osoba pracująca na komputerze
Czy cyfrowy świat da się ubezpieczyć? Fot. Shutterstock

Kiedyś ubezpieczaliśmy dom przed pożarem, samochód przed kradzieżą, życie przed nieszczęściem. Dziś coraz częściej zadajemy sobie pytanie, którego nasi dziadkowie nie znali: jak zabezpieczyć coś, czego nie można dotknąć, czyli dane, tożsamość, reputację, dostęp do kont albo firmowe bazy klientów?

REKLAMA

Przez dekady definicja majątku była prosta. Posiadaliśmy to, co można było dotknąć, zamknąć na klucz lub postawić na półce. Fabryki, samochody, nieruchomości czy biżuteria stanowiły fundamenty, wokół których obracał się globalny rynek ubezpieczeniowy. Dziś najcenniejsze zasoby współczesnych przedsiębiorstw i osób prywatnych przeniosły się do chmury, baz danych i cyfrowych kodów. Wirtualna rzeczywistość stała się realnym fundamentem globalnej gospodarki. I realnym problemem.

Żyjemy w erze cyfrowego pożaru

Wyobraź sobie taką scenę: firma, w której pracujesz, jest sparaliżowana, bo ransomware zaszyfrował serwery. Brzmi jak scenariusz thrillera? Dziś takie obawy to codzienność tysięcy polskich przedsiębiorstw. I właśnie dlatego rynek cyberubezpieczeń przeżywa największy boom w swojej historii. 

– W ostatnich latach cyberzagrożenia przestały być wyłącznie problemem IT i stały się jednym z kluczowych ryzyk biznesowych – mówi Tomasz Dolata, kierownik ds. Ubezpieczeń Mienia i Utraty Zysku w ERGO Hestii. – Jeszcze niedawno cyberubezpieczenia były niszowe i wykorzystywane głównie przez duże organizacje, dziś coraz częściej sięgają po nie także firmy z sektora MŚP. Wraz z rosnącą liczbą ataków, szczególnie ransomware, przedsiębiorcy zaczęli realnie odczuwać ich konsekwencje finansowe. To właśnie wtedy nastąpił wyraźny wzrost zainteresowania cyberubezpieczeniami.

– Świadomość właścicieli firm rośnie, ale nadal jest zróżnicowana – mniejsze podmioty często bagatelizują ryzyko, uznając, że nie są atrakcyjnym celem. W praktyce to właśnie one najczęściej padają ofiarą ataków ze względu na słabsze zabezpieczenia. Coraz częściej jednak cyberubezpieczenie jest postrzegane jako ważny element kompleksowego zarządzania ryzykiem – dodaje ekspert.

Statystyki również są bezlitosne. Z danych BIK wynika, że w 2025 roku styczność z próbami oszustw finansowych miało niemal 32 proc. firm z sektora MŚP. "Jednym z problemów stają się także nadużycia wewnątrz firm – często wynikające z niewystarczających zabezpieczeń i ludzkich błędów. Według Raportu Antyfraudowego BIK 2025 co piąty przedsiębiorca wskazuje na ryzyko fraudów wewnętrznych jako realne, a mimo wzmacniania zabezpieczeń – skala zagrożeń stale rośnie" – czytamy w "Raporcie Antyfraudowym BIK 2025" z listopada ubiegłego roku. 

Według raportów branżowych liczba cyberataków na polskie firmy w ostatnich latach rośnie w tempie kilkudziesięciu procent rocznie. Ofiarami padają nie tylko korporacje, które mają już swoje sztaby IT i procedury, ale przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa. Salon fryzjerski, kancelaria prawna, lokalna piekarnia z systemem zamówień online – one również są na celowniku. Bo hakerzy nie patrzą wyłącznie na wielkość firmy, ale przede wszystkim szukają ich słabych punktów. A tych mamy aż nadto. Hasło "1234", e-mail otwarty w pośpiechu, kliknięcie w link "Twoja paczka czeka na odbiór". Wystarczy chwila nieuwagi, by lawina ruszyła.

Czy cyfrowy świat da się ubezpieczyć?

Odpowiedź brzmi: tak, choć wymaga to całkowitego przedefiniowania pojęcia ryzyka. Rynek ubezpieczeń cybernetycznych to obecnie jeden z najszybciej rozwijających się segmentów finansowych na świecie. W dobie permanentnego zagrożenia ze strony cyberprzestępców polisa chroniąca cyfrowe aktywa staje się tak samo naturalna jak ubezpieczenie domu od pożaru.

Cyberubezpieczenia to także produkt stosunkowo młody. Pierwsze polisy tego typu pojawiły się w USA jeszcze w latach 90. Raczkujący wtedy internet stwarzał problemy, których tradycyjne ubezpieczenia po prostu nie obejmowały. 30 lat później oferta na polskim rynku jest coraz bogatsza, choć wciąż mało kto wie, co dokładnie można sobie "ubezpieczyć w sieci". A można sporo. 

