Dziecko i pieniądze
Rodzice fundują dzieciom finansowy analfabetyzm Fot. Shutterstock

Chcemy wychować finansowych geniuszy, ale ulegamy przy prośbie dziecka o kolejną plastikową zabawkę czy batonik. Ponad połowa polskich rodziców nie potrafi odmówić maluchowi drobnego zakupu – i to bez względu na to, ile zarabia. Z najnowszego badania Credit Agricole wyłania się fascynujący, choć bolesny portret: dajemy dzieciom wszystko, bo sami pamiętamy puste półki, ale w ten sposób fundujemy im finansowy analfabetyzm.

REKLAMA

Scenka przy kasie w markecie. Dziecko trzyma w rękach kolejne plastikowe jajko z niespodzianką albo saszetkę z naklejkami. W oczach błysk, w głosie narastająca drama. Rodzic w duchu kalkuluje: "W domu leży już dwadzieścia takich samych, to zbędny wydatek". I co robi chwilę później? Kładzie drobiazg na taśmie, przykłada kartę do terminala i ulega. Znamy to wszyscy, prawda?

To zjawisko masowe, dotykające nas bez względu na stan konta, wiek czy wykształcenie. Z najnowszych badań zrealizowanych na zlecenie banku Credit Agricole wyłania się obraz polskiej rodziny pełen sprzeczności: na poziomie deklaracji chcemy uczyć oszczędzania, ale w praktyce fundujemy dzieciom konsumpcyjny plac zabaw bez granic.

Chcemy mądrych dzieci, ale sami rzucamy im kłody pod nogi

Polscy rodzice doskonale wiedzą, że nic na świecie nie jest darmowe. Aż 86 proc. badanych uważa, że dzieci powinny od najmłodszych lat uczyć się gospodarowania pieniędzmi i sztuki oszczędzania. Niemal trzy czwarte (73 proc.) dostrzega w tym konkretne narzędzie: własne konto bankowe, które ma wprowadzić młodego człowieka w świat dorosłych finansów.

Zderzenie z codziennością bywa jednak bolesne. Aż 60 proc. rodziców przyznaje, że starając się zapewnić pociechom "to, co najlepsze", w rzeczywistości utrudnia im zrozumienie wartości pieniądza. Niewiele mniej, bo 58 proc., mówi wprost: trudno odmówić dziecku nawet drobnego zakupu podczas wizyty w sklepie.

I wiek rodzica nie ma właściwie żadnego znaczenia. W grupie dwudziestolatków, czterdziestolatków czy osób po sześćdziesiątce odsetek tych, którzy wymiękają przed sklepową półką, wynosi 57–58 proc. Pokolenia się zmieniają, ale rodzicielska bezradność wobec próśb dziecka pozostaje niezmienna.

Biedniejsi czy bogatsi – przy kasie pękamy tak samo

Jeszcze bardziej uderzające wnioski płyną z zestawienia tych deklaracji ze statusem materialnym. Intuicyjnie mogłoby się wydawać, że osoby, którym ledwo spina się domowy budżet, będą wykazywać się twardszą ręką. Nic bardziej mylnego.

Trudność z powiedzeniem dziecku "nie" deklaruje 60 proc. rodziców w raczej złej sytuacji finansowej oraz 59 proc. tych w raczej dobrej. Różnica jest statystycznie pomijalna. Różni nas za to poziom stresu – wśród rodziców w trudniejszej sytuacji aż 61 proc. przyznaje, że przeraża ich, jak wielką część budżetu pochłaniają wydatki na dzieci. W grupie zadowolonej ze swoich finansów mówi tak 40 proc. badanych. Czyli rodzice w gorszej sytuacji płacą za zachcianki dzieci z lękiem w sercu, ale... i tak płacą. Dlaczego wpadamy w tę pułapkę?

– Aktualnie zdecydowana większość rodziców w Polsce to przedstawiciele pokolenia Milennialsów, a więc osoby pamiętające czasy niedostatku, braków w sklepach, sytuacji finansowej rodziców, która była daleka od idealnej – tłumaczy Katarzyna Kierzkowska, badaczka w banku Credit Agricole.

