Mini John Cooper Works Aceman
Kiedy John Cooper brał na warsztat poczciwe Mini, nie spodziewał się pewnie, że tworzy przyszłą ikonę motoryzacji. Po prostu chciał, żeby to auto było piekielnie szybkie. Fot. Kuba Mucha

Kiedy John Cooper brał na warsztat poczciwe Mini, nie spodziewał się pewnie, że tworzy przyszłą ikonę motoryzacji. Po prostu chciał, żeby to auto było piekielnie szybkie. Kilkadziesiąt lat później i kilka zwycięstw w rajdzie Monte Carlo dalej, staję przed w pełni elektrycznym crossoverem, który ma udowodnić, że prąd potrafi kopać równie mocno co wysokooktanowa benzyna. Oto MINI John Cooper Works Aceman.

REKLAMA

Charakterystyczna prostota z pazurem

BMW, które od lat trzyma stery brytyjskiej ikony, postawiło na nową filozofię "Charismatic Simplicity". Aceman w wydaniu JCW wygląda jak napakowany buldog, który właśnie usłyszał słowo "spacer".

Jest zawieszony gdzieś pomiędzy klasycznym Cooperem a rodzinnym Countrymanem, ale w wersji John Cooper Works przywdziewa bojowe barwy, które nie pozwalają przejść obok niego obojętnie.

logo
Z przodu rzuca się w oczy duży grill w wysokim połysku i logotyp JCW, który dumnie obwieszcza, że nie mamy do czynienia z „cywilną” wersją do wożenia zakupów. Fot. Kuba Mucha

Z przodu rzuca się w oczy duży grill w wysokim połysku i logotyp JCW, który dumnie obwieszcza, że nie mamy do czynienia z cywilną wersją do wożenia zakupów. To mały buntownik, który na świat patrzy przez reflektory LED o rozszerzonym zakresie – do wyboru są trzy charakterystyczne sygnatury świetlne tworzone przez przednie i tylne światła pozycyjne uzupełnione przez odpowiednie światła powitalne i pożegnalne.

Bauhaus w cyfrowym wydaniu

Wchodząc do środka, poczułem się, jakbym przeniósł się do nowoczesnej galerii sztuki w Berlinie. Zapomnijcie o przeładowanych deskach rozdzielczych. Tutaj rządzi minimalizm. Centralnym punktem jest okrągły wyświetlacz OLED. To serce systemu operacyjnego MINI 9, które wygląda jak futurystyczny zegarek kieszonkowy.

logo
Wchodząc do środka, poczułem się, jakbym przeniósł się do nowoczesnej galerii sztuki w Berlinie. Zapomnijcie o przeładowanych deskach rozdzielczych. Tutaj rządzi minimalizm. Fot. Kuba Mucha

Wersja JCW dodaje do tego wnętrza niezbędną dawkę pikanteri. Sportowe fotele doskonale trzymają ciało w zakrętach, a deska rozdzielcza obszyta czarno-czerwoną dzianiną z recyklingu wygląda po prostu obłędnie.

Co ciekawe, MINI nie zrezygnowało całkowicie z fizycznych przycisków – pod ekranem znajdziemy panel z przełącznikami, w tym ten najważniejszy, służący do zmiany trybów Experience.

logo
Pod maską (a właściwie w podwoziu) drzemie silnik o mocy 190 kW, co przekłada się na solidne 258 KM i 350 Nm momentu obrotowego dostępnego „od zaraz”. Fot. Kuba Mucha

Go-kart feeling w erze elektryfikacji

Przejdźmy do tego, co tygryski lubią najbardziej. Pod maską (a właściwie w podwoziu) drzemie silnik o mocy 190 kW, co przekłada się na solidne 258 KM i 350 Nm momentu obrotowego dostępnego od zaraz.

Efekt? Pierwsza setka pojawia się na liczniku w 6,4 sekundy. W aucie o tych gabarytach to wynik, który sprawia, że przy każdym mocniejszym wciśnięciu pedału przyspieszenia pasażerowie mimowolnie szukają uchwytów nad drzwiami.

logo
Aceman w wydaniu JCW wygląda jak napakowany buldog, który właśnie usłyszał słowo „spacer”. Fot. Kuba Mucha

Ale moc to nie wszystko. Magia MINI zawsze tkwiła w prowadzeniu. Inżynierowie dopracowali zawieszenie tak, by Aceman JCW jeździł jak… gokart. Układ kierowniczy jest bezpośredni i ciężki w ten specyficzny, satysfakcjonujący sposób.

Kiedy przełączycie auto w tryb Go-kart, zmienia się nie tylko grafika na ekranie i oświetlenie wnętrza na wyścigową czerwień, ale też dźwięk generowany przez głośniki.

logo
Kiedy przełączycie auto w tryb „Go-kart”, zmienia się nie tylko grafika na ekranie i oświetlenie wnętrza na wyścigową czerwień, ale też dźwięk generowany przez głośniki. Fot. Kuba Mucha

A jeśli potrzebujecie nagłego zastrzyku mocy, za lewą łopatką kierownicy kryje się przycisk „Boost”. Jedno kliknięcie i na 10 sekund dostajecie maksymalne parametry napędu, co pozwala wyprzedzać kolumny ciężarówek z gracją i lekkością baletnicy.

Rozsądek w cieniu emocji

Czy MINI JCW Aceman nadaje się na co dzień? Jak najbardziej. Akumulator o pojemności 49,2 kWh pozwala na przejechanie około 345-355 kilometrów (WLTP). Dzięki szybkiemu ładowaniu o mocy do 95 kW, półgodzinną przerwę na kawę wykorzystacie na doładowanie baterii od 10 do 80 proc.

logo
Kilkadziesiąt lat później i kilka zwycięstw w rajdzie Monte Carlo dalej, staję przed w pełni elektrycznym crossoverem, który ma udowodnić, że prąd potrafi kopać równie mocno co wysokooktanowa benzyna. Oto MINI John Cooper Works Aceman. Fot. Kuba Mucha

Zaskakuje też przestrzeń wewnątrz. Choć to wciąż MINI, Aceman pomieści pięć osób, a bagażnik o pojemności do 1005 litrów (po złożeniu siedzeń) sprawia, że wyprawa na weekendowe track-daye czy większe zakupy nie wymaga logistyki godnej inwazji na małe państwo.

Werdykt: Czy warto zgrzeszyć prądem?

MINI JCW Aceman to samochód dla kogoś, kto kocha jazdę, ale nie chce rezygnować z nowoczesności i ekologii. To cyfrowy matchbox, który daje mnóstwo czystej, mechanicznej frajdy, mimo że pod maską płyną elektrony, a nie benzyna.

Czy brakuje mi zapachu spalin i ryczenia wydechu? Tak, ale gdy wchodzę w ciasny łuk, a Aceman niczym przyklejony trzyma się asfaltu, zapominam o sentymentach.

logo
MINI JCW Aceman to samochód dla kogoś, kto kocha jazdę, ale nie chce rezygnować z nowoczesności i ekologii. To cyfrowy matchbox, który daje mnóstwo czystej, mechanicznej frajdy, mimo że pod maską płyną elektrony, a nie benzyna. Fot. Kuba Mucha

Gdybym szukał drugiego auta do domu, które ma służyć do sprawnego przemieszczania się po mieście, a w weekendy pozwalać na rozprostowanie kości na krętych podmiejskich drogach, MINI JCW Aceman byłoby wysoko na mojej liście. To auto z duszą, która przetrwała transformację energetyczną. John Cooper byłby zadowolony.