
Cztery odcinki trzeciego sezonu "Rodu smoka" za mną. Adaptacja "Ognia i krwi" próbuje naprawić błędy poprzedniej odsłony, ale polega w starciu ze scenariuszem, który krąży wokół prozy George'a R.R. Martina, rzadko kiedy dorzucając coś sensownego od siebie. Narodziny Rhaenyry Okrutnej przypominają szaleństwo Lady Makbet. Emma D'Arcy stawia na szekspirowską dramaturgię, którą milej oglądałoby się na deskach West Endu niż na małym ekranie.
Tekst zawiera spoilery dot. fabuły 3. sezonu serialu "Ród smoka".
Pionki poszły w ruch, droga odwrotu została zamknięta. Taniec Smoków wkracza w najbardziej zajadły rozdział swoich walk, testując wytrzymałość widza już w pierwszym odcinku trzeciego sezonu "Rodu smoka". Choć Bitwa w Gardzieli, która otwiera nową odsłonę adaptacji kroniki "Ogień i krew" George'a R.R. Martina, miała być najlepszą sekwencją w historii współczesnej telewizji, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że była to obietnica na wyrost.
Ryan Condal stara się odpokutować za grzechy drugiego sezonu – czasem mu się to udaje, częściej nie. Świetny i kameralny "Rycerz Siedmiu Królestw" odsłonił słabe strony "Rodu smoka", którego scenariusz po premierowej odsłonie coraz bardziej traci grunt pod nogami, wciąż mając problem ze znalezieniem odpowiedniego rytmu dla nafaszerowanej intrygami i wojaczką narracji. Postaci drugoplanowe – z wyjątkiem Rhaenyry Targaryen – przeniesiono do ciaśniejszych cel, jeszcze mocniej związując ręce ich odtwórcom. Nierówne pierwsze cztery odcinki trzeciego sezonu skutecznie zabiły we mnie chęć dalszego oglądania serialu.
Recenzja czterech odcinków 3. sezonu "Rodu smoka". Rhaenyra Targaryen i jej "być albo nie być"
W finale 2. sezonu "Rodu smoka" widzieliśmy, jak Rhaenyra Targaryen i jej mąż Daemon gromadzili armię – w tym bękartów valyriańskiej krwi – by odbić Królewską Przystań. Wcześniej Alicent Hightower błagała dawną przyjaciółkę, by zawarła z nią pokój, ale wojenna machina została wprawiona w ruch. W międzyczasie lord Harrenhal, podejrzewając, że bezwzględny brat króla, Aemond Targaryen, planuje przeprowadzić zamach stanu, zachęcił zasiadającego na Żelaznym Tronie Aegona II Targaryena – poturbowanego po bitwie pod Gawronim Gniazdem – do ucieczki z Czerwonej Twierdzy.
Trzeci rozdział "Rodu smoka" służy przede wszystkim rozwojowi postaci Rhaenyry Targaryan, którą Emma D'Arcy ("Digger") jeszcze mocniej pcha w kierunku aktorstwa szekspirowskiego. Prawowita dziedziczka Żelaznego Tronu z euforią godną Lady Makbet przyjmuje wieści o zdradzie Alicent i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestaje mieć wątpliwości co do swojej wielkości. Sojusznicy od razu zauważają targające nią urojenia – kontrast między teatralną grą Czarnej Królowej a naturalnymi występami jej rady z początku wydaje się interesującym zabiegiem służącym fabule, ale na dłuższą metę przynosi więcej strat niż pożytku.
Condal dalej kibicuje Rhaenyrze, nawet gdy popycha ją w objęcia szaleństwa; nawet gdy córka Viserysa nie radzi sobie z obowiązkami władczyni Siedmiu Królestw. Trzeci odcinek jest najlepszym z czterech pokazanych dziennikarzom przez HBO. Scenarzyści ładnie ogrywają motyw szaleństwa, czerpiąc inspiracje m.in. z opowiadania grozy "Szczury w murach" H.P. Lovecrafta.
Szkoda, że twórcy nie poświęcili takiej samej uwagi innym postaciom, co Rhaenyrze. O ile decyzje Rhaenyry spełniają swoje przeznaczenie, o tyle wybory podejmowane przez pozostałych Targaryenów i ich sprzymierzeńców są pozbawione logiki – kiedy mamy wrażenie, że ich historia idzie we właściwym kierunku, z nieba zawsze spada uknuta przez Condala intryga, który zamienia i tak rozwleczoną fabułę serialu w jeszcze większy chaos.
Showrunner wyciska, ile tylko może, z faktu, że kronika amerykańskiego fantasty została spisana przez niewiarygodnych narratorów. Problem nie tkwi w jego pomysłach, a raczej w tym, że swoich bohaterów traktuje jak pionki, które przesuwa jak mu się podoba – raz w lewo, raz w prawo. Tego błędu drugiego sezonu wciąż nie naprawił. Teraz nie tylko Alicent Hightower (Olivia Cooke) powiewa jak chorągiewka na wietrze. Za wyborami postaci nie kryje się żadna głębsza myśl, tak niezbędna przy prowadzeniu wielowątkowej narracji.
Ira Parker miał mniej czasu, by namalować portrety z krwi i kości, ale jakoś zdołał sobie z tym poradzić. Składnikiem, który przesądził o triumfie "Rycerza Siedmiu Królestw", było ludzkie spojrzenie na fikcyjne twarze – chęć poznania ich, zanurzenia się w ich problemy, zrozumienia, co uczyniło z nich takich, a nie innych ludzi. Pierwszy sezon "Rodu smoka" też szedł tą drogą, ale z niej zboczył. W trzeciej odsłonie mamy przed sobą puste skorupy, a nie zwaśnionych członków rodziny. Aktorzy próbują w granicach swoich możliwości nadać scenariuszowi jakichś barw, ale nie mają siły sprawczej, by go naprawić.
Bitwa w Gardzieli nie jest największym osiągnięciem telewizji
Od strony realizacyjnej trzeci sezon "Rodu smoka" również jest nierówny, co dobitnie pokazuje Bitwa w Gardzieli, którą ogląda się znakomicie z daleka, gdy smoki szybują nad wodę i próbują omijać pociski wrogiej floty. Z bliska starcie wieje tanią teatralnością. Zostajemy sami z żołnierzami, którzy w wyuczony sposób wymachują mieczami i zadają komuś rany poza kadrem. Ujęcia, które są zmontowane w sposób nieintuicyjny, przywodzą na myśl niskobudżetowe fantasy pokroju "Nastoletniej Marii Stuart". Dialogi podczas największej bitwy morskiej Tańca Smoków są dobrym przykładem tego, jak krzywdząca potrafi być nadmierna ekspozycja.
"Ród smoka" daje widzom świetne CGI-owe smoki (Sheepstealer ma najlepszy design), przepiękną muzykę skomponowaną przez Ramina Djawadiego oraz całkiem ciekawą Rhaenyrę Okrutną. Dorzućmy do niej sympatycznego ser Gwayne'a Hightowera (Freddie Fox) i rozsądnego Daerona Targaryena (nazwiska aktora nie ujawnię). Reszta serialu jest jednowymiarowa (tyczy się to nawet Jamesa Nortona, który dopiero co dołączył do obsady jako niezrównoważony Ormund Hightower). Trzeciemu sezonowi zamierzam się jeszcze poprzyglądać, ale nie widzę nadziei na poprawę. O poziomie pierwszych sezonów "Gry o tron" możemy zapomnieć.
