii "Martwe zło". Deadici, czyli istoty opętane przez demoniczne siły, uśmiechają się nie dlatego, że coś ukrywają, ale dlatego, że świetnie się bawią. Ich przerażające grymasy są manifestacją okrucieństwa. Cieszą się cierpieniem swoich ofiar i chcą, żeby wszyscy wokół o tym wiedzieli.
Collider podaje też konkretny przykład Ellie z filmu "Martwe zło: Przebudzenie". Jej uśmiech widziany przez wizjer w drzwiach to jedna z najstraszniejszych scen we horrorach ostatnich lat. Twarz, która powinna być znajoma i bezpieczna, nagle staje się czymś zupełnie obcym. Paradoksalnie to przeraża współczesnego widza bardziej niż potwory i demoniczne klauny (a jeśli mowa o klaunach, Art w "Terrifier" i Pennywise w "To" też się złowrogo uśmiechają).
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Dlaczego uśmiech w horrorach przeraża?
Dlaczego aż tak to działa? Jak tłumaczy Collider, śmiech jest jedną z najbardziej uniwersalnych ludzkich ekspresji. Kojarzy się z życzliwością, szczęściem i poczuciem bezpieczeństwa. Kiedy horror odbiera mu te znaczenia, powstaje coś niepokojącego, obcego i niekomfortowego. Nienaturalnego.
Psychologowie i badacze kina grozy często wskazują na zjawisko nazywane doliną niesamowitości (uncanny valley). To ewolucyjny mechanizm obronny, który aktywuje się, gdy widzimy coś, co bardzo przypomina człowieka, ale wykazuje nienaturalne anomalie.
Filmowy creepy grin działa na tej samej zasadzie: usta rozciągają się w szerokim grymasie, ale oczy pozostają nieruchome, martwe. Zwykły uśmiech pojawia się na chwilę, ten horrorowy jest dłuższy, jakby zamrożony. Nasz mózg błyskawicznie wychwytuje ten biologiczny rozdźwięk. Wysyła sygnał alarmowy "coś jest nie tak" i przełącza się w tryb walki lub ucieczki.
Twórcy współczesnych horrorów szybko zdali sobie z tego sprawę, dlatego creepy grin jest teraz w co drugim horrorze. Choć oczywiście nie we wszystkich – w hitowych "Backrooms" nikt nie musi się uśmiechać, żeby było strasznie.




