
Jacek Pałasiński tym razem zabiera widzów do Wilna, ale nie proponuje zwykłego spaceru po zabytkach. To opowieść o mieście, które trzeba czytać jak książkę: przez zaułki, bramy, kościoły, literaturę i ślady po ludziach, których już nie ma. Miasto piękne, ale także naznaczone historią, konfliktami i utraconą wielokulturowością.
To nie jest pocztówkowa opowieść o Ostrej Bramie, katedrze i pięknych zaułkach. Jacek Pałasiński w wakacyjnym wydaniu podcastu "Allegro ma non troppo" pokazuje Wilno jako miasto pamięci. Pełne polskich, litewskich, żydowskich i białoruskich śladów, wielkiej literatury, bolesnej historii i miejsc, które wciąż "mówią" do tych, którzy potrafią się zatrzymać i je usłyszeć.
Miasto szeptów
Jacek Pałasiński przyznaje, że do Wilna po raz pierwszy trafił dopiero po pięćdziesiątce i bez szczególnych oczekiwań. Kilka godzin wystarczyło jednak, by się w nim zakochał.
– Wilno nie jest miastem szerokich bulwarów. Wilno jest miastem szeptów – mówi. I właśnie ten ton prowadzi całą opowieść: zamiast odhaczać kolejne atrakcje, autor zachęca by zwolnić i patrzeć na miasto jak na żywe archiwum Europy.
Najbardziej sugestywne są fragmenty poświęcone wileńskim uliczkom i bramom. Pałasiński opisuje Wilno jako miasto "dotykalne", w którym znaczenie mają zapach starego muru, echo kroków na bruku, nierówne okna i zaułki nieobecne w przewodnikach. Przekonuje, że starówki nie powinno się zaliczać w jeden dzień. Trzeba się nią napawać i pozwolić, by sama odsłaniała kolejne warstwy.
Symbolicznym miejscem tej opowieści jest Literatų gatvė – Ulica Literacka. Jej ściany wypełniają setki małych dzieł poświęconych pisarzom związanym z Wilnem. Mickiewicz, Słowacki, Miłosz, Gałczyński, Mackiewicz, Romain Gary, twórcy litewscy, żydowscy i białoruscy – wszyscy tworzą wspólną mapę miasta.
– Tu Wilno mówi: jestem miastem słów – podkreśla Pałasiński.
Utracony "melting pot"
Za zachwytem nad architekturą kryje się jednak mocniejsza refleksja. Dawne Wilno było miejscem, w którym mieszały się języki, religie i kultury: polska, żydowska, litewska, białoruska i rosyjska. Pałasiński nie ukrywa, że właśnie za tym wielokulturowym miastem tęskni najbardziej.
Pada też zdanie niewygodne dla wszystkich narodowych mitologii: historia Wilna wygląda inaczej w zależności od tego, kto ją opowiada. Autor przywołuje polsko-litewski spór o miasto i zaznacza, że z litewskiej perspektywy okres międzywojenny był doświadczeniem okupacji. Jednocześnie przypomina o przemocy rosyjskiej, sowieckich deportacjach, Zagładzie wileńskich Żydów i powojennych przesiedleniach Polaków. Wilno okazuje się miejscem, którego nie da się uczciwie opowiedzieć jednym narodowym głosem.
Pałasiński prowadzi dalej przez Ostrą Bramę, katedrę, dziesiątki świątyń różnych wyznań, Rossę i budynki pamiętające carat, Gestapo, NKWD oraz KGB. W tym mieście niemal każdy kamień ma własną biografię.
A jednak nie jest to ponura lekcja historii. Autor zostawia widza z apetytem na podróż – także dosłownie, gdy na koniec zachwala litewskie chłodniki, kartacze i lokalny nabiał. Całość jest więc nie tyle przewodnikiem po Wilnie, ile zaproszeniem, by zobaczyć miasto wolniej i uważniej.
Bo, jak podkreśla Jacek Pałasiński, Wilna nie wystarczy zwiedzić. Wilno trzeba przeczytać. Warto też obejrzeć pełen odcinek "Allegro ma non troppo".
