Harlan Coben i Britt Lower w Za wszelką cenę
Dlaczego tak kochamy seriale na podstawie książek Harlana Cobena? Fot. Shutterstock / kadr z "Za wszelką cenę" / montaż: naTemat

Współczesna popkultura rzadko bywa jednomyślna. Coś staje się hitem, coś zawodzi. Istnieje jednak w świecie streamingu jedna bezpieczna wyspa, na której algorytmy Netfliksa rzadko się potykają. To "Cobenverse", czyli telewizyjne uniwersum Harlana Cobena. Krytycy kręcą nosem, a miliony widzów i tak rzucają się na kolejne ekranizacje bestsellerowych thrillerów Amerykanina. I to mimo że... sami też często marudzą, jak przy najnowszym "Za wszelką cenę". Dlaczego więc tak kochamy Cobenowskie seriale?

REKLAMA

"Za wszelką cenę" ("I Will Find You") okazało się ogromnym hitem. W ciągu zaledwie czterech dni od premiery "nowy Coben" zgromadził aż 24 miliony wyświetleń, stając się największym serialowym debiutem na Netfliksie w tym roku – podaje Variety. Obecnie "Za wszelką cenę" zajmuje pierwsze miejsce w globalnym zestawieniu TOP 10 giganta streamingu.

Głównym bohaterem jest David Burroughs (Sam Worthington z serii "Avatar" Jamesa Camerona), który został skazany na dożywocie za rzekome zamordowanie własnego syna pięć lat temu. Mężczyzna od początku utrzymuje, że jest niewinny. Gdy odwiedza go szwagierka Rachel (Britt Lower z "Rozdzielenia") i przedstawia dowody sugerujące, że jego dziecko może nadal żyć, David odkrywa sieć kłamstw i intryg. Aby poznać prawdę, ucieka z więzienia i rozpoczyna własne śledztwo.

"Za wszelką cenę" to już 13. serial Netfliksa na podstawie książki Harlana Cobena – bestsellerowego autora thrillerów i powieści kryminalnych. Od momentu podpisania przez Amerykanina lukratywnego kontraktu z platformą, niemal każda kolejna premiera – od "Nieznajomej", przez "W głębi lasu", po "Już mnie nie oszukasz" – z miejsca melduje się w globalnym TOP 10 i to pomimo częstej krytyki zarówno recenzentów, jak i samych widzów. Na czym polega ten Cobenowski fenomen? To precyzyjnie skonstruowany mechanizm.

logo
Fot. Kadr z "Za wszelką cenę"

Dlaczego kochamy seriale Netfliksa na podstawie książek Harlana Cobena? Pisarz uderza w uniwersalny lęk

Żeby zrozumieć sukces tych seriali, trzeba najpierw cofnąć się do (zapewne bardzo drogiego) biurka samego Cobena. Amerykański pisarz nie wymyślił na nowo tzw. domestic thrillera, czyli thrillera osadzonego w pozornie zwyczajnym życiu rodzinnym. Udoskonalił jednak ten literacki podgatunek do perfekcji i stworzył swój własny, charakterystyczny styl.

Większość autorów kryminałów porusza się w przestrzeni obskurnych piwnic seryjnych morderców albo przeludnionych blokach, których ściany toną w graffiti. Coben zrobił coś zupełnie odwrotnego: przeniósł zło i sekrety na idealnie przystrzyżone trawniki bogatych przedmieść. Jego bohaterowie to reprezentanci klasy średniej wyższej, którzy mają zbyt wiele do stracenia: prawnicy, lekarki, biznesmeni. Szczęśliwi małżonkowie, matki, ojcowie.

