
Karkonosze z każdym rokiem zyskują na popularności. Są znacznie łatwiejsze do wędrówki niż Tatry, a przy okazji zapewniają niesamowite widoki.
Wybierając Karkonosze na swoją bazę, najczęściej decydujemy się na Szklarską Porębę lub Karpacz. Z tej pierwszej mamy idealne warunki do wędrówek po Górach Izerskich, ale i do wyjścia nad Wodospad Szklarki, Wodospad Kamieńczyka czy na wyprawę na czeską stronę. Karpacz to oczywiście Samotnia i królowa Karkonoszy, czyli Śnieżka. A co by było, gdyby połączyć to wszystko w jedną wędrówkę? To prawdziwy sprawdzian dla kondycji (35 kilometrów i ok. 9–11 godzin marszu), ale i cudowna karkonoska przygoda, którą można urozmaicić na wiele sposobów.
Najpiękniejszy szlak Karkonoszy. Zacznij wcześnie rano, żeby wyprzedzić innych
Główny Szlak Sudecki to trasa znakowana kolorem czerwonym, mierząca ok. 440 kilometrów. Na jej przejście trzeba zarezerwować ok. 14 dni, czyli długi urlop, a na tyle wolnego rzadko możemy sobie pozwolić. Dlatego warto podzielić ją sobie na mniejsze odcinki. Jeden z ciekawszych wiedzie właśnie przez polsko-czeskie Karkonosze.
Wędrówkę warto zacząć wcześnie rano w Szklarskiej Porębie. Przygodę rozpoczynamy na czerwonym szlaku wiodącym nad Wodospad Kamieńczyka, który zauroczył nawet filmowców pracujących nad jedną z części opowieści z Narnii. Jeszcze zanim dojechałam do Szklarskiej Poręby, całą trasę zaplanowałam w internetowej wersji aplikacji Mapy.com, a następnie zsynchronizowałam ją z telefonem.
I teraz najważniejsze – pobrałam mapę w aplikacji na smartfonie, żeby mieć do niej dostęp nawet wtedy, gdy w górach stracę zasięg. Ponieważ trasa wiedzie polsko-czeskim pograniczem, konto premium pozwoliło mi pobrać mapy dla obu krajów. Koszt rocznej subskrypcji to 45,99zł, więc jeśli regularnie wyjeżdżacie w góry albo planujecie piesze wycieczki, zdecydowanie warto zainwestować. W darmowej wersji możecie mieć zapisany równocześnie tylko jeden kraj, więc polecam wybrać Polskę. Bez połączenia z Internetem można też bez problemu wyszukiwać miejsca na trasie i nawigować wyprawę, więc aplikacja Mapy.com towarzyszyła mi przez cały dzień w trasie.
Przed wymarszem sprawdziłam też pogodę. Ta także od niedawna dostępna jest w aplikacji Mapy.com. Dzięki temu wiedziałam, że choć wędrówkę zaczynam w pięknym słońcu, to o kurtce muszę pamiętać. Prognozy w aplikacji jasno wskazywały, że Śnieżka, nazywana także polską górą wiatrów, udowodni, dlaczego uzyskała taki przydomek. Podmuchy na poziomie ok. 20 m/s wychładzają błyskawicznie. Tak przygotowana mogłam ruszać w trasę wraz z ekipą trojga znajomych.

Pierwszym ważnym punktem na naszej mapie był oczywiście Wodospad Kamieńczyka. Żeby zejść do jego stóp, trzeba kupić dodatkowy bilet i wypożyczyć na miejscu kask, ale dla tego widoku naprawdę warto. Wodospad da się też podziwiać z tarasu przy pobliskim schronisku, które może być waszym miejscem na śniadanie.
Następnie zaczyna się dość wymagające podejście – na przestrzeni ok. 3,5 km trzeba pokonać 500 metrów przewyższenia. To dobry test dla kondycji, który powinien zająć ok. 2 godzin. W nagrodę czeka was jeden z najcudowniejszych widoków. Idąc Głównym Grzbietem Karkonoszy, podziwiacie panoramę Szklarskiej Poręby, zieleń kosodrzewiny, a także torfowiska. Ten fragment kończycie z widokiem na przepaść Śnieżnych Kotłów. W Karkonoszach naprawdę trudno o piękniejsze krajobrazy.