– W cyberubezpieczeniach nie chodzi już wyłącznie o "ubezpieczenie komputera", ale o ochronę całego cyfrowego krwiobiegu firmy: danych klientów, systemów sprzedażowych, poczty, reputacji i ciągłości działania – wylicza Maciej Kleina, starszy underwriter ubezpieczeń Odpowiedzialności Cywilnej w ERGO Hestii. – Klienci często nie wiedzą, że polisa może obejmować nie tylko koszty informatyków po ataku, ale też utracony zysk, obsługę prawną, komunikację kryzysową czy odpowiedzialność za wyciek danych. Kluczowe są jednak szczegóły: limity odpowiedzialności, wyłączenia, wymagane zabezpieczenia IT i czas reakcji zespołu wsparcia. Dlatego cyberpolisy nie powinno się kupować "z półki" – najpierw trzeba dobrze zrozumieć, które procesy w firmie naprawdę są krytyczne – tłumaczy.

W świecie analogowym ubezpieczyciel szacował ryzyko na podstawie statystyk: jak często płoną drewniane dachy lub ile aut danej marki ginie z parkingów. W świecie cyfrowym zagrożenie nie zna granic geograficznych i potrafi uderzyć w tysiące podmiotów jednocześnie. Kiedy mówimy o ubezpieczeniu cyfrowego świata, nie myślimy o ochronie fizycznych serwerów – od tego są klasyczne polisy majątkowe. Chodzi o ochronę tego, co niewidzialne: danych, ciągłości procesów biznesowych, ale także reputacji.

Polisy dla firm obejmują zazwyczaj: koszty przywrócenia systemów po ataku, utracone zyski wynikające z przestoju, kary nakładane przez UODO za wyciek danych osobowych czy koszty obsługi prawnej. Ubezpieczyciele oferują też wsparcie ekspertów od cyberbezpieczeństwa, którzy w razie ataku zjawiają się – wirtualnie lub fizycznie – w ciągu kilku godzin. Są skierowane do przedsiębiorstw, które na co dzień wykorzystują różnego rodzaju systemy komputerowe, a w szczególności gromadzą dane osobowe. Chodzi tu głównie o instytucje i firmy działające w sektorze: edukacji, hotelarstwa, gastronomii, służby zdrowia, budowlanym, prawniczym czy e-commerce.

Pamiętaj: ubezpieczenie samochodu również nie sprawi, że nie wjedziesz w drzewo

A co z ubezpieczeniem cybernetycznym dla zwykłego Kowalskiego? Na polskim rynku takie polisy dla osób prywatnych są wciąż rzadkością i najczęściej występują w formie dodatków do ubezpieczeń nieruchomości lub OC w życiu prywatnym. Chronią one przed kradzieżą tożsamości, oszustwami finansowymi w sieci oraz atakami hakerskimi na prywatne urządzenia.

Dla przedsiębiorstw z kolei kluczowym elementem ochrony jest zabezpieczenie przed atakami typu ransomware. To scenariusz, w którym hakerzy szyfrują dyski firmy i żądają okupu za ich odblokowanie. Ale polisa cybernetyczna to także cała machina logistyczna. Ubezpieczyciele pokrywają koszty pracy informatyków śledczych, którzy próbują odzyskać dane, opłacają straty wynikające z przestoju w produkcji oraz finansują audyty bezpieczeństwa po incydencie.

Drugim filarem jest odpowiedzialność cywilna wobec osób trzecich. Wyciek danych osobowych klientów, bazy numerów kart kredytowych czy tajemnic handlowych to dla firmy początek lawiny kłopotów. Nowoczesne polisy pokrywają koszty obrony prawnej, odszkodowania dla poszkodowanych użytkowników oraz – co niezwykle istotne w realiach unijnego rozporządzenia RODO – pomagają w sfinansowaniu kar administracyjnych nakładanych przez urzędy regulacyjne. Ubezpieczyciele biegną też w wyścigu cybernetycznych zbrojeń. Niektóre polisy zaczynają obejmować szkody wynikające z oszustw deepfake – jeszcze trzy lata temu nikomu by się to nie śniło.

Warto również pamiętać, że nawet najlepsza polisa nie zastąpi podstawowej higieny cyfrowej. Dwuetapowe logowanie, menedżer haseł, kopie zapasowe, zdrowy sceptycyzm wobec linków z SMS-ów – to wciąż pierwsza linia obrony. Cyfrowy świat da się zatem ubezpieczyć, ale z gwiazdką, kilkoma przypisami i świadomością, że żadna polisa nie zatrzyma ataku. Może jedynie złagodzić jego skutki. Bo przecież ubezpieczenie samochodu również nie sprawi, że nie wjedziesz w drzewo – pomoże ci tylko poskładać się po wypadku.

ARTYKUŁ PARTNERA