
Niezidentyfikowane drony przez kilka godzin krążyły nad ważnym obiektem Bundeswehry w Mechernich. Niemiecka prasa ostrzega przed lukami w ochronie infrastruktury oraz rosnącym zagrożeniem atakami hybrydowymi w Niemczech.
Niemiecka prasa komentuje kolejne incydenty z dronami nad obiektami wojskowymi oraz infrastrukturą krytyczną. „Süddeutsche Zeitung” opisuje ustalenia dziennikarzy, dotyczące najnowszego przypadku z Mechernich w Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie znajduje się jeden z najważniejszych obiektów Bundeswehry.
Drony nad magazynem w Mechernich
Jak pisze „Süddeutsche Zeitung” („SZ”), w Mechernich przechowywane są „klejnoty koronne Bundeswehry”. Około 130 metrów pod ziemią znajduje się chroniony magazyn o powierzchni około 30 tys. metrów kwadratowych, w którym składowane są wyposażenie i części zamienne do sprzętu wojskowego. Gazeta nazywa kompleks „skarbcem armii”.
Jak ustalili dziennikarze „SZ” wspólnie z przedstawicielami rozgłośni WDR i NDR, w Mechernich pracują też specjaliści odpowiedzialni za konserwację i naprawę systemów Patriot. Instalacja określana w Bundeswehrze jako „Patriot-Werft” ma być prawdopodobnie jedyną taką w Europie.
Właśnie nad tym terenem w nocy z czwartku na piątek (07.08.2026) pojawiały się niezidentyfikowane drony. Jak dowiedzieli się dziennikarze, pracownicy ochrony mieli między godz. 22:00 a 5:00 rano odnotować sześć przelotów. Przy jednym z kolejnych zdarzeń na miejscu byli już policjanci z Euskirchen. Według poufnego raportu jedna z maszyn miała krążyć przez chwilę nad funkcjonariuszami.
Dron obserwowali również żandarmi Bundeswehry, według mediów – z odległości około 40 metrów. Ich zdaniem mogła to być maszyna typu Fly-380 VTOL: o rozpiętości około 3,8 metra, zasięgu do 400 kilometrów i prędkości do 150 km/h, zdolna przenosić ponad dziesięć kilogramów ładunku. Identyfikacja nie została jednak potwierdzona. Jak zaznacza „SZ”, nie wiadomo, kto odpowiada za przeloty ani jaki był ich cel. Maszyny tego typu wykorzystuje się także do pomiarów, mapowania czy nadzoru granic. Śledztwo nie potwierdziło jednak dotąd, by był to przypadkowo zabłąkany dron pomiarowy.
Sprawą zajmują się policja, Landowy Urząd Kryminalny NRW, federalne służby bezpieczeństwa, kontrwywiad wojskowy MAD oraz Wspólne Centrum Obrony przed Dronami. Bundeswehra potwierdziła zdarzenie, ale mówi o dwóch zaobserwowanych dronach. Nie musi to przeczyć informacjom o sześciu przelotach: ta sama maszyna mogła pojawiać się nad obiektem wielokrotnie.
Podejrzenie szpiegostwa i sabotażu
„SZ” wpisuje incydent w serię podobnych zdarzeń nad niemieckimi obiektami wojskowymi. Jak pisze gazeta, służby podejrzewają, że za częścią takich operacji mogą stać rosyjskie instytucje państwowe albo wynajmowani doraźnie „agenci jednorazowego użytku”. Eksperci zakładają, że celem może być rozpoznawanie infrastruktury wojskowej i krytycznej, także jako przygotowanie do sabotażu. W przypadku Mechernich nie ma jednak dowodu na rosyjskie sprawstwo. Gazeta przypomina incydent z kwietnia 2025 roku koło Emden, gdzie zauważono mężczyzn obsługujących drony w pobliżu strategicznych anten służących do przekazywania zaszyfrowanych rozkazów okrętom podwodnym. Jak ustalili dziennikarze, gdy podszedł do nich wartownik, mieli odpowiedzieć po rosyjsku i odjechać. Do dziś ich nie zidentyfikowano.
W grudniu 2025 roku drony pojawiły się także nad stanowiskiem systemu Arrow 3 w Annaburger Heide. Żołnierze próbowali je zestrzelić, ale nie trafili żadnej maszyny.
"Szczęście", że nie doszło do tragedii
O problemie dronów piszą też inne niemieckie media w związku z incydentem na lotnisku Lipsk/Halle. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” ocenia, że wykrycie drona i unieszkodliwienie go przez kierowcę autobusu były „oczywiście tylko przypadkiem”. Jak dodaje gazeta, mogło być „czystym szczęściem”, że ładunku wybuchowego nie udało się umieścić przy samolocie lub w jego wnętrzu i że nie eksplodował podczas zatrzymywania maszyny.
„FAZ” uważa, że zwołanie przez kanclerza Friedricha Merza Rady Bezpieczeństwa Narodowego było „logiczne i konieczne”. Dziennik przestrzega przed pochopną reakcją w polityce zagranicznej, ale domaga się natychmiastowych konsekwencji dla systemu ochrony. „Technika rozwija się dalej, dziś szybciej niż kiedykolwiek” – zaznacza gazeta i dodaje, że nie może to być wymówką dla odkładania koniecznych zakupów. Potrzebne są też „jasne, szybko reagujące struktury”.
Wojna oddziałuje poza Ukrainę
"Die Tagespost" podkreśla, że dopiero śledztwo pokaże, czy za incydentem w Lipsku stoi Rosja. Jednocześnie gazeta stwierdza: „wojna od dawna promieniuje poza właściwy obszar wojny”.
Według dziennika takie działania nie są wymierzone wyłącznie w Ukrainę. Mają też wpływać na nastroje w Niemczech. Gazeta porównuje je do „ukłuć szpilką”, których celem jest „psychika Niemców”, już wcześniej wyraźnie nadwyrężona.
„Die Tagespost” zwraca też uwagę na rolę obywateli. Potrzebni są ludzie uważni, którzy dostrzegają napiętą sytuację bezpieczeństwa, ale nie reagują paniką. Państwo musi jednak lepiej informować społeczeństwo, jak zachować się w takich sytuacjach bez narażania własnego życia. „Nie chodzi o harakiri, lecz o odpowiedzialność” – podsumowuje komentator. Opracowanie: Dagmara Jakubczak
