Pomagać Ukrainie mimo gloryfikacji UPA? Bartosz Cichocki stawia sprawę jasno
Pomagać Ukrainie mimo gloryfikacji UPA? Bartosz Cichocki stawia sprawę jasno fot. naTemat

Spór o upamiętnianie UPA nie może przesłonić zagrożenia ze strony Rosji. Ale pomoc Ukrainie nie oznacza milczenia w sprawach historycznych. Bartosz Cichocki w "Rozmowie naTemat" wskazuje, gdzie Polska powinna postawić granice. Ostrzega też przed porozumieniem, które zamiast trwałego pokoju przyniosłoby Ukrainie kapitulację.

REKLAMA

Polska powinna stanowczo reagować na gloryfikowanie UPA i nadal wspierać Ukrainę w obronie przed Rosją – przekonuje Bartosz Cichocki. W rozmowie z Pawłem Orlikowskim były ambasador RP na Ukrainie podkreśla, że oburzenie nie zastąpi skutecznej dyplomacji. Jego zdaniem Warszawa potrzebuje konsekwentnej polityki, a nie kolejnych gwałtownych reakcji. Dotyczy to zarówno pamięci o ofiarach, jak i rozmów o zakończeniu wojny.

Pytanie o "europejskość Ukrainy"

Punktem wyjścia rozmowy jest uchwała Lwowskiej Rady Obwodowej ustanawiająca rok 2027 rokiem UPA oraz Romana Szuchewycza. Cichocki podkreśla, że odpowiedzialności za tę decyzję nie należy przenosić na wszystkich Ukraińców. Rozróżnia też radę obwodową, będącą odpowiednikiem sejmiku województwa, od władz miasta Lwowa.

Były dyplomata dostrzega zmianę w reakcji Kijowa. Jak wskazuje, osoby, które wcześniej broniły decyzji gloryfikujących UPA, tym razem dystansują się od uchwały. To jego zdaniem szansa na rozmowę, choć wcześniejszych napięć nie da się po prostu wymazać.

– Powinniśmy walczyć o to, żeby ten problem gloryfikacji UPA nie był postrzegany jako problem polsko-ukraiński, bo to nie jest problem polsko-ukraiński. To jest pytanie o europejskość Ukrainy – mówi.

Cichocki proponuje wykorzystanie procesu integracji europejskiej do dyskusji o standardach pamięci historycznej. Nie chodzi mu o blokowanie Ukrainy, lecz o wsparcie jej przemiany. Równocześnie przestrzega przed działaniami, które mogłyby zagrozić poszukiwaniom i ekshumacjom ofiar.

– My oczywiście nie mamy innego wyjścia, i tak musimy protestować, ale przynajmniej utrzymajmy to, co mamy, czyli prawo do poszukiwania i pochówku ofiar UPA – podkreśla.

Ukraińcy chcą pokoju. Ale kto zagwarantuje, że Rosja się zatrzyma?

W sprawie negocjacji Cichocki studzi zarówno nadzieje na szybki przełom, jak i przekonanie, że każda inicjatywa Donalda Trumpa musi oznaczać porozumienie ponad głowami Ukraińców. Zwraca uwagę na znaczenie konsultowania propozycji z Kijowem i europejskimi partnerami.

Najważniejszy problem widzi jednak gdzie indziej: nawet bolesne ustępstwa nie dają pewności, że Rosja zakończy agresję.

– Oni są gotowi na ustępstwa, godzą się z rzeczywistością, tylko chcieliby, żeby w zamian za te ustępstwa nastąpił trwały pokój, już nawet niesprawiedliwy, ale trwały pokój – ocenia.

To dlatego tak istotne są gwarancje bezpieczeństwa. Ukraińcy potrzebują odpowiedzi na pytanie, co powstrzyma Rosjan przed kolejnym atakiem po zawieszeniu broni. Sam podpis pod porozumieniem nie rozwiązuje tego dylematu.

Cichocki obawia się także skutków kolejnej zimy i rosyjskich uderzeń w infrastrukturę. Zniszczenie dostaw prądu, ciepła i wody może sprawić, że życie w dużych miastach stanie się niemożliwe. Nie oznacza to jednak, że Ukraina musi skapitulować. Jak zaznacza, jej mieszkańcy wiedzą, komu mieliby się poddać.

Polska nie musi zabiegać o każde miejsce przy stole

Były ambasador kwestionuje przekonanie, że najważniejszym celem polskiej dyplomacji powinien być udział w każdym spotkaniu dotyczącym wojny. Najpierw trzeba odpowiedzieć sobie, jakiemu porozumieniu taki udział miałby służyć.

Polska, w jego ocenie, powinna konsekwentnie stawać po stronie ofiary agresji. Jeśli zachodni sojusznicy zaakceptują rozwiązanie niekorzystne dla Ukrainy, Warszawa musi być gotowa się sprzeciwić, nawet kosztem politycznych uprzejmości.

– Odepchnięcie, uleczenie tej choroby neoimperialnej rosyjskiej jest ważniejsze niż poklepywanie na zachodzie po ramionach – mówi Cichocki.

W tym kontekście pada jego postulat gotowości do "wywrócenia stolika". Nie jest to odrzucenie dyplomacji, lecz sprzeciw wobec pokoju rozumianego jako wymuszenie kapitulacji na zaatakowanym państwie.

Porażka Rosji?

Bartosz Cichocki nie wierzy, że same obietnice korzystnych interesów przekonają Moskwę do porzucenia agresji. Jego zdaniem rosyjskie władze postrzegają zbliżenie Ukrainy z Zachodem w kategoriach zagrożenia dla własnego państwa, a nie rachunku ekonomicznego.

Dlatego opowiada się za długotrwałym wsparciem ukraińskiej obrony i presją sankcyjną. Także wtedy, gdy decyzje ukraińskich polityków budzą w Polsce uzasadniony sprzeciw.

– Rosjanie w swoich głowach muszą zrozumieć, że przegrali, że taka polityka, polityka zbrojnej agresji, podboju, kończy się porażką – podkreśla.

Nie obiecuje szybkiego sukcesu. Ostrzega, że może to być proces znacznie dłuższy niż rok, dwa czy pięć lat. Dlaczego mimo tego uważa tę drogę za konieczną i jak polskie spory wewnętrzne osłabiają naszą dyplomację? O tym mówi w pełnej "Rozmowie naTemat".