
Roboty sprzątające obiecują coraz więcej, ale czy rzeczywiście są w stanie wyręczyć nas w codziennym utrzymaniu porządku? Postanowiłam sprawdzić to w praktyce. Bez chowania butów, zbierania przewodów czy przygotowywania mieszkania – dokładnie w takich warunkach, z jakimi większość z nas mierzy się każdego dnia.
Sprzątanie to jedna z tych domowych czynności, których… właściwie nigdy nie kończymy.
Przed chwilą odkurzyliśmy podłogę, a za chwilę ktoś wnosi do domu piasek z na butach. Pies wraca ze spaceru i zostawia ślady łap. Kot właśnie skończył sezonową wymianę sierści, a dzieci rozsypały płatki śniadaniowe w kuchni. Do tego dochodzą przewody od ładowarek, buty rzucone w przedpokoju czy inne drobiazgi, które „na chwilę” znalazły się na środku salonu.
Nie chodzi o wielki bałagan. Raczej o codzienne rzeczy, które sprawiają, że podłoga bardzo szybko przestaje wyglądać tak, jak tuż po sprzątaniu.
Dlatego coraz częściej nie zastanawiamy się, czy warto kupić robota sprzątającego, ale czy rzeczywiście potrafi on wyręczyć nas w codziennym utrzymaniu porządku.
Postanowiłam sprawdzić go w prawdziwych, codziennych warunkach
Przyznam, że celowo nie sprzątałam przed rozpoczęciem testów. Nie zbierałam przewodów z podłogi, nie przestawiałam miski z karmą ani nie chowałam butów do szafki. W domu z nami mieszka pies, więc na podłodze nie brakuje też sierści, a przy wejściu – piasku przyniesionego przez domowników.
Uznałam, że skoro robot ma pomagać na co dzień, powinien poradzić sobie właśnie z takimi warunkami, jakie mamy na co dzień. Nie z idealnie przygotowaną przestrzenią, ale z prawdziwym domem.
Pierwsze uruchomienie Roomba® Max 775 Combo wyglądało nieco inaczej niż klasyczne odkurzanie.
Zanim rozpoczął regularną pracę, robot najpierw dokładnie zeskanował mieszkanie. Dzięki technologii ClearView™ Pro LiDAR stworzył szczegółową mapę pomieszczeń, a w aplikacji mogłam zobaczyć układ całego domu i później wygodnie zaplanować sprzątanie. Już na tym etapie było widać, że nie porusza się przypadkowo.
Robot, który nie oczekuje idealnego domu
Najbardziej ciekawiło mnie jednak coś zupełnie innego. Nie moc ssąca ani funkcja mopowania, ale to, czy robot poradzi sobie z tym, jak naprawdę wygląda nasz dom.
Umówmy się – na co dzień podłoga w naszym domu rzadko jest całkowicie pusta. W przedpokoju stoją buty, przy ścianie leży przewód od ładowarki, obok miski rozsypie się zawsze dzieciakom kilka granulek karmy. Nie zawsze mamy też czas, żeby przed każdym sprzątaniem robić porządek... po to, aby robot mógł posprzątać.
Roomba® Max 775 Combo wykorzystuje system PrecisionVision™ z kamerą AI, który rozpoznaje codzienne przeszkody i omija je podczas sprzątania. Dzięki temu nie musiałam wcześniej przygotowywać mieszkania ani zastanawiać się, czy urządzenie utknie na pierwszej napotkanej rzeczy. To właśnie ta funkcja zrobiła na mnie największe wrażenie. Robot po prostu dostosowywał trasę do tego, co zastawał na swojej drodze, a ja mogłam uruchomić sprzątanie bez wcześniejszego "sprzątania przed sprzątaniem". I właśnie taka oszczędność czasu w codziennym życiu okazała się dla mnie największą zaletą.
Sierść, piasek i karma – czyli prawdziwy test możliwości
Parametry techniczne rzeczywiście brzmią imponująco, ale dla mnie najbardziej liczy się to, jak urządzenie radzi sobie z codziennymi zabrudzeniami.
