
Sztuczna inteligencja daje cyberprzestępcom przewagę, a na reakcję po ujawnieniu luki zostają już nie tygodnie, lecz godziny. Dr inż. Radosław Nielek, dyrektor NASK, ostrzega również przed atakami na energetykę, podwójnym szantażem wobec firm i coraz bardziej spersonalizowanymi oszustwami. I wyjaśnia, jak o nasze bezpieczeństwo dba CERT Polska.
Cyberbezpieczeństwo nie polega dziś na stworzeniu systemu, którego nie da się zaatakować. Chodzi o stałe ograniczanie ryzyka i reakcję szybszą niż działania przestępców. Jak mówił w rozmowie z naTemat podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu Radosław Nielek, dyrektor NASK, właśnie tu sztuczna inteligencja zasadniczo zmienia reguły gry.
AI skróciła czas na reakcję
Jeszcze niedawno administratorzy mogli pozwolić sobie na tydzień lub dwa zwłoki między publikacją aktualizacji bezpieczeństwa a jej wdrożeniem. Dziś – jak podkreśla szef NASK – nawet kilkugodzinne opóźnienie może być niebezpieczne.
W tym czasie przestępcy analizują łatkę, ustalają, jaką podatność usuwa, a następnie z pomocą modeli AI przygotowują sposób ataku. – To okienko bardzo się skróciło – zaznacza Nielek.
Ta sama technologia pozwala automatyzować i personalizować phishing oraz smishing. Gdy dane wyciekną cyberoszust może uzyskać dostęp do informacji o naszych zakupach – co kupiliśmy i kiedy. Przy pomocy AI wygeneruje wiarygodnie brzmiącą wiadomość mailową albo SMS-ową z informacją, że jest np. problem z dostarczeniem zamówienia. Wiadomość zwykle zawiera link, który prowadzi do fałszywej witryny z płatnością. Kliknięcie w link uruchamia wtedy scenariusz, którego zakończeniem może być kradzież danych lub pieniędzy z konta.
Nie ma systemów idealnych
Skala zagrożenia jest trudna do opisania jedną liczbą. Według dyrektora NASK każdy istotny system dostępny z zewnątrz mierzy się codziennie z dziesiątkami, a nawet setkami prób – od automatycznego skanowania po wykorzystanie niezałatanych luk.
Najpoważniejsze operacje prowadzą grupy APT powiązane z wrogimi państwami. Ich celem nie musi być natychmiastowe zniszczenie systemu. Mogą szukać dostępu, który pozwoli w wybranym momencie zakłócić dostawy prądu lub wody, wykraść dane albo wywołać niepokój społeczny.
Radosław Nielek przypomniał ataki na energetykę i elektrociepłownię z końca 2025 roku. Napastnicy przełamali zabezpieczenia i uruchomili mechanizmy destrukcyjne w kilkudziesięciu miejscach. Zadziałały jednak zabezpieczenia wewnętrzne: nie przerwano produkcji prądu ani ciepła, a obywatele nie odczuli skutków.
– Oczywiście najbardziej popularne i powodujące największe szkody dla przedsiębiorstw pozostają ataki ransomware. Kiedy przestępcy włamują się do systemów firmy, kopiują dane do swoich systemów, a następnie szyfrują je na dysku. Przede wszystkim robią to, by uzyskać okup za odszyfrowanie danych. Jednak firmy mówią często: nie będziemy płacić, bo mamy kopie zapasowe. Jednak przestępcy oczekują okupu nie tylko za to, że dostarczą klucz do odszyfrowania, ale także za to, że nie ujawnią tych danych. Więc to jest taki podwójny szantaż – tłumaczy dyrektor NASK.
Dr in. Radosław Nielek zwrócił też uwagę, że wycieki na dużą skalę często dotyczą podmiotów prywatnych. Gdy firma przetwarza dane milionów obywateli, skutki jej problemów przestają być wyłącznie biznesowe i stają się wyzwaniem dla całego państwa.
Największą barierą nie są pieniądze
Dyrektor NASK zapewnia, że instytucji nie ogranicza dziś brak środków. Problemem jest dostęp do najwyższej klasy specjalistów. Jak ocenił, takich ekspertów nie da się przygotować w rok czy dwa – potrzeba nawet 10–15 lat doświadczenia.
– Z mojej perspektywy – w kontekście robienia rzeczy, które uważam są super ciekawe, ważne i miałyby ogromne pozytywne skutki dla cyberbezpieczeństwa w Polsce – to, co mnie ogranicza, to jest dostępność najwyższej klasy specjalistów. I nawet nie dlatego, że nie jestem w stanie zaoferować rynkowych wynagrodzeń, bo oferuję im rynkowe wynagrodzenia. Tylko dlatego, że ich w Polsce po prostu nie ma nieskończenie wiele – mówi.
Mimo rosnącej presji szef NASK podkreśla, że na tle Europy – polski system cyberbezpieczeństwa jest dobrze zorganizowany. Jednak sukces w tej materii często pozostaje niewidoczny.
– Bardzo trudno składać obietnice w tym obszarze, bo to trochę jak z saperem, dopóki nic nie wybuchło, to nikt nie wie o ich istnieniu. Mam więc nadzieję, że o nas nie będzie głośno, w tym sensie, że każdy z obywateli będzie mógł wstać rano, włączyć światło, odkręcić wodę, pojechać komunikacją publiczną do pracy, popracować, wrócić z tej pracy i zająć się zabawą z własnymi dziećmi. I mam nadzieję, że tak to będzie działać. Robimy bardzo dużo, żeby tak było – podsumowuje Radosław Nielek.
