Dowód na istnienie Wielkiej Stopy? "Biuro Tajemnic" prześwietla sprawę tajemniczej istoty z Ameryki Północnej.
Dowód na istnienie Wielkiej Stopy? "Biuro Tajemnic" prześwietla sprawę tajemniczej istoty z Ameryki Północnej. fot. naTemat

Od ponad 200 lat ludzie w Ameryce Północnej opowiadają o ogromnej, owłosionej istocie poruszającej się na dwóch nogach. Są ślady, nagrania, relacje świadków i całe archiwa zgłoszeń. Brakuje jednak tego, co dla nauki najważniejsze: ciała, szkieletu albo DNA. "Biuro Tajemnic" sprawdza, dlaczego legenda o Wielkiej Stopie wciąż jest tak żywa.

REKLAMA

Wielka Stopa, czyli Bigfoot (nazywana też Sasquatch), to mityczne stworzenie przypominające dwunożnego, owłosionego małpoluda. Ma żyć w lasach Ameryki Północnej, głównie w USA i Kanadzie, oraz mierzyć od 2 do 3 metrów wysokości, ważyć ponad 200 kg i zostawiać ogromne ślady stóp.

Od dziesięcioleci opowieści o Wielkiej Stopie balansują na granicy folkloru, kryptozoologii i nauki. Z jednej strony kolejne pokolenia świadków opisują niemal ten sam obraz: wysoką, dwunożną postać pokrytą ciemnym futrem, długie ręce, ogromne stopy, potężną sylwetkę i charakterystyczny odór. Z drugiej – mimo setek lat poszukiwań nie udało się zdobyć ostatecznego dowodu, który zamknąłby dyskusję raz na zawsze.

Nagranie, które stworzyło legendę

Jednym z najstarszych udokumentowanych przypadków jest zapis Davida Thompsona z 1811 roku. Doświadczony odkrywca natrafił w śniegu na ogromne ślady, których nie potrafił przypisać ani człowiekowi, ani znanemu zwierzęciu. Później pojawiały się kolejne historie: o mierzących nawet trzy metry postaciach, dziwnych rykach, kamieniach rzucanych w ludzi czy istotach uciekających w głąb lasu.

Szczególnie mocna jest relacja Williama Rowa z 1955 roku. Myśliwy miał obserwować z bliska stworzenie, które początkowo wziął za niedźwiedzia. Nie strzelił, bo – jak później zeznał pod przysięgą – istota wydawała mu się „zbyt podobna do człowieka”.

Najbardziej znanym "dowodem" pozostaje nagranie Rogera Pattersona i Roberta Gimlina z 1967 roku. Widać na nim owłosioną, dwunożną postać, która idzie między drzewami, odwraca głowę w stronę kamery i znika w lesie. Do dziś film jest analizowany klatka po klatce.

Zwolennicy wskazują na proporcje ciała i sposób poruszania się. Sceptycy mówią o kostiumie i słabej jakości obrazu. Kontrowersje tylko urosły, gdy po latach pojawiły się osoby twierdzące, że wiedzą, jak mistyfikacja miała zostać przygotowana.

Nauka szukała DNA. Znalazła niedźwiedzie, konie i krowy

Duże nadzieje wiązano z badaniami włosów przypisywanych Wielkiej Stopie i Yeti. W 2014 roku zespół prof. Briana Sykesa przeanalizował dziesiątki próbek. Wynik był dla łowców sensacji brutalny: większość należała do znanych zwierząt, m.in. niedźwiedzi, koni i krów. Nie znaleziono dowodu na istnienie nieznanego naczelnego.

Podobnie jest z innymi tropami. Część słynnych śladów okazała się mistyfikacją. Hipoteza, że Bigfoot może być potomkiem gigantopiteka, brzmi efektownie, ale ma poważny problem: szczątki tego olbrzymiego naczelnego znajdowano w Azji, nie w Ameryce Północnej.

Najciekawsze jest to, że legenda przetrwała wszystkie demaskacje. Każdy obalony "dowód" zostawia po sobie tysiące innych relacji, których nie da się łatwo zweryfikować.

Dla jednych to argument za istnieniem nieznanego gatunku. Dla innych – przykład tego, jak działa pamięć, strach, sugestia i potrzeba wiary, że na świecie wciąż są miejsca, których nie rozumiemy. Jedno jest pewne, Wielka Stopa od dwóch stuleci pozostaje jedną z najbardziej trwałych zagadek popkultury i współczesnego folkloru.