Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta

Minister Sikorski, który ostatnio w Radiu Zet potwierdził, że chce zburzenia Pałacu Kultury i Nauki znalazł się pod Twitterowym ostrzałem publicystów. Co prawda tematyka "ostrzału" nieco inna, ale wciąż ze Związkiem Radzieckim w tle. Budowa drugiej linii metra okazała się dobrym powodem do dyskusji o poradzieckim pomniku w Warszawie.

REKLAMA

"Czterech Śpiących" stanęło na drodze podziemnej kolei, dlatego na czas budowy musiało zniknąć z jej trasy. Dziennikarze i mieszkańcy wykorzystali zamieszanie i domagają się, żeby pomnik już nigdy nie powrócił. Sikorski: Zburzmy Pałac Kultury i posadźmy tam trawkę.

Z tym może być ciężko, bo jego obecność reguluje prawnie polsko-rosyjska umowa sprzed osiemnastu lat. W takiej sytuacji ich naturalnym sojusznikiem wydawałby się Radosław Sikorski - miałby możliwość usunięcia z Polski kolejnej sowieckiej pozostałości. Jeżeli jednak na niego liczyli, to... mocno się przeliczyli. Przynajmniej na razie. Minister deklaracji unika, a jak już odpowiada to wymijająco.

Zaczęło się kilka dni temu: "Panie Ministrze, skoro nadal chce Pan zburzenia PKiN, to jakie jest Pana stanowisko w sprawie pomnika "Czterech Śpiących"?" - zagadnął na Twitterze komentator Faktu, Łukasz Warzecha.

I cisza. Po dwóch dniach kolejna próba i znowu bez odpowiedzi.

Czy Radosław Sikorski obawia się "zemsty" Rosjan, którzy po usunięciu pomnika "Czterech Śpiących" nie postawiliby w Smoleńsku monumentu upamiętniającego katastrofę z 10 kwietnia? Całkiem możliwe Oko za oko, ząb za ząb

Zapytaliśmy Łukasza Warzechę skąd to nagłe zainteresowanie pomnikiem. "Przy okazji budowy metra powrócił temat przesunięcia pomnika, który ciągnął się od wielu lat. To tak naprawdę ostatni - poza obiektami o charakterze cmentarnym - pomnik, który przypomina sowiecką okupację. O sprawie pisałem już wielokrotnie. Teraz odniosłem się akurat do Radosława Sikorskiego, bo on sam ostatnio potwierdził swoje zdanie w sprawie Pałacu Kultury i Nauki. To nie jest tak, że dokuczam ministrowi, bo dokuczać można kolegom w szkole" - wyjaśnia dziennikarz.

Okazuje się jednak, że minister choć nie odpowiada, to Tweety czytuje. "Po Pańskim zapytaniu kazałem sprawdzić stan prawny tej sprawy, regulowanej umową polsko-rosyjską o miejscach pamięci" - tweetuje minister, jednak szczegółów wciąż brak.

Brak konkretnego stanowiska uruchomił również innego publicystę, Cezarego Gmyza. "Bravo. Ale jakie jest Pańskie zdanie w sprawie „czterech śpiących”? To nie jest nagłe ciśnienie w kwestii pomnika, bo w sercu stolicy kilkadziesiąt lat stoi symbol sowieckiej dominacji".

Ale o jaki pomnik chodzi?

Pomnik poświęcony polsko-rosyjskiemu braterstwu broni jest pierwszym pomnikiem powstałym po II wojnie światowej w Warszawie. Do tej pory można go było zobaczyć na Placu Wileńskim (Praga Północ) na rogu Al. Solidarności i ul. Targowej. Odsłonięto go 18 listopada 1945 roku przed ówczesną siedzibą rządu.

Przysłowiowych "dwóch na jednego to banda łysego" odniosło skutek. Minister Sikorski publicystom "odpowiedział"... "odpowiem, gdy w Smoleńsku już powstanie pomnik ofiar katastrofy". To dość stonowane stanowisko w porównaniu z deklaracjami w sprawie "zburzenia Pałacu Kultury i Nauki". Czy Radosław Sikorski obawia się "zemsty" Rosjan, którzy po usunięciu pomnika "Czterech Śpiących" nie postawiliby w Smoleńsku monumentu upamiętniającego katastrofę z 10 kwietnia? Całkiem możliwe.

O dziwo, Łukasz Warzecha rozumie obawy ministra. "Pytanie tyko czy pomiędzy tymi dwoma pomnikami jest jakiś związek? Moim zdaniem nie. Tworzenie takiego połączenia, stawia na jednej płaszczyźnie pomnik utrwalający totalitaryzm z pomnikiem upamiętniającym katastrofę. Tych dwóch sytuacji nie można porównywać".

Pozostaje czekać, a jak zauważa Cezary Gmyz w takim przypadku odpowiedzi prędko się nie doczekamy.