buspas
Co oznacza "MTON" albo "DOP" na asfalcie? Ten miejski szyfr to prosta droga do mandatu Fot. Shutterstock

Przyjeżdżasz do większego miasta, skupiasz się na nawigacji, żeby nie przegapić zjazdu, a tu nagle na asfalcie pojawiają się tajemnicze skróty. Jasne, każdy kierowca wie, co to znaczy "BUS". Ale kiedy obok pojawia się "DOP", "MTON" albo "1+2", można poczuć się jak na teście na prawo jazdy, do którego nikt nam nie dał materiałów. Zignorowanie tego drogowego szyfru może jednak słono kosztować, bo dla policji oznaczenia na drodze to rzecz święta.

REKLAMA

Widzisz napis DOP wymalowany tuż przy pasie dla autobusów i zastanawiasz się, czy to jakaś strefa specjalna? Nic z tych rzeczy. To po prostu skrót od słowa "dopuszczony". Haczyk polega na tym, że same litery na asfalcie to dopiero początek łamigłówki.

Trzeba szybko podnieść wzrok na znaki pionowe, bo to one precyzują, jakie dokładnie pojazdy "dopuszczono" dodatkowo do jazdy tym pasem, bo mogą to być np. motocykliści, taksówki czy auta elektryczne.

Z kolei skrót MTON brzmi nieco obco, a w rzeczywistości to po prostu Miejski Transport Osób Niepełnosprawnych. Jeśli nie prowadzisz specjalnie uprawnionego pojazdu dedykowanego do takiego przewozu, trzymaj się od tego pasa z daleka. Wjazd tam "na pewniaka" to wręcz proszenie się o kłopoty i niepotrzebne kary dla kierowców.

"1+2", czyli jak legalnie ominąć korek

O ile oznaczenia "TAXI" (pas dla taksówek) nie trzeba nikomu tłumaczyć, o tyle warto przypomnieć sobie, jak genialnym wynalazkiem w miejskiej dżungli jest pas z napisem "1+2".

Promowanie wspólnych przejazdów, czyli tzw. carpoolingu, to coś, z czego sam bym najchętniej korzystał na co dzień. Zasada jest banalnie prosta: prowadzisz auto, a na pokładzie masz poza sobą co najmniej dwóch pasażerów? Droga wolna. Możesz śmigać pasem "1+2" i omijać stojących w korku kierowców jadących w pojedynkę. Takie promujące sensowne zachowania przepisy drogowe akurat bardzo szanuję.

Pamiętajcie o jednym. Namalowane na asfalcie litery mają w polskim prawie dokładnie taką samą wagę, jak klasyczne, metalowe znaki na słupkach. To nie są luźne sugestie od drogowców czy artystyczna wizja, tylko twarde prawo.

Jaki mandat, jeśli przyłapie nas policja?

Wielu z nas w miejskim gąszczu włącza się myślenie w stylu: "skoro nikomu nie przeszkadzam, to sobie tu wjadę, co mi szkodzi". No szkodzi, i to bardzo. Podstawowy mandat za jazdę buspasem czy ignorowanie znaków poziomych startuje od 100 zł (zgodnie z art. 92 § 1 KW za niestosowanie się do znaków drogowych).

Ale jeśli policjant uzna, że swoim cwaniactwem tamowałeś ruch lub, co gorsza, stworzyłeś zagrożenie, z portfela może wyparować nawet 500 zł. Nie warto kozakować, lepiej po prostu patrzeć pod koła i wiedzieć, po czym się jeździ.