
Co robisz, gdy świat zdecydował już za ciebie, kim jesteś? To pytanie otworzyło przestrzeń do międzynarodowej współpracy Andrei Bocellego z firmą Philip Morris International, którą włoski tenor ogłosił na swoim Instagramie. Przesłanie obydwu stron jest proste: nikt nie jest skazany na przeżywanie historii, którą inni napisali za niego. Każdy z nas pisze swoją własną opowieść. I ma do tego pełne prawo.
Współpraca Bocellego z Philipem Morrisem to nie tylko historia o tym, że można, a nawet trzeba uciec od zaszufladkowania. Wyjść ze sztywnych ram, w które próbuje nas wtłoczyć świat. O tym jest platforma "Believe. Further" ("Uwierz – i idź dalej"), którą firma uruchomiła wspólnie z artystą na inaugurację tej współpracy. Wydarzenie zbiegło się z obchodami 30-lecia kariery włoskiego artysty i jego trasą koncertową Romanza 30th Anniversary.
Dwa pozornie odległe głosy łączą się w jeden, mówiący o tym samym: o niezbywalnym prawie do kontrolowania naszej własnej historii. Przypominają, że to my sami, a nie inni, jesteśmy odpowiedzialni za nasz los. Podkreślają, że każdy człowiek i każda firma mają możliwość zmienić swój los. Nawet jeśli będą za to krytykowani, bo inni mieli na nich "inny plan".
Taka zresztą była historia samego Andrei Bocellego. Zanim został światowej sławy maestro, odrzucił historię, którą pisali dla niego inni. Miał być prawnikiem. Tego od niego oczekiwano. Od dziecka marzył jednak o zostaniu śpiewakiem operowym. Próbowano mu wmówić, że to "marzenie ściętej głowy", a jego stan zdrowia nigdy na to nie pozwoli. Skończył prawo i przez pewien czas nawet pracował jako adwokat. Miał dobry zawód i pewną ścieżkę kariery, którą świat uznałby za rozsądną. Ale miał też pasję i pragnienie, które nigdy nie wygasły: muzykę.
Dziś niedoszły prawnik Bocelli ma swoim koncie ponad 90 milionów sprzedanych płyt i występy na najważniejszych światowych wydarzeniach, w tym m.in. na ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie. Jest też żywym dowodem na to, że upór i wiara w swój cel pozwala osiągać rzeczy niemożliwe. Wbrew światu i krytykom.
– Zawsze wierzyłem, że ważne jest bycie wiernym własnym wartościom, czerpanie radości z każdego etapu naszej podróży i ciągłe uczenie się po drodze – mówił Andrea Bocelli podczas inauguracji współpracy z Philipem Morrisem – Trzeba też wierzyć w to, że nawet to, co wydaje się nieosiągalne, a co pomaga zmienić życie ludzi na lepsze i popchnąć je do przodu – jest realne.
Bocelli podkreślił też, że zmiana, którą przechodzi obecnie Philip Morris, jest dla niego dowodem postępu naukowego i technologicznego. Przy tej okazji przywołał bardziej osobisty wątek bliskiej mu osoby – nałogowego palacza, który przestał je palić dopiero wtedy, gdy pojawiła się lepsza alternatywa dla papierosów.
Biznes bez "Planu B"
Koncern PMI, przez lata kojarzony wyłącznie z papierosami, też stanął przed takim pytaniem: czy firma, którą świat już sobie zdefiniował – potrafi napisać swoją historię od nowa?
Amerykański koncern swoją historię zaczął pisać już ponad dekadę temu, w 2014 roku ogłaszając, że zamierza skończyć z papierosami i widzi dla nich miejsce wyłącznie w muzeach. Od tego czasu PMI skupia się wyłącznie na tzw. produktach bezdymnych. Choć nie są one nieszkodliwe, to ich toksyczność jest znacznie niższa od papierosów. W ich powstanie, rozwój i badania naukowe zainwestował już 16 mld dolarów. To branżowy rekord. Cel jest czytelny: całkowite wycofanie papierosów ze sprzedaży.
– Transformacja naszego biznesu była czymś, co po prostu chcieliśmy i musieliśmy zrobić. Nie było żadnego planu B – podkreślił Massimo Andolina, Prezydent PMI na Europę, podczas inauguracji platformy "Believe. Further". – Chcemy uświadamiać, co mogą nam umożliwić technologie i innowacje. Chcemy pokazywać, że postęp dzieje się tu i teraz, na naszych oczach.
Świat na deklarację PMI zareagował – i wciąż reaguje – z niedowierzaniem, nierzadko krytyką. Firma odpowiada konkretami: w ostatniej dekadzie (2015–2025) zmniejszyła celowo globalną produkcję papierosów o 28 proc. Produkty bezdymne (podgrzewacze tytoniu, saszetki nikotynowe, e-papierosy) to dzisiaj już 43 proc. jego globalnych przychodów netto. A to dopiero początek, bo PMI wykracza poza swoją branżę i inwestuje w produkty bez tytoniu i nikotyny. W kolejnych latach może stać się zupełnie inną firmą niż ta, której obraz wielu ma w głowach.
I właśnie o takich zmianach – w życiu i w biznesie – ma być platforma "Believe. Further".
