Łukasz Żak, policja
Łukasz Żak usłyszał wyrok. Fot. shutterstock // Fot. policja

Zapadł wyrok w sprawie Łukasza Żaka. Mężczyzna został skazany za spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o 20 latach więzienia.

REKLAMA

W czwartek (16 lipca) w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście sędzia Maciej Mitera ogłosił wyrok wobec Łukasza Żaka. Mężczyzna został uznany winnym spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym na Trasie Łazienkowskiej. Tym tragicznym zdarzeniem z nocy 14 na 15 września 2024 roku żyła niemal cała Polska.

Tymczasem decyzją sądu Żak powinien spędzić za kratami 20 lat. – Będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie po odbyciu kary 15 lat pozbawienia wolności – dodał sędzia Mitera. Wyrok nie jest prawomocny, a obrończyni skazanego już zapowiedziała apelację.

Mężczyzna otrzymał dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych i został zobowiązany do zapłaty świadczenia finansowego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej w wysokości 10 tys. złotych. Ma również zapłacić po 300 tys. zł na rzecz każdego z dzieci ofiary wypadku oraz 150 tys. zł swojej byłej dziewczynie, która była z nim w aucie.

Wyrok Łukasza Żaka. Sędzia Mitera ostro uzasadnił swoją decyzję

Sędzia przedstawiając uzasadnienie, nie owijał w bawełnę. Przyznał, że Łukasz Żak "pracował na ten wyrok latami". – Co trzeba mieć w głowie żeby rozpędzić Arteona do ponad 200 km/h? Przecież to mały czołg. Nie ma wtedy szans na reakcję (...) Testował pan moją cierpliwość wiele razy, myślę, że wydałem tutaj orzeczenie sprawiedliwe. Wierzę w polski system penitencjarny, gdzie nauczą pana także kindersztuby – mówił.

Podkreślił, że "tylko taka kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak on". – Oczywiście nikt do tego nie dojdzie, co było w pana głowie. Ja opierałem się wyłącznie na faktach. Kara uwzględniła motywacje, pobudki, społeczną szkodliwość. I to jest po prostu wypadkowa – podsumował sędzia Mitera.

Przypomnijmy, że Żak wcześniej usłyszał zarzuty m.in. za doprowadzenie do wypadku drogowego, kierowanie autem pod wpływem alkoholu, drastyczne przekroczenie prędkości i niedostosowanie jej do panujących warunków, a także za złamanie aktywnego zakazu prowadzenia pojazdów. Przyznał się jedynie do dwóch czynów: prowadzenia Volkswagena oraz jazdy z nadmierną prędkością.

Co wydarzyło się w 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej?

Do wypadku doszło w nocy z 14 na 15 września 2024 r. Po godz. 1:30 na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie (ul. Aleja Armii Ludowej, na wysokości przystanku autobusowego "Torwar") kierowca białego Volkswagena Arteona – Łukasz Żak uderzył w tył Forda Focusa, w którym spod Radzymina na warszawski Grochów podróżowała czteroosobowa rodzina.

Siedzący na miejscu pasażera 37-letni Rafał P. (mąż i ojciec) zginął na miejscu. Ewelina P. kierująca fordem żona mężczyzny oraz dwójka dzieci w wieku 4 i 8 lat zostali ciężko ranni. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała razem z Żakiem.

Sprawcy po wypadku ruszyli na pomoc koledzy. Próbowali ułatwić mu ucieczkę z miejsca zdarzenia. Teraz za pomoc w próbie uniknięcia odpowiedzialności karnej też zostali skazani.

Żak został ostatecznie zatrzymany na terenie Niemiec w Lubece, na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Z materiałów zgromadzonych przez biegłych wynika, że w momencie wypadku był nietrzeźwy i nagrywał swoją piracką jazdę telefonem komórkowym. Przy tym pędził aż 226 km/h (gdzie obowiązywało 80 km/h).