Karol Nawrocki i petycja.
Wapowanie pod topór. Rząd podnosi podatki, biznes apeluje o weto Fot. KSikorski/TukuYoTuku/Shutterstock.

Skok akcyzy i opłaty za badania mogą położyć branżę, której produkty dla wielu Polaków są już stylem życia. Rodzimy przedsiębiorcy zebrali 124 tysiące podpisów pod petycją o weto prezydenta Karola Nawrockiego, ostrzegając, że nadchodzące przepisy mogą rozdmuchać czarny rynek.

REKLAMA

Wapowanie dla wielu Polaków stało się elementem codziennego stylu życia i alternatywą dla tradycyjnego tytoniu. Przedsiębiorcy z tego biznesu ostrzegają, że może teraz trafić pod topór, a nad całym rynkiem e-papierosów zawisły jednak czarne chmury. 141 polskich małych i średnich firm skierowało apel do prezydenta Karola Nawrockiego z prośbą o zawetowanie dwóch rządowych ustaw (druki nr 2839 i 2362). Za biznesem stanęli sami konsumenci – pod petycją dołączyło aż 124 tysiące obywateli.

Kij na polski biznes, marchewka dla gigantów

Co wywołało oburzenie? Projekt Ministerstwa Finansów zakłada podniesienie akcyzy na e-papierosy od przyszłego roku do 2,2 zł za ml – czyli poziomu dwukrotnie wyższego niż unijna średnia. Do tego dochodzi wzrost opłat za urządzenia do waporyzacji z 40 do 50 zł.

Z kolei Ministerstwo Zdrowia chce nałożyć obowiązek szczegółowych badań składu produktów. Cena? Aż 18 tysięcy złotych za jedno badanie, choć realny koszt to ok. 1,5 tys. zł. Dla rodzimych firm taki parapodatek to wyrok śmierci. Udźwignąć go zdołają jedynie międzynarodowe koncerny tytoniowe.

"Jedynymi beneficjentami tych zmian będą zajmujące się przemytem grupy przestępcze i międzynarodowe koncerny tytoniowe, które stopniowo wypierają rodzimych producentów i dystrybutorów z rynku" – ostrzegają w apelu do Karola Nawrockiego polskie firmy, przypominając, że po ostatnich zmianach, które miały wyeliminować jednorazowe e-papierosy, ponad połowa polskiego rynku to wyroby z nielegalnych źródeł.

Czarny rynek już zaciera rączki

Przedsiębiorcy podkreślają, że nie walczą z ochroną zdrowia, lecz z regulacjami, które wypchną konsumentów w objęcia przestępczości. Obecnie połowa polskiego rynku e-papierosów to wyroby z nielegalnych źródeł, w tym z przemytu i rosnącej szarej strefy. Ten efekt wystąpił po ostatniej zmianie w przepisach akcyzowych i zdaniem przedsiębiorców wymyka się spod kontroli. To nie jest problem wyłącznie Polski, a zjawisko obecne w całej Unii Europejskiej.

Wedle badań temu poświęconych już ok. 35 proc. europejskiego rynku można przypisać bezpośrednio nielegalnemu handlowi, a kolejne ok. 13 proc. to prywatny import produktów niezatwierdzonych lub nieopodatkowanych. Sporo takich produktów spływa z Chin, Shenzhen. Przepływ towarów z tego miejsca urósł dyskretnie, odpowiadając po prostu na nagły wzrost zapotrzebowania Europejczyków, którzy nie chcieli obciążać portfeli drożejącymi produktami.

Ciągłe dokręcanie śruby sprawi, że Polacy zamiast po bezpieczne produkty z legalnych sklepów, sięgną po towar z czarnego rynku. Co jest banalnie łatwe: wystarczy mieć internet, media społecznościowe w miejsce legalnego sklepu i towar niespełniający norm bezpieczeństwa odbiera się z Paczkomatu. Oczekiwania wobec prezydenta są jasne: weto i wypracowanie rozwiązań, które ochronią zdrowie publiczne bez niszczenia polskich firm, miejsc pracy i wolności konsumenckich wyborów.

"Dalsze procedowanie tych przepisów doprowadzi do całkowitej likwidacji legalnej gałęzi polskiego przemysłu i oddania rynku międzynarodowym korporacjom oraz grupom przestępczym" – piszą autorzy petycji. Przypominają, że zakazami nie wygra się z nielegalnym rynkiem, który działa ponad granicami i nie jest skrępowany przepisami.