Kulturowo realizujemy aspiracje wydawania, korzystania z życia, które jeszcze 20–30 lat temu były nieosiągalne i próbujemy dać dzieciom więcej niż sami mieliśmy. To naturalny mechanizm i poziom zamożności ma tu mniejsze znaczenie. Dzieci uczą się głównie przez obserwację, trudno zatem zbudować w nich poczucie wartości pieniądza bez odmawiania kupna niektórych rzeczy czy nauki oszczędzania.

Katarzyna Kierzkowska

badaczka w banku Credit Agricole

Portfelem leczymy więc własne deficyty z dzieciństwa. Co ciekawe, ojcowie wymiękają szybciej niż matki: do nieoszczędzania na rzeczach dla dzieci przyznaje się 63 proc. mężczyzn wobec 56 proc. kobiet.

Oszczędzanie na start. Jedni planują studia, inni łatają dziury

Raport wskazał też, jak na tle codziennych zakupów wygląda budowanie kapitału na przyszłość. Na dzieci w ogóle nie odkłada ponad jedna trzecia rodziców (36 proc.). Z kolei 30 proc. stara się myśleć perspektywicznie i gromadzi środki na start w dorosłość, edukację czy mieszkanie. Niemal co czwarty badany (24 proc.) odkłada na wycieczki czy obozy, a 15 proc. na bieżące potrzeby, jak ubrania czy buty.

Tyle że skłonność do odkładania maleje wraz z wiekiem opiekunów. Wśród najmłodszych rodziców na dzieci nie odkłada 16 proc., w grupie 30–44 lata – 21 proc., u 45–59-latków 37 proc., a po sześćdziesiątce – 55 proc. Starsze pokolenia mają już dorosłe dzieci, a młodsi rodzice mają dziś lepszą pozycję na rynku pracy, co ułatwia odkładanie.

– Młodzi dorośli często sami finansują już swoje wydatki. Z drugiej strony młodsi rodzice mają też więcej możliwości na rynku pracy. Łatwiej im znaleźć lepiej płatną pracę, czy pracę dodatkową. Obiektywnie, możliwości oszczędzania mogą mieć po prostu większe – zauważa Katarzyna Kierzkowska.

Gdzie odkładamy pieniądze dla dzieci? Konto, lokata, ale też gotówka w domu

Jeśli natomiast chodzi o narzędzia oszczędzania, to choć żyjemy w erze cyfrowej, wciąż mocno trzymamy się tradycji. Ponad jedna trzecia rodziców (36 proc.) wybiera konto oszczędnościowe, 32 proc. lokatę, a 31 proc. osobny rachunek bieżący. Fundusze inwestycyjne to zaledwie 8 proc., a inne produkty – 6 proc.

Najbardziej wymowne jest jednak to, że aż 29 proc. rodziców odkłada pieniądze dla dzieci w gotówce w domu. Prawie jedna trzecia trzyma banknoty w przysłowiowej skarpecie. Wśród najmłodszych rodziców ten odsetek sięga aż 39 proc.

– Młodsze pokolenia mają więcej wydatków nieprzewidzianych, dlatego wybierają elastyczne produkty, jak konto oszczędnościowe – wyjaśnia Katarzyna Kierzkowska. Starsze stawiają na lokaty.

A skąd popularność "skarpety"? – Dzieci często otrzymują od rodziny pieniądze w tzw. kopercie, czyli w gotówce. Trzeba mieć motywację i wiedzę, żeby te środki zagospodarować produktem oszczędnościowym, by nie traciły aż tak bardzo na wartości. Na to nie zawsze mamy czas i odpowiedni poziom wiedzy – odpowiada ekspertka.

Z badania Credit Agricole wynika też, że rodzice posiadający oszczędności znacznie częściej wspierają edukację finansową dzieci – 91 proc. vs 77 proc. u osób bez poduszki finansowej. Dopóki jednak sami nie nauczymy się stawiać granic przy kasie, trudno będzie nam wychować odporne pokolenie. Zapewnianie dziecku "wszystkiego, co najlepsze" nie polega na uleganiu każdej zachciance. Prawdziwą inwestycją bywa konsekwentne zdanie: "Nie, dzisiaj tego nie kupimy". Wartości pieniądza nie da się nauczyć z teorii, dzieci najuważniej patrzą na to, co rodzice sami robią z portfelem.

MATERIAŁ PARTNERA