
Polska i Wielka Brytania stoją na dwóch różnych biegunach. Podczas gdy u nas w debatach publicznych mówi się o odpolitycznieniu związków zawodowych, tam mówi się o odzwiązkowaniu partii. Choć od samego początku istnienia Partii Pracy w Wielkiej Brytanii związkowcy mieli na nią duży wpływ, teraz władze chcą się od nich odciąć. Tymczasem w Polsce PiS coraz chętniej współpracuje z "Solidarnością" Piotra Dudy.
„Ludzie bezwiednie byli zapisywani do Partii Pracy. Mówi się, że wytworzyła się zła praktyka. Podobno proszono ludzi, by zapisywali się do naszej partii tylko po to, by głosowali na ich kandydatów. Labour nie może się na coś takiego zgodzić”.
W samym Falkirk w ciągu dwóch tygodni zapisano 200 nowych członków Partii Pracy. To próba odzyskania przez ten związek wpływów we władzach laburzystów. Zresztą Komitet Centralny "Unite" w swojej strategii politycznej, którą stworzono w 2011 roku zaplanowali nawet odbicie Partii Pracy.
„Od kilku lat Unite wraz z innymi rozmawiało o odzyskaniu wpływów w Labour... zatem w 2012 roku rozpoczniemy kampanię, która będzie obejmowała wszystkie sektory Unite, by powiększyć sferę wpływów w partii. Do Grudnia planujemy zapisać 5 tysięcy członków Unite do Labour. Dzięki temu nie tylko wzrosną dochody partii, ale także zwiększą się nasze wpływy w okręgach wyborczych” CZYTAJ WIĘCEJ
Jednak Partia Pracy, a właściwie jej szef Ed Miliband niekoniecznie chce pieniędzy ze związków zawodowych. Choć ich wartość szacuje się na około 8 milionów funtów rocznie, to jego zdaniem partia politycznie może na tym stracić. Przez te fundusze staje się zakładnikiem związkowców. Zresztą Miliband sam świetnie zdaje sobie sprawę z tego, jak wpływowe mogą być związki w wewnętrznych rozgrywkach partii. W 2010 właśnie dzięki poparciu związkowców w wyborach na szefa Laburzystów pokonał swojego brata Davida.
Głównym problemem brytyjskiej polityki jest fakt, że uprawiają ją osoby z wyższych sfer. Zwykłe osoby nie mają wpływu na to co dzieje się w partiach politycznych. W każdym ugrupowaniu powstała nowa klasa polityczna. Jedynie związki zawodowe są w stanie dać Laburzystom wgląd w to, co dzieje się na dole. Nie zawsze to wychodzi, bo czasem jesteśmy ignorowani. Jