
Krakowska policja właśnie zakończyła hiszpański sen 24-letniego oszusta. W Barcelonie ujęto mężczyznę, który miał szefować grupie wyłudzającej pieniądze od polskich seniorów. Mundurowi zarekwirowali mu Ferrari 458, które trafiło już do kraju i stanęło na policyjnym parkingu.
Za każdym razem, gdy czytam o takich sprawach, krew mnie po prostu zalewa. Ciułasz całe życie, odmawiasz sobie przyjemności, a potem dzwoni do ciebie jakiś cwaniaczek, sprzedaje bajkę o wypadku wnuczka i zgarnia wszystko.
A co robi z tymi pieniędzmi? Kupuje sobie Ferrari 458 i rozbija się po europejskich kurortach. Na szczęście krakowska policja właśnie zakończyła ten hiszpański sen 24-letniego oszusta.
Włoskie superauto, luksusowe hotele i łzy oszukanych ludzi
Nie będę ukrywał, że jako fan motoryzacji lubię popatrzeć na luksusowe samochody. Ale kiedy czerwone Ferrari 458 o wartości ponad miliona złotych staje się symbolem krzywdy starszych, bezbronnych osób, to cała magia pryska.
Zamiast zachwytu jest tylko obrzydzenie. Zatrzymany przez służby 24-latek dosłownie opływał w luksusy. Drogie hotele, wystawne kolacje, no i to auto, które ostatecznie wylądowało na policyjnym parkingu.
Jak ustaliła policja, chłopak wcale nie był zwykłym "pionkiem". To on pociągał za sznurki. Miał organizować pracę innych, wydawać polecenia i koordynować akcje na terenie całej Polski.
Mechanizm, z którego żył ten człowiek, to klasyczne oszustwa metodą na legendę. Seniorzy byli święcie przekonani, że ratują swoich bliskich przed więzieniem czy innymi tragicznymi konsekwencjami rzekomych wypadków. Oddawali dorobek całego życia, nierzadko zostając dosłownie z niczym.
A nasz 24-letni "bohater"? Od sierpnia ubiegłego roku bawił się z organami ścigania w kotka i myszkę. Wiedział, że pali mu się grunt pod nogami, więc uciekł z kraju. Od października 2025 roku ciążył na nim Europejski Nakaz Aresztowania.
Podróżował po krajach Unii Europejskiej, zahaczył m.in. o Węgry, cały czas zdalnie sterując swoją grupą przestępczą. Biznes kręcił się dalej, a pieniądze płynęły strumieniem.
Przełom w śledztwie. Hiszpańska policja wkracza do akcji
W końcu jednak miarka się przebrała. W ubiegłym tygodniu nastąpił konkretny przełom. Śledczy z Małopolski złapali nowy trop, który zaprowadził ich prosto do gorącej Barcelony. Zamiast czekać, natychmiast skontaktowali się z oficerem łącznikowym polskiej policji w Hiszpanii.
I tu trzeba przyznać, że poszło to błyskawicznie. Już 11 czerwca do drzwi 24-latka zapukała hiszpańska policja. Koniec z rajskim życiem, koniec z wciskaniem gazu do dechy we włoskim superaucie. Czerwone Ferrari zostało zabezpieczone na poczet przyszłych kar i odholowane na parking Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Teraz "biznesmen" siedzi w hiszpańskim areszcie i czeka na ekstradycję do Polski. A co z Ferrari? Pewnie trafi pod młotek.