W naszym domu najczęściej są to trzy rzeczy: sierść psa, piasek przynoszony z dworu i rozsypana karma. Roomba® Max 775 Combo został wyposażony w moc ssącą 30 000 Pa, dzięki czemu bez problemu zbiera zarówno drobny kurz, jak i większe zabrudzenia. Dużą rolę odgrywają również dwie gumowe szczotki główne z technologią Anti-Tangle, która ogranicza plątanie się włosów i sierści.
Każdy właściciel zwierzaka wie, ile czasu potrafi zająć usuwanie sierści i włosów ze szczotek odkurzacza. W Roomba® Max 775 Combo zastosowano dwie gumowe szczotki główne z technologią Anti-Tangle, która ogranicza ich plątanie. Dzięki temu szczotki wymagają rzadszego czyszczenia, a robot może skuteczniej pracować na co dzień.
Odkurzanie to dopiero początek
Coraz więcej robotów oferuje także funkcję mopowania. Różnica polega jednak na tym, jak jest ona realizowana. Roomba® Max 775 Combo wykorzystuje samoczyszczący, wysuwany wałek mopujący, który podczas pracy skutecznie usuwa zabrudzenia z podłogi i dociera również do trudniej dostępnych miejsc.
To rozwiązanie sprawia, że robot nie tylko odkurza, ale również pomaga utrzymać podłogi w naprawdę dobrym stanie na co dzień. Co ważne, podczas jednego cyklu robot płynnie łączy odkurzanie i mopowanie, dzięki czemu nie trzeba już uruchamiać tych funkcji osobno. I nawet nie wiecie jak ja to doceniam!
Największa zmiana zaczyna się wtedy, gdy robot kończy pracę
To właśnie tutaj zauważyłam największą różnicę w porównaniu z robotami starszej generacji. Po zakończeniu sprzątania urządzenie wraca do stacji AutoWash™, która przejmuje większość czynności serwisowych. Automatycznie opróżnia pojemnik na kurz, pierze wałek mopujący gorącą wodą, suszy go podgrzanym powietrzem i dozuje odpowiednią ilość środka czyszczącego przed kolejnym cyklem. Dzięki temu codzienna obsługa robota ogranicza się właściwie do minimum.
Na uwagę zasługuje również worek zastosowany w stacji. Wykonano go z włókna węglowego, które pomaga ograniczać nieprzyjemne zapachy oraz rozwój bakterii. To rozwiązanie szczególnie docenią właściciele zwierząt i osoby zmagające się z alergiami. Dzięki temu nawet po kilku cyklach sprzątania stacja pozostaje bardziej higieniczna i nie pojawiają się nieprzyjemne zapachy, które mogą towarzyszyć gromadzeniu się kurzu i sierści. To niewielki detal, ale w codziennym użytkowaniu naprawdę wpływa na komfort korzystania z urządzenia.
Nie chodzi o to, że robot sprząta. Ale o to ile robi za nas
Po kilku dniach testów doszłam do jednego wniosku. Największą zaletą tego urządzenia nie jest nawet jego moc. Największą różnicę odczuwa się dlatego, że robot przejmuje niemal cały proces sprzątania. Sam poznaje dom, planuje trasę, omija przeszkody, odkurza, mopuje, a po zakończonej pracy wraca do stacji, gdzie przygotowuje się do kolejnego cyklu. To właśnie ten poziom automatyzacji sprawia, że robot rzeczywiście staje się pomocą w codziennym utrzymaniu porządku, a nie kolejnym sprzętem wymagającym naszej uwagi. Bo chyba o to chodzi w nowoczesnych technologiach – żeby naprawdę zdejmowały z nas część obowiązków. W praktyce oznacza to, że podłogi są regularnie czyste, nawet wtedy, gdy nie mamy czasu sięgnąć po tradycyjny odkurzacz. A właśnie taka systematyczność sprawia, że utrzymanie porządku staje się znacznie łatwiejsze i nie wymaga od nas ciągłego angażowania się w sprzątanie.
A jeśli kiedyś powstanie model, który po sprzątaniu jeszcze poskłada pranie i odłoży je do szafy... to chyba będę pierwsza w kolejce do jego przetestowania.
MATERIAŁ PARTNERA
