wybory w Izraelu
"Powinni wziąć odpowiedzialność". Niemiecka prasa o opozycji w Izraelu Fot. Roman Yanushevsky / Shuttestock

Dominującym tematem komentarzy w niemieckiej prasie są dziś wyniki wyborów parlamentarnych w Izraelu.

REKLAMA

W Izraelu trwa liczenie głosów, które ma zakończyć się w czwartek. W środę (28.10) przeliczono ponad 88 proc. głosów, a wyniki potwierdzają prognozę exit poll: choć Likud Benjamina Netanjahu uzyskał największe poparcie, to ani jemu, ani rywalowi Gadiemu Eisenkotowi nie udało się zdobyć większości. Eisenkot może sformować rząd dzięki koalicji z partiami arabskimi, które zdobyły najpewniej 19 miejsc – czyli najwięcej w historii.

Z partiami arabskimi koalicja Eisenkota mogłaby liczyć na 47 miejsc w Knesecie, a do większości potrzebuje 61. Problemem jest niechęć Eisenkota i jego bloku do koalicji z Arabami, a tylko taka koalicja może – wg wyników podanych w środę – odsunąć od władzy Likud Netanjahu i religijną prawicę oraz pozwolić rozliczyć ich z odpowiedzialności za wojnę w Strefie Gazy.

"Również w Izraelu sondaże nie zawsze odzwierciedlają nastroje społeczeństwa" – zauważa "Frankfurter Allgemeine Zeitung". "Jeśli utrzyma się trend widoczny podczas liczenia głosów w środowe popołudnie, Likud pozostanie najsilniejszym ugrupowaniem w Knesecie. (…) Strategia, w ramach której jego rywal, Eisenkot, prezentował się przede wszystkim jako uczciwa i umiarkowana alternatywa, najwyraźniej nie przyniosła oczekiwanego zwycięstwa wyborczego".

"Fakt, że zarówno Netanjahu, jak i Eisenkot zgłosili pretensje do sformowania rządu, również nie zapowiada szybkiego rozwiązania sytuacji. Tymczasem pilnie wymagają rozstrzygnięcia kluczowe kwestie: Strefa Gazy, Liban, Iran oraz Zachodni Brzeg – nigdzie nie ma prawdziwej stabilności ani nawet perspektyw na nią. Faza politycznej niepewności w Izraelu nie powinna zatem trwać zbyt długo, nawet jeśli jego wrogowie są dziś znacznie słabsi niż 7 października 2023 roku" – czytamy.

"Powinni wziąć odpowiedzialność"

"Gadi Eisenkot i jego obóz opozycyjny powinni teraz poważnie potraktować własne postulaty wyborcze. Powinni wziąć odpowiedzialność za Izrael, w którym Netanjahu i jego skrajnie prawicowi partnerzy nie dysponują już większością. Koalicja z partiami arabskimi napotkałaby opór w społeczeństwie, które coraz bardziej przesuwa się na prawo. Stałoby się to niewygodne i podważyłoby twarde stanowisko partii opozycyjnych w kwestiach bezpieczeństwa. Jednak nowy rząd, oparty na kompromisie z arabskimi współobywatelami, mógłby otworzyć dla Izraela nowy, bardziej pokojowy rozdział" – analizuje "Süddeutsche Zeitung".

"Jeśli Netanjahu zdoła utrzymać się u władzy – choćby jako szef rządu tymczasowego – jego polityka przemocy i deprecjonowania innych będzie kontynuowana. A to ta polityka od czterech lat wstrząsa fundamentami demokracji. Byłaby to przyszłość, której naprawdę należy się bać" – ostrzega dziennik z Monachium.

"Kluczową rolę mogą teraz odegrać partie arabskie – wielcy zwycięzcy tych wyborów. Opozycja musi porzucić swój sprzeciw wobec współpracy. W przeciwnym razie to właśnie ona może nieumyślnie utrzymać Netanjahu u władzy. Ci, którzy obarczają Netanjahu odpowiedzialnością za porażkę z 7 października 2023 roku – dnia masakry dokonanej przez Hamas – nie powinni blokować drogi do jego odsunięcia od władzy, kierując się jedynie sztywnym trzymaniem się zasad" – ocenia "Kölner Stadt-Anzeiger".

"Obywatele arabscy ​​to około jedna piąta społeczeństwa Izraela i zasługują oni na większe wpływy polityczne. Według dotychczasowych wyników, obóz Eisenkota oraz partie arabskie dysponują łącznie większością mandatów w Knesecie. Mogliby tym samym przypieczętować długo wyczekiwany koniec ery Netanjahu" – pisze dziennik z Kolonii.

Opracowanie: Monika Margraf