Początek jest niemal zawsze taki sam (w końcu Coben nie musi silić się na oryginalność, skoro formuła najwyraźniej świetnie działa). Stabilnym życiem bohatera lub bohaterki wstrząsa niespodziewane wydarzenie: nagłe zniknięcie ukochanej osoby, tajemnicza wiadomość od kogoś, kto oficjalnie nie żyje, albo jedno pozornie niewinne zdanie wypowiedziane przez nieznajomego w barze. Życie się rozpada, rozpoczyna się pogoń za prawdą.

Harlan Coben doskonale uderza w uniwersalny lęk – strach przed tym, że najbliższa nam osoba może nie być tym, kim się wydaje, a nasze poukładane życie zostało zbudowane na kłamstwach. Czytając albo oglądając Cobena naprawdę nie sposób nie mieć trust issues.

logo
Fot. Kadr z "Nieznajomej"

Inżynieria binge-watchingu, czyli pułapka dopaminowa, w którą sami wpadamy

Przeniesienie Cobena z papieru na ekran było kwestią czasu. Styl pisarski Amerykanina jest idealny pod seriale. Charakteryzuje się krótkimi rozdziałami i cliffhangerami, czyli zawieszeniem akcji w najbardziej dramatycznym momencie. W świecie literatury oznacza to "jeszcze tylko jeden rozdział", a w świecie streamingu – "jeszcze tylko jeden odcinek".

Nieodkładalność powieści Cobena okazała się idealnym paliwem dla binge-watchingu, czyli oglądania całych sezonów na raz, z którego słynie Netflix. Nie jest to trudne, bo Cobenowskie seriale są sześcio- lub ośmioodcinkowymi miniserialami. A nie bez powodu kochamy krótkie seriale: wiemy, że obejrzymy je w jeden weekend i nie będziemy musieli czekać latami na kolejny sezon. Dostaniemy rozwiązanie tu i teraz.

Netflix wykorzystuje tę strukturę bezlitośnie. Końcówka odcinka dosłownie wali w widza zwrotem akcji, a zegar na ekranie momentalnie zaczyna odliczać kilka sekund do włączenia kolejnego epizodu. Zanim zdążysz pomyśleć o logicznych dziurach w scenariuszu, których w ekranizacjach Cobena jest całkiem sporo, jesteś już w połowie kolejnej godziny śledztwa.

To zresztą dobrze udokumentowany mechanizm. Ludzki mózg nie znosi zagadek, których nie potrafi rozwiązać, o czym mówi teoria luki informacyjnej (ang. Information-Gap Theory), sformułowana w 1994 roku przez psychologa i ekonomistę behawioralnego George'a Loewensteina.

logo
Fot. Kadr z "Safe"

Prawnuk Zygmunta Freuda udowodnił, że ciekawość wcale nie jest przyjemnym stanem, lecz poznawczym poczuciem deprywacji. Gdy na naszym horyzoncie pojawia się zagadka, mózg natychmiast rejestruje rozbieżność między tym, co już wiemy, a tym, czego chcemy się dowiedzieć. Nagła świadomość luki w wiedzy wywołuje podświadomy dyskomfort emocjonalny i skok dopaminy (neuroprzekaźnika oczekiwania i poszukiwania nagrody), które motywują nas do działania.

Czyli kiedy epizod serialu kończy się cliffhangerem, nasz mózg krzyczy "chcę wiedzieć, co było dalej!" i natychmiast klikamy następny odcinek.

Dalsza część artykułu poniżej.

Myśl globalnie, kręć lokalnie, czyli Harlan Coben w Polsce

Najbardziej genialnym posunięciem biznesowym w sojuszu Netfliksa z Cobenem okazała się strategia glocal, czyli globalno-lokalna. Książki amerykańskiego pisarza osadzone są niemal wyłącznie w New Jersey w USA. Platforma streamingowa dostała jednak zielone światło na przenoszenie fabuł w dowolne zakątki globu.

Dzięki temu dostaliśmy bohaterów brytyjskich, hiszpańskich, francuskich, argentyńskich i polskich, bo Polacy doczekali się już trzech własnych "Cobenów": "W głębi lasu" z 2020 roku, "Zachowaj spokój" (2022) i "Tylko jedno spojrzenie" (2025). Sukces większości z 13 wyprodukowanych już seriali udowodnił, że uniwersalny szkielet fabularny made by Coben pasuje do każdej szerokości geograficznej. Tylko najnowsze "Za wszelką cenę" jest osadzone bezpośrednio w Stanach Zjednoczonych.

Dla lokalnego widza to prawdziwa gratka – ogląda historię ze "swoimi" aktorami, osadzoną w znanych mu realiach i krajobrazach. Dla zagranicznego widza to powiew egzotyki, ale opakowany w doskonale znaną i bezpieczną strukturę domowego thrillera. Słowem: wszyscy są zadowoleni.

logo
Fot. Kadr z "W głębi lasu"

Seriale Harlana Cobena to idealne guilty pleasure

Widzowie rzucają się na seriale na podstawie Cobena pomimo umiarkowanych (albo wprost krytycznych) recenzji. Nie oszukujmy się, nie jest to telewizja premium ani produkcje zgarniające prestiżowe nagrody Emmy za rewolucyjne podejście do serialowej sztuki. Najnowsze "Za wszelką cenę" ma obecnie 61 proc. pozytywnych recenzji od krytyków i 68 proc. od widzów w serwisie Rotten Tomatoes. Czyli w tym przypadku ani tragicznie, ani bardzo dobrze.

Krytycy regularnie punktują seriale z "Cobenverse" za nagromadzenie nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Czasami tempo jest tak szybkie, że bohaterowie w ciągu jednego dnia rozwiązują zagadki, które policja ignorowała przez ćwierć wieku. Coben uwielbia też wielowątkowe opowieści i fabularne zmyłki, które potrafią być irytujące. Poza tym ile może być tajemnic na przedmieściach? Motywy z książek Cobena regularnie się powtarzają.

Jednak w czasach, gdy bardziej ambitna kultura bywa męcząca i intelektualnie wymagająca, seriale te pełnią kluczową rolę: czystą rozrywką na granicy guilty pleasure, czyli wstydliwej przyjemności. To "oglądadła" na wieczór dla "przeciętnego" widza, który ma ochotę na niezobowiązujący thriller pełen zwrotów akcji. Nie oczekujesz od tych tytułów realizmu ani pogłębionych analiz społecznych, oczekujesz tajemnic oraz nagłych zwrotów akcji – i właśnie to dostajesz.

logo
Fot. Kadr z "Już mnie nie oszukasz"

Nie bez znaczenia pozostaje też prosty fakt: kochamy kryminały i thrillery. Psychologowie popkultury od lat wskazują, że ekranowe zbrodnie pełnią funkcję wentyla bezpieczeństwa dla naszych własnych lęków. Coben doskonale to rozumie i daje nam dokładnie to, czego podświadomie szukamy w mrocznych historiach – kontrolowane niebezpieczeństwo bez jakiegokolwiek ryzyka. Na kilka godzin stajemy się kanapowymi detektywami, a nasz mózg uwielbia układać kryminalne puzzle.

Ale sukces uniwersum Harlana Cobena na Netfliksie udowadnia jeszcze jedną rzecz: w erze cyfrowej rozrywki wciąż najważniejsza jest dobrze opowiedziana historia.

Amerykański pisarz nie tworzy skomplikowanych traktatów socjologiczno-psychologicznych ani nie używa trudnych słów. Projektuje precyzyjne algorytmy odpowiadające na ludzkie emocje, strach i fascynację tym, co złe i tajemnicze. Zamykając nasze najgłębsze lęki w luksusowych domach z ogrodami, przypomina nam, że każdy ma coś do ukrycia. A my, siedząc bezpiecznie na własnych kanapach, po prostu uwielbiamy patrzeć, jak te sekrety wychodzą na jaw. I włączamy kolejny odcinek.