W 2008 roku, kiedy upadł jeden bank za oceanem, odczuł to boleśnie cały świat. Dzisiaj Europa robi co może, aby nigdy na starym kontynencie nie doszło do sytuacji niekontrolowanego upadku dużej instytucji finansowej. Rozwiązaniem ma być unia bankowa. Co na jej temat sądzi minister Rostowski?

REKLAMA
Partnerem publikacji jest PKN ORLEN

- Dwa lata temu zaczęło narastać przekonanie, że Europa znajduje się potencjalnie w błędnym kole. Polega ono na tym, że słabe banki to slaby wzrost gospodarczy, a słaby wzrost to słabe finanse publiczne. Słabe finanse publiczne oznaczają z kolei brak wiarygodnego wsparcia dla sektora bankowego, gdyby ten miał poważne problemy, co powoduje ponownie, że banki są słabe, co powodu osłabienie wzrostu... - wyliczał minister Rostowski.
Wicepremier Jacek Rostowski podczas uroczystości otwarcia III Europejskiego Kongresu Finansowego miał za zadanie przybliżyć gościom temat unii bankowej i jej związku z unią monetarną. Tworzące się porozumienie na szczeblu europejskim ma wyprowadzić kraje ze wspomnianego wcześniej błędnego koła. Minister zdradził przy okazji kilka szczegółów dotyczących trudnych negocjacji nad wspólnym nadzorem bankowym i mechanizmem upadłości banków.
Unia bankowa to trzy filary
Pierwszym filarem unii bankowej jest jednolity nadzór, którego szczegóły zostały już uzgodnione: Polska jest zadowolona z tego kompromisu, który osiągnęliśmy - powiedział wicepremier. - Kompromis pozwala nam, choć nie wymaga od nas, abyśmy przyłączyli się do jednolitego nadzoru zanim przystąpimy do strefy euro. Czyli możemy, ale nie musimy. I możemy na warunkach, które są dogodne. Jednocześnie kompromis także chroni nasze interesy i innych państw które są poza strefą euro i wobec tego nie muszą przystąpić do jednolitego nadzoru. Mogę powiedzieć, że negocjacje aby to osiągnąć były trudne i możemy być zadowoleni z czegoś, co jest naprawdę znaczącym sukcesem - dodał.
Drugi element jest już znacznie bardziej kontrowersyjny i dotyczy uporządkowanej upadłości banku, w przypadku której to nie podatnik ratuje upadającą instytucję, lecz wierzyciele banku, przy wyłączeniu gwarantowanych depozytów. Jak podkreślał wicepremier, dla Polski nie powinien być to problem, bo mamy bardzo silnie skapitalizowany system bankowy.
Jednym z wymogów tego mechanizmu będzie zapewnienie minimalnego poziomu zobowiązań które mogą być zaabsorbowane, czy użyte do zabsorbowania strat w sytuacji kryzysowej dla danego banku. Po przeliczeniu tych wskaźników, które dotyczą Polski mogę powiedzieć, że nie jeden kraj w Europie zachodniej byłby bardzo szczęśliwy, gdyby miał takie wskaźniki jak polski system bankowy - stwierdził Jacek Rostowski.
Trzecim filarem unii bankowej są gwarancje depozytów. Tutaj pojawiają się jednak inne dysproporcje. Kraje takie jak Polska czy Szwecja od lat tworzyły własne fundusze gwarancyjne, podczas gdy cześć krajów nie posiada takiego mechanizmu.

Dużo znaków zapytania
Minister Rostowski zwrócił uwagę na uprawnienia, jakie będzie miała instytucja zarządzająca mechanizmem upadłości wobec całości grup finansowych i wobec spółek córek. Jest to ważne w szczególności dla Polski, gdzie spółki córki mają znaczącą ilość akcjonariuszy mniejszościowych
Wicepremier o ile pozytywnie wypowiadał się na temat pierwszego filaru, tak już na temat dwóch kolejnych miał spore wątpliwości. Zarówno gwarancje depozytów, w szczególności w świetle ostatnich miesięcy na Cyprze, jak i stworzenie sensownego modelu uporządkowanej upadłości dla największych banków wydają się bardzo trudne do zrealizowania.
Największy problem widzę z gwarancjami depozytów. Tutaj prawdopodobnie uprawnienia i obowiązki pozostaną na poziomie narodowym, z jakąś minimalną współpracą instytucji na poziomie europejskim - powiedział.
Czy jednolity rynek w usługach finansowych sam przez się wymaga unii bankowej? Myślę, że odpowiedz na to pytanie jest dosyć jasna: „nie” - oznajmił Rostowski.- Przez wiele lat istniał jednolity rynek usług finansowych i żadnej unii bankowej nie mieli i problemu, wydawało się, też nie było. Ale jeśli zapytamy na ile można naprawdę mieć jednolity rynek w usługach finansowych bez unii bankowej, to myślę że odpowiedz byłaby trochę bardziej zróżnicowana - dodał.
Nie tylko Rostowski ma wątpliwości
Bardzo istotną kwestię w jednej z debat na III Europejskim Kongresie Finansowym poruszył prof. Dariusz Filar, wyjaśniając, że w samej strefie euro jest ok. 6 tys. banków, a w krajach Unii Europejskiej, ale nie w unii walutowej – kolejne 2 tys. Jednak kilkadziesiąt największych banków ma aktywa wielkości połowy z tych 8 tys. instytucji. W Europie są banki, które obracają aktywami większymi niż PKB krajów, w których działają. Nawet ustanowienie systemu upadłości banku, który modelowo sprawdzi się na małej lub średniej instytucji, nie daje jakiejkolwiek gwarancji, że uda się opanować upadek giganta z czołówki europejskiej bankowości.
Największe owacje zebrał jednak Joschka Fisher, Wicekanclerz Niemiec w latach 1998-2005, który pomimo wielkiej nadziei na wspólną, bezpieczną finansowo Europę, wypowiadał się bardzo sceptycznie o dzisiejszych liderach politycznych w krajach Unii Europejskiej.
Możemy kupować czas, negocjować, podejmować różne decyzje, ale naprawdę nie wierzę, że tak zażegnamy kryzys. Prawdziwy kryzys w Europie nie jest finansowy, jest polityczny! Nie mamy wizji, a w takim przypadku żadne kolejne wybory nic nie zmienią. - mówił Ficher.
Czym jest dziś Europa? - pytał retorycznie mówca – To powolna integracja, krok po kroku. To nigdy nie była kompletna harmonia, zawsze były różnice, kraje, które rozwijały się szybciej lub wolniej, mniejsi lub więksi sceptycy. Teraz najważniejsza jest unia walutowa, bo jeśli ona zawiedzie, to cała integracja się zawali. Nie oszukujcie się! - mówił Joschka Fischer.