Kiedy zatrzymaliśmy się przy Trzech Świnkach na krótki odpoczynek, odpaliłam aplikację, żeby sprawdzić dalszą trasę. Dzięki temu znalazłam dodatkową atrakcję; po drodze do Śnieżnych Kotłów warto odbić także na żółty szlak do symbolicznego źródła Łaby. Oprócz studni znajdziecie tam także herby wszystkich większych miast, przez które przepływa rzeka. A na długości ok. 1100 km jest ich wiele.
Mało znana część Karkonoszy i ekspozycja dla fanów wysokości
Fragment do Śnieżnych Kotłów należy do bardzo popularnych, stąd warto wybrać się na wędrówkę wcześnie rano, żeby zdążyć przed tłumami turystów. Natomiast dalsza część opisywanego szlaku to już gratka dla miłośników górskiej ciszy i spokoju.
Ze Śnieżnych Kotłów ruszacie bowiem dalej czerwonym szlakiem i na dobry początek podziwiacie ekspozycję pod Wielkim Szyszakiem. Spory fragment trasy to po prostu płasko ułożone kamienie, za których krawędzią zaczyna się przepaść. Osoby z lękiem wysokości mogą czuć tu duży dyskomfort, ale to jedyny taki fragment na całej trasie. Dalej wchodzicie na czeską stronę Karkonoszy, która zaskoczyła mnie ciszą i spokojem.

W towarzystwie nielicznych turystów wędrowaliśmy kamiennymi ścieżkami, czasami kostką lub asfaltem, mijając kolejne schroniska: najpierw Petrovą boudę, a później Špindlerovą boudę. Polecam wam jednak przejść jeszcze kilkaset metrów dalej do schroniska Odrodzenie, znajdującego się już po polskiej stronie Karkonoszy. To piękny budynek z tradycyjnym wnętrzem wykończonym drewnem, który zachował prawdziwy schroniskowy klimat – o co w polskich Karkonoszach jest coraz trudniej.To też idealne miejsce na chwilę odpoczynku, bo kolejne 2,5 kilometra to ciągła trasa pod górę i kolejne ok. 200 metrów przewyższenia do pokonania.
Na tym etapie czułam już całkiem spore zmęczenie, a przy mojej marnej kondycji podejście to okazało się sporym wyzwaniem. Żeby nie spowalniać reszty ekipy, w aplikacji Mapy.com udostępniłam im zaplanowaną trasę, dzięki czemu każdy z nas miał dostęp do mapy i mogliśmy się umówić na spotkanie w konkretnym punkcie.
Po przejściu górki i pokonaniu sporego płaskiego odcinka dotarliśmy do Słonecznika (formacji skalnej), gdzie znów czekały nas niezapomniane widoki. W tym ten, który uważam za najładniejszy, czyli Kocioł Małego i Wielkiego Stawu. Tej panoramy prędko się nie zapomina. W tym samym miejscu znajdują się także ruiny schroniska im. Księcia Henryka, które zostały opisane w bardzo popularnej serii kryminałów. I dokładnie w tym punkcie czekała na mnie pozostała część ekipy. Musieli chwilę poczekać, ale przynajmniej mieli ładne widoki i zrobili sobie całą sesję zdjęciową. Dodatkowo stąd na Śnieżkę jest już tylko 5 kilometrów, a na miejscu powinniście być po ok. godzinie i 45 minutach marszu.

Mapy.com znam od dawna i wykorzystuję nie tylko podczas wędrówek
Drogę powrotną z Królowej Karkonoszy mogliśmy zaplanować na kilka sposobów. Najszybszy jest szlak czerwony prowadzący do Górnego Karpacza. Ja jednak miałam dość stromych zejść, a profil wysokościowy i moje wspomnienia jasno dowodziły, że tuż za Domem Śląskim jest strome zejście szlakiem pełnym zakrętów. Stąd po analizie mapy nasz wybór padł na powrót do Spalonej Strażnicy i zejście dłuższą, ale łagodniejszą trasą przez Strzechę Akademicką i Samotnię. Gdyby natomiast wędrówka dała się wam we znaki (w nogach będziecie mieć wówczas ok. 25 kilometrów), możecie zejść do Kopy, gdzie znajduje się wyciąg, którym zjedziecie do Karpacza.

Tak w dużym skrócie wyglądało moje przejście tą trasą. Jeżeli czujecie się na siłach, naprawdę polecam wam podobną wędrówkę, bo nie dość, że oglądacie najpiękniejsze miejsca w Karkonoszach, to na dodatek omijacie tłumy turystów, które odwiedzają tylko najpopularniejsze miejsca. A jeżeli zamiast wędrówek po górach wolicie np. rower, to też polecam wam aplikację Mapy.com. Znajdziecie tam mapy z trasami rowerowymi (świetnie sprawdzają mi się na wycieczkach w Czechach), a w wersji premium można zaplanować też trasy biegowe. Uniwersalność tej aplikacji i cały wachlarz przydatnych funkcji sprawiają, że to jeden z moich górskich niezbędników, który realnie ułatwia podróżowanie.
MATERIAŁ PARTNERA
