
Dawno żadne auto nie wywołało u mnie takiego uśmiechu na twarzy. W dobie, gdy do obsługi wycieraczek czy zmiany temperatury nawiewu potrzebujemy przeklikiwać się przez menu w tablecie, na salony wjeżdża on. Cały w błocie. Ineos Grenadier Quartermaster to samochód, który totalnie ignoruje wszystkie współczesne trendy.
Jeśli czytacie moje teksty, doskonale wiecie, jak bardzo irytuje mnie dotykowa "tabletoza" w nowoczesnych autach. Prawdziwą zmorą nowych samochodów jest to, że nie da się ich obsłużyć bez odrywania wzroku od drogi. I tutaj ten potężny terenowy pickup wchodzi cały na biało. Wnętrze to absolutny hołd dla starej, dobrej ergonomii.
Kiedy podnosisz wzrok, widzisz potężny panel na podsufitce przypominający kokpit helikoptera. Każdy przełącznik jest masywny, fizyczny i skrojony tak, by dało się go kliknąć nawet w grubej, roboczej rękawicy.
Zero smyrania palcem po szklanych ekranach z nadzieją, że trafisz w odpowiednią ikonkę. To wnętrze jest po prostu pancerne, z korkami odpływowymi w podłodze włącznie!
Mój test Ineosa Grenadiera szybko udowodnił mi, że da się stworzyć kabinę surową, łatwą w utrzymaniu czystości, a jednocześnie zaskakująco wygodną w długiej trasie.
Silnik BMW pod maską i potężne możliwości w terenie
Zostawmy jednak przyciski, bo ten wóz ma służyć do ciężkiej harówki. Dane techniczne Ineosa Quartermastera to mokry sen każdego fana off-roadu. Klasyczna rama drabinowa, sztywne mosty i reduktor, który aktywujemy potężną, mechaniczną wajchą. Zamiast wymyślać koło na nowo, Brytyjczycy poszli po rozum do głowy i sięgnęli po sprawdzone rozwiązania.
Pod maską pracuje tu wybitna rzędowa "szóstka" od BMW – ja dostałem do testów mocnego diesla, spiętego z rewelacyjnym i niezniszczalnym automatem ZF. Wół roboczy z kulturą pracy niemieckiej limuzyny premium? Brzmi to jak abstrakcja, ale w praktyce naprawdę zdaje egzamin.
W terenie ten wóz idzie jak czołg, kpiąc sobie z przeszkód. Jeśli jednak zastanawiacie się, jak w praktyce wygląda spalanie Ineos Grenadier w wersji pickup... cóż, aerodynamika kiosku Ruchu oraz masa własna robią swoje. Fizyki nie oszukacie, spalanie potrafi być dwucyfrowe, ale za taką wszechstronność i niezawodność po prostu trzeba zapłacić na stacji.
Cena Ineosa Grenadiera Quartermastera wyrywa z butów, ale to sprzęt na lata
Nie ma róży bez kolców. Kiedy już zakochasz się w jego surowym, mechanicznym charakterze i tym, jak pewnie czujesz się za jego kierownicą, przychodzi brutalne zderzenie z cennikiem. Cena Ineosa Grenadiera Quartermastera to absolutny kosmos i potężny kubeł zimnej wody na głowę każdego, kto szuka po prostu "taniego auta z paką" do wożenia gruzu.
Startujemy z pułapu dalece przekraczającego 300 000 zł, a po dorzuceniu kilku pakietów wyprawowych windujemy tę kwotę do rewirów zarezerwowanych dla luksusowych limuzyn.
Tyle tylko, że ten prawdziwy samochód terenowy nie udaje grzecznej "bulwarówki". Tu płacisz za bezkompromisowy sprzęt, który ma cię dowieźć na koniec świata i z niego bezpiecznie wrócić.
Zobacz nasz pełny test wideo Ineosa Grenadiera Quartermastera!
Wszystkich moich wrażeń z taplania się w błocie po prostu nie da się opisać słowami. To trzeba zobaczyć na własne oczy. Jak w praktyce wygląda ten gigantyczny "helikopter" na kołach i jak układ napędowy od BMW radzi sobie pod obciążeniem?
Oglądajcie poniżej!
