
Jest taka stara zasada w motoryzacji: nie zmienia się czegoś, co doskonale działa i przynosi miliony. W przypadku Szwedów sprawdza się ona aż do bólu. Dlatego po raz kolejny Volvo odświeża swoje kultowe modele XC40 i XC60. Oba pojawiły się w Warszawie i mogłem im się przyjrzeć z bliska.
Czy zdajecie sobie sprawę, że Volvo XC60 oraz mniejsze Volvo XC40 są na rynku nieprzerwanie od 2017 roku? W przyszłym roku stuknie im okrągła dycha na karku. W świecie współczesnych aut to w zasadzie wiek emerytalny, a tymczasem słupki sprzedaży w salonach ani drgną. Polacy wciąż kupują te samochody na potęgę.
Co więcej, większe XC60 przeszło właśnie swój trzeci lifting. Zaledwie rok temu Szwedzi odświeżyli ten model, wstawiając inny grill i dopieszczając system Google, a teraz znowu wzięli oba bestsellery na warsztat.
Obejrzyj film:
Tak wygląda teraz XC60
Z zewnątrz zmiany w Volvo XC60 zauważycie od razu, jeśli tylko choć trochę interesujecie się motoryzacją. Przedni pas dostał zupełnie nowe reflektory, które wprost nawiązują do flagowego XC90. Auto zyskało nieco więcej powagi, wygląda szerzej i zdecydowanie bardziej nowocześnie.
Z tyłu z kolei delikatnie przeprojektowano wycięcie pod tablicę rejestracyjną na klapie bagażnika oraz zmieniono sygnaturę świetlną lamp, pakując je w modne, przyciemniane klosze. W palecie pojawił się też ciekawy nowy lakier Heather Bronze (znany z nadchodzącego EX60).
We wnętrzu XC60 na pierwszy rzut oka nie zmieniło się nic i bardzo dobrze, bo minimalistyczna kabina z pionowym tabletem wciąż wygląda świeżo. Prawdziwe trzęsienie ziemi zaszło jednak tam, gdzie nie sięga wzrok.
Bateria większa niż w autach na prąd
Gdy zajrzałem w dane techniczne odmian plug-in, czyli T6 i T8, zbierałem szczękę z podłogi. Pod maską dalej pracuje benzynowe 2.0, ale w podwozie upchnięto gigantyczny akumulator trakcyjny.
Ma on blisko 42 kWh pojemności brutto (37,9 kWh netto). Dla porównania: niektóre małe auta w pełni elektryczne mają mniejsze baterie! Przekłada się to na kosmiczne parametry:
To oznacza, że przez 90 procent roku jeździcie tym wozem jak pełnoprawnym elektrykiem, ładując go raz na kilka dni. Brzmi jak motoryzacyjny ideał? Niby tak, ale bolaczką jest wlaśnie to ładowanie, bo o ile inne marki sięgają po mocniejsze ładowanie prądem stałym (DC), to niestety Volvo nie jest w tym gronie.
I tak, owszem, plug-iny, jak i elektryki kupują głównie ludzie, którzy mają dom i wallboxa, fotowoltaikę lub miejsce do ładowania pod pracą, więc pokładowa ładowarka AC im wystarczy.
Ale czy o to chodzi, żeby dyskredytować tych, którzy mieszkają w blokach? A przecież takie rozwiązanie byłoby w ich przypadku genialne, bo podjechaliby na ładowarkę DC 50 kW i mieliby naładowane auto na tydzień (lub więcej) w parę godzin. Dwa ładowania w miesiącu, to jak z tankowaniem! Szkoda, bo to w sumie nie jest ogromny minus, ale bardziej zmarnowany potencjał.
Volvo XC40 dostało ostrzejsze linie i wielki ekran
Równolegle kurację odmładzającą przeszło Volvo XC40. Tutaj styliści postawili na bardziej kanciasty, zadziorny przód i tył, który idealnie pasuje do małego, zwartego nadwozia.

W kabinie pojawił się za to powiew świeżości w postaci nowego, 11,8-calowego ekranu systemu multimedialnego, przeniesionego wprost z większych modeli. Działa błyskawicznie, ma świetną rozdzielczość i wbudowane usługi Google.
Niestety, w przypadku XC40 nie doczekaliśmy się rewolucji pod maską. Nie ma tu nowego, potężnego układu PHEV, ale w ofercie pozostają sprawdzone miękkie hybrydy z silnikami B3 oraz B4.
Volvo kupiło XC40, jak i XC60 w świetny sposób kolejny rok lub i trzy na rynku w tej wersji, a ludzie je kupią, bo są zakochani w tych samochodach. I ja się im nie dziwię.
