
Odkąd pod koniec zeszłego roku otwarto S1 i wyczekiwane obejście Węgierskiej Górki, wydawało się, że podróż na południe Europy wreszcie będzie czystą przyjemnością. Guzik z pętelką. Zaledwie kilkanaście kilometrów dalej, tuż za naszą południową granicą, bratanki ze Słowacji zgotowali nam drogową pułapkę, o której mówi już pół Polski.
Zaczęło się w niedzielę, 12 lipca, dokładnie o godzinie 23:00. Jeśli planujecie właśnie urlop i liczycie na szybki, bezstresowy przelot przez Słowację, mam dla was fatalne wieści. Całkowicie zamknięty został kluczowy odcinek autostrady D3 Svrčinovec-Skalité, zlokalizowany tuż za przejściem granicznym Zwardoń-Skalité.
Żeby było jasn, to nie jest drobna awaria czy łatanie dziur, z którym drogowcy uwiną się w jeden weekend. Słowacka Národná Diaľničná Spoločnosť (NDS), czyli odpowiednik naszej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, zamknęła ten fragment na grubo ponad pięć tygodni.
Z oficjalnych komunikatów wynika, że ponowne otwarcie zaplanowano dopiero na poniedziałek, 17 sierpnia na godzinę 8:00. Półtora miesiąca potężnych utrudnień dla kierowców w samym sercu letniego sezonu. Trudno o gorszy timing dla tysięcy Polaków ruszających swoimi autami w stronę wymarzonego Adriatyku i Chorwacji.
Gigantyczny remont po 10 latach. Dlaczego wprowadzono utrudnienia na Słowacji akurat teraz?
Ten konkretny odcinek oddano do użytku zaledwie dekadę temu, ale Słowacy uznali, że właśnie teraz wymaga on gruntownej renowacji. Dlaczego robią to latem, gdy ruch tranzytowy wywala skale?
Rastislav Droppa, dyrektor operacyjny NDS, nie owija w bawełnę i tłumaczy to tak: – Chcemy jak najefektywniej wykorzystać planowane zamknięcie. Oprócz remontu mostu Čadečka rozpoczniemy również prace konserwacyjne obu tuneli i innych części tego odcinka autostrady. Wykonamy kilka niezbędnych prac jednocześnie i nie będziemy wielokrotnie ograniczać ruchu.
Mówiąc ludzkim językiem: woleli zamknąć wszystko na cztery spusty naraz, zamiast bawić się w kropelkowanie robót przez kolejne miesiące. Ciężki sprzęt wjechał na most Čadečka oraz do dwóch potężnych tuneli: Svrčinovec i Poľana.
Dla zwykłego zjadacza chleba w osobówce oznacza to jedno, czyli krążenie wyznaczonymi, znacznie wolniejszymi objazdami. Jeśli jedziecie tamtędy w te wakacje, bezwzględnie zaktualizujcie mapy w telefonach i bacznie obserwujcie tymczasowe żółte tablice.
Nasza nowa droga ekspresowa S1 kończy się "ślepym zaułkiem"
Dawno żadne inwestycje drogowe po dwóch stronach granicy nie mijały się tak drastycznie w czasie. Przecież jeszcze w październiku 2025 roku z pompą świętowaliśmy oddanie do użytku brakującego fragmentu drogi S1 Przybędza-Milówka.
To kosmicznie droga, warta 1,6 mld zł inwestycja, najeżona przepięknymi estakadami i długimi tunelami, która raz na zawsze wyeliminowała legendarne korki w Węgierskiej Górce.
Teoretycznie mieliśmy w te wakacje płynnie sunąć od samego Bielska-Białej prosto na słowackie winiety. Zamiast tego nowiutka, lśniąca w słońcu ekspresówka zderza się dzisiaj z twardym murem w postaci zablokowanej barierami autostrady na Słowacji.
Dla nas, kierowców aut osobowych, to tylko irytujące spowolnienie i nadrabianie drogi, ale dla TIRów to istny armagedon. Słowacki zarządca dróg bez litości wprowadził całkowity zakaz tranzytu dla ciężarówek na alternatywnej drodze krajowej I/12, dokładnie na odcinku Skalité-Svrčinovec. Co to oznacza w praktyce?
TIRy muszą szukać szczęścia i przebijać się przez inne przejścia graniczne. Możecie być pewni, że i tam błyskawicznie zrobi się niezwykle ciasno i nerwowo. Szykujcie się na trudne tygodnie za kółkiem.
