
Po sukcesie "Supermana" DC staje się coraz silniejszą konkurencją dla Marvela, którego renoma nieco ucierpiała w ostatnich latach. Pierwsze reakcje na "Supergirl" z Milly Alcock w roli kuzynki Kal-Ela zalały właśnie zachodnie media. Czy jest lepsza od filmu z Davidem Corenswetem? Wygląda na to, że MCU musi się bardzo postarać, żeby pokonać uniwersum Jamesa Gunna.
"Superman" Jamesa Gunna nie mógł uciec przed porównaniami do "Fantastycznej 4: Pierwszych kroków" Matta Shakmana. Obie produkcje superbohaterskie ukazały się w kinach w podobnym czasie. Film poświęcony Clarkowi Kentowi rozpoczął nowy rozdział w historii DCU, pokazując Marvelowi, że przy wskrzeszaniu legendy herosa z planety Krypton nie bał się komentować ponurej atmosfery, jaka panuje w Stanach Zjednoczonych. Tytułowi należącemu do 6. fazy MCU brakowało odwagi. Pod niemalże każdym względem był zachowawczy.
Po kasowym "Supermanie" przyszła pora, by powitać na srebrnym ekranie jego kuzynkę. Kara Zor-El jest przeciwieństwem Kal-Ela. Po zwiastunach mogliśmy spodziewać się, że "Supergirl" pójdzie w innym kierunku niż swój poprzednik. Pierwsze reakcje krytyków filmowych nie są tak entuzjastyczne, jak przy poprzednim dziele DCU, niemniej w żadnym wypadku nie można ich nazwać złymi.
"Supergirl" z Milly Alcock zbiera pierwsze reakcje. "Mad Max" spotyka "Strażników Galaktyki"
Kara Zor-El na własne oczy widziała zagładę Kryptonu. Tragedia pobratymców odcisnęła silne piętno na jej psychice. Jako jedna z nielicznych ocalałych mieszkańców planety z trudem radzi sobie ze stratą. Upija się światłem czerwonego słońca, by zagłuszyć silne poczucie winy i złagodzić ból wywoływany przez niezabliźnione rany w swoim sercu.
Pamiętając o własnym koszmarze z przeszłości, bohaterka postanawia pomóc młodziutkiej Ruthye Marye Knoll zemścić się na zabójcy jej ojca. Obie ruszają w pościg za kosmicznym piratem zwanym Kremem z Żółtych Wzgórz.
Rolę obrończyni National City, która podszywa się pod licealistkę imieniem Kara Danvers, powierzono Milly Alcock, czyli młodej Rhaenyrze Targaryen w serialu "Ród smoka" na podstawie prozy George'a R.R. Martina. W obsadzie filmu wyreżyserowanego przez Craiga Gillespie'a ("Miłość Larsa", "Jestem najlepsza. Ja, Tonya") znaleźli się też Eve Ridley ("Emerald"), Matthias Schoenaerts ("Z krwi i kości"), David Krumholtz ("Oppenheimer"), Emily Beecham ("1899"), Jason Momoa ("Minecraft: Film") oraz gościnnie David Corenswet ("Pearl"). James Gunn zajął miejsce producenta wykonawczego.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Po pierwszych pokazach zagraniczni krytycy filmowi chwalą "Supergirl" za to, że pokazuje dziewczęcość od tej bardziej chaotycznej strony. "'Supergirl' jest dokładnie taka, jaką sobie wymarzyłam. Dziewczyny potrafią być roztrzepane – i takie podejście rządzi. Kara nie jest swoim kuzynem i uwielbiam sposób, w jaki ten film to pokazuje" – napisała na portalu X (dawnym Twitterze) Rachel Leishman, dziennikarka związana z The Mary Sue i Colliderem.
"Jeśli wrzucisz do jednego kotła 'Strażników Galaktyki', 'Prawdziwe męstwo' i 'Mad Maxa', otrzymasz 'Supergirl' – mroczną, zabawną, a zarazem zaskakująco ponurą kosmiczną przygodę" – stwierdził Chris Killian z serwisu ComicBook.
Recenzenci nie ukrywają, że w dziele Gillespie'a najjaśniej świecą kreacje Milly Alcock i Jasona Momoi, który wcielił się w międzygalaktycznego łowcę nagród, Lobo. Niektórzy krytycy jako wady "Supergirl" wskazują zmiany względem komiksu i niezbyt dobrze zarysowanego złoczyńcę. "Kilka niedociągnięć adaptacyjnych i nijaki czarny charakter nie pozwalają filmowi osiągnąć wielkości" – czytamy we wpisie Tessy Smith, autorki ScreenRant i The Direct.
Przypomnijmy, że polska premiera "Supergirl" odbędzie się już 26 czerwca.




