Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

"Wymysł, obsesja", "pan Grodzka", "nienormalność" - tak posłankę Annę Grodzką określają konserwatywni publicyści. Ataki budzą gorącą dyskusję w internecie. Jedni bronią, inni obrażają. - Polacy zamykają się w swoich systemach wartości, rytuałów - wyjaśnia socjolog.

REKLAMA
Prawicowi posłowie i publicyści przypuszczają ataki na posłankę Ruchu Palikota Annę Grodzką. - Nienormalność każą nazywać normalnością - powiedział w niedzielę w nocy na antenie Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk. - Jak jeden z posłów przez przejęzyczenie powiedział "proszę pana" do mężczyzny, który w wieku 56 lat powiedział, że jest kobietą i zaczął się robić kobietą, to go do komisji etyki! - dodał zwracając się do słuchaczy.
Wcześniej, podczas jednego z posiedzeń sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, poseł PiS Jan Dziedziczak zwracał się do posłanki Grodzkiej używając słowa "pan", a jeszcze w czasie kampanii wyborczej prawicowy publicysta Tomasz Terlikowski mówił o niej, że "jest mężczyzną, który pozbawił się narządów płciowych i udaje kobietę, co świadczy o odejściu od Kościoła katolickiego".
Na Grodzkiej nie zostawia suchej nitki także Łukasz Warzecha. Przez kilka wpisów na Twitterze udowadniał wczoraj, że zmiana płci to jej "widzimisię". "Wymysł, obsesja - jak zwał, tak zwał. Na pewno nie norma", "Mnie nikt nie zmusi, żebym na Murzyna przestał mówić "Murzyn", a na Cygana "Cygan", "Gdyby ktoś publicznie mówił o mnie "pani", tylko popukałbym się w głowę. Ale jeśli będę mówił o Grodzkiej "pan", to dopuszczam się wielkiej obrazy" - pisał.
Czasem krytyka przybiera ekstremalne formy - nazwisko Grodzkiej znalazło się na liście "zdrajców rasy" opracowanej przez neonazistowski portal. Prokuratura 16 marca umorzyła śledztwo w tej sprawie.
- Anna Grodzka jest katalizatorem nienawiści - uważają socjologowie.
Zamknięci w rytuałach
Polacy zamykają się w swoich systemach wartości, rytuałów. To pewna strategia w świecie, gdzie funkcjonuje równolegle zbyt wiele norm. Kiedy okazuje się, że coś zagraża systemowi, który akurat wybraliśmy, należy się tego obawiać - wyjaśnia prof. Szlendak. - Niektórzy, ogłosili się ideologami konserwatywnego świata, bojownikami w słusznej sprawie. Czują się oblężeni w twierdzy, której nikt nie oblega i nie mieści im się w głowie, że równoległe światy mogą funkcjonować równie dobrze.
Anna Grodzka jest nie do zaakceptowania dla konserwatystów, bo burzy patriarchalną koncepcję świata, w której mężczyzna i kobieta mają swoje tradycyjne role, a seksualność określony wymiar i funkcję. Jak bowiem w takim układzie zaakceptować mężczyznę, który w wieku 56 lat postanowił operacyjnie zmienić płeć, każe tytułować się określeniem "pani" i zamiast ukryć się przed światem ma jeszcze czelność startować do parlamentu?
Prof. Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. zaznacza, że problem nie dotyczy jedynie osób o konserwatywnych poglądach. - Takim samym zagrożeniem dla stylu życia może być Anna Grodzka jak i Tadeusz Rydzyk - mówi.

"Korytarzowy ping-pong"

Po tym, jaki oddźwięk wywołał wśród naszych internautów temat krytykowania Anny Grodzkiej przez ojca Tadeusza Rydzyka, wydawało się, że sprawa dzieli Polaków i budzi naprawdę gorące emocje. Kiedy rano zagajam ten temat w newsroomie, okazuje się jednak, że… tak naprawdę nikogo one nie interesują. Postawy redakcyjnych kolegów potwierdzają socjologowie.
- Gotuje się goręcej niż się podaje. Politycy rozgrzewają spory, ale osiemdziesięciu kilku procent społeczeństwa one nie interesują, w życiu ludzie są od nich oddaleni - uważa prof. Paweł Śpiewak. - Gorący polityczny teatrzyk ma na celu uzyskanie stałego poparcia dla jakiegoś określonego poglądu. Nie mam jednak poczucia, aby przekładał się on na napięcia międzyludzkie, raczej wywołuje znużenie.
- To jest tak nudne, że wręcz przyczynia się do zobojętnienia, rozczarowania polityką, autorytetami, a w konsekwencji do mniejszego zaufania wobec decyzji polityków - dodaje socjolog. - Wymiany inwektyw przed kamerami to taki korytarzowy ping pong, nie wiem, czy ktoś go potem pamięta. A kiedy wyłącza się kamery, posłowie spotykają się w hotelu poselskim i piją winko.
Słowa socjologów zdają się potwierdzać wyborcze wyniki. Mimo kontrowersji które wzbudza, Anna Grodzka miała jeden z najlepszych wyników w tradycyjnym Krakowie. Czy to oznacza, że konserwatywna, zamknięta twierdza pada?
- Nie ma o tym mowy - rozwiewa wątpliwości prof. Szlendak. - Ludzie, którzy mają kiepskie pensje, pracują na niesatysfakcjonujących stanowiskach, nie mogą znaleźć za sprawa niskiej pozycji odpowiednich partnerów. Potrzebują sposobu na wyładowanie frustracji - podsumowuje.