
W streamingu kryje się cudowny serial, który dawkowano nam co tydzień, ale w końcu możemy delektować się wszystkimi jego dziesięcioma odcinkami. "Ta inna siostra Bennet" to reinterpretacja "Dumy i uprzedzenia", historia tej "gorszej" i "brzydszej" siostry, Mary Bennet, która w końcu wysuwa się na pierwszy plan i dostaje historię, na jaką zawsze zasługiwała. To balsam dla duszy wszystkich introwertyków i wallflowerów, którzy mają wrażenie, że odstają od innych.
"Duma i uprzedzenie" Jane Austen ukazała się w 1813 roku, ale jej wpływ na popkulturę wcale się nie kończy. Po kultowym serialu z Jennifer Ehle i Colinem Firthem oraz (równie kultowej filmowej adaptacji) Joe Wrighta z Keirą Knightley i Matthew Macfadyenem czeka nas jeszcze nadchodząca netfliksowa wersja z Emmą Corrin i Jackiem Lowdenem jako Elizabeth Bennet i panem Darcym (powstaje też nowa "Rozważna i romantyczna", adaptacja kolejnego ikonicznego dzieła Angielki).
"Duma i uprzedzenie" jest w domenie publicznej, więc wariacji powstało już sporo. Między innymi w 2011 roku P.D. James napisał kryminalną kontynuację "Śmierć przybywa do Pemberley", w której w posiadłości pana Darcy'ego, kilka lat po ślubie z Elizabeth, dochodzi do morderstwa. A Seth Grahame-Smith stworzył "Dumę i uprzedzenie, i zombie", której tytuł... mówi sam za siebie. Obie książki doczekały się ekranizacji.
Na kanwie "Dumy i uprzedzenia" powstała też jeszcze jedna książka: "The Other Bennet Sister" Janice Hadlow z 2020 roku. To na jej podstawie Sarah Quintrell, Maddie Dai, Jennifer Sheridan i Asim Abbasi stworzyli serial "Ta inna siostra Bennet", który kilka miesięcy temu podbił brytyjskie BBC, a później platformy w innych częściach świata (w Polsce była to HBO Max).
I możemy się rozejść, bo lepszych reinterpretacji "Dumy i uprzedzenia" już nie będzie.
"Ta inna siostra Bennet" to brytyjski serial kostiumowy o Mary Bennet. W końcu doczekała się historii, na jaką zasługiwała
Sióstr Bennet było pięć: piękna i dobroduszna Jane, inteligentna i błyskotliwa Elizabeth, bezczelna Lydia, dająca sobą pomiatać Kitty oraz Mary, ta najmniej urodziwa. W książce i ekranizacjach Mary Bennet była nudna, pobożna i przemądrzała. Nikt nie lubił trzeciej najstarszej Bennetówny, a słynna scena jej katastroficznego recitalu, która powinna budzić współczucie, zwykle budziła śmiech.
"Ta inna siostra Bennet" bierze na tapet właśnie nią, Mary Bennet. Bohaterka, wcześniej nieco papierowa i stereotypowa, przybiera w "Tej innej siostrze Bennet" pełnokrwistą formę, którą nadaje jej fenomenalna Ella Bruccoleri.
W pierwszych dwóch odcinkach poznajemy wydarzenia z "Dumy i uprzedzenia" (poprowadzone tak, że nawet widzi niezaznajomiony z oryginałem będzie miał radość z oglądania) z perspektywy dziewczyny, która nieustannie czuje się gorsza od swoich sióstr, jest poniżana przez matkę i niewidzialna w oczach ojca.
Dziewczyny, dla której książki są ostoją bezpieczeństwa, a przemądrzałość ibronią wymierzoną w XIX-wieczne konwenanse, które nie pozostawiają wątpliwości, że Mary umrze jako stara panna. Początkowo, owszem, próbowała szukać męża, doskonale świadoma, że bez niego kobieta jest nikim w ówczesnym społeczeństwie, ale porażki i okrucieństwo pani Bennet zapędziły ją z powrotem do bezpiecznej jaskini grubych tomiszczy, wiary i nauki.
Początkowe odcinki "Tej innej siostry Bennet" są cięższe w odbiorze niż pozostałe, bo trudno nie uronić łzy na widok tej niepewnej siebie, przekonanej o własnej niższości dziewczynie, która na każdym kroku jest miażdżona werbalnie i psychicznie przez własną matkę (znakomita Ruth Jones w okrutnej, choć nieco przerysowanej roli). Dla osób, a zwłaszcza kobiet, wychowanym w podobnym środowisku – naznaczonym przez faworyzowanie rodzeństwa, nieobecnego emocjonalnego ojca i despotyczną, toksyczną matkę – to może być bardzo łzawy, trudny seans. Taki, który aż prosi się o trigger warning.
Ale później następuje kolejne osiem odcinków, które są istnym katharsis i kompaktową, serialową terapią. Mary Bennet wyjeżdża do Londynu, aby zamieszkać ze swoim wujostwem i tymczasowo uczyć ich dzieci. W nowym otoczeniu bohaterka zaczyna poznawać siebie i odnajdywać własny głos, a na każdym kroku wspiera ją ciotka, pani Gardiner (wspaniała Indira Varma z "Gry o tron"), która staje się dla Mary wspierającą, kochającą matką, jakiej nigdy nie miała.
Mary poznaje nowych przyjaciół, chodzi na przyjęcia i zakochuje się, bo "Ta inna siostra Bennet" wciąż pozostaje kostiumowym romansem. Nie jest to serial ani z szybką akcją, bo ta rozwija się powoli, ani z szokującymi zwrotami fabularnymi. Fani Jane Austen dostaną dokładnie to, po co przyszli, za to miłośnicy wypełnionych intrygą "Bridgertonów" mogą momentami się nudzić.
Najmilszy serial, jaki obejrzysz. "Ta inna siostra Bennet" to ulga dla wszystkich kobiet, które czują się gorsze w "idealnym" świecie Instagrama
Brytyjski serial wykorzystuje jednak tę gatunkową konwencję na własną modłę, na każdym kroku podkreślając, że nie jest to tylko opowieść o miłości i angielskiej socjecie, ale przede wszystkim serial o odnajdywaniu miłości do samej siebie.
To historia wallflowera – nieśmiałej, introwertycznej i wycofanej osoby, która funkcjonuje na uboczu życia, lecz powoli uczy się zajmować w nim należne sobie miejsce. Opowieść tak pełna empatii i ciepła, że mógłaby obdarować nimi jeszcze kilka produkcji. I autentyczności, bo ludzie w tym serialu wyglądają jak... ludzie (co ponownie może zszokować fanów "Bridgertonów", których swoją drogą, bardzo lubię).
Gdyby "Ta inna siostra Bennet" powstała kilkanaście lat temu, na końcu otrzymalibyśmy spektakularną metamorfozę Mary Bennet, która zdjęłaby okulary, modniej się uczesała, ładniej ubrała i... byłaby zupełnie kimś innym. Hit BBC na szczęście nie jest takim serialem, a bohaterka wciąż pozostaje niezdarna, niezręczna, z nosem w książkach i z zerowym talentem do gier drużynowych.
Serial celebruje jednak tę inność Mary, która na pierwszy rzut oka nie pasuje do wytwornych panien z towarzystwa. Kiedy uwolniona od matki bohaterka zaczyna ubierać się zgodnie z własnym gustem, nie wybiera modnych kreacji, lecz te, które jej się po prostu podobają. W krzykliwych kolorach, które zupełnie do siebie nie pasują. Jej ciotka nie mówi jej: "nie masz gustu, to okropnie brzydkie", ale zapewnia ją, że wszystko, co wybierze będzie dobre, jeśli tylko będzie zgodne z nią samą. To jak balsam dla duszy i prawdziwy powiew świeżego powietrza.
Dalsza część artyułu poniżej.
Zobacz także
Mary powoli staje się sobą – nie tą, którą chce widzieć społeczeństwo, ale tą, którą tak naprawdę jest. Wciąż odstaje, ale zaczyna otaczać się ludźmi, którzy ja akceptują i szanują, przekonując się, że czasem, aby odnaleźć własną wartość, trzeba znaleźć się daleko od domu i rodziny.
Po raz pierwszy jest zauważona, szanowana i lubiana. I nagle okazuje się, że wcale nie musi być "starą panną", bo zachwyca impulsywnego Williama Rydera (Laurie Davidson) i równie niezręcznego jak ona Toma Haywarda (świetny Dónal Finn z "Młodego Sherlocka", który wyrasta na jeden z największych młodych talentów na Wyspach).
"Tę inną siostrę Bennet" można określić wieloma przymiotnikami i każdy z nich będzie prawdziwy. To serial ciepły, przeuroczy, empatyczny, czuły, zabawny, inteligentny, bystry i wzruszający. Opatrunek na złamane serce, pocieszenie w trudnych chwilach i przypomnienie dla współczesnych dziewczyn, które czują się gorsze od idealnych kobiet na Instagramie, że są naprawdę w porządku, cytując kultowy "Dziennik Bridget Jones", takie jakie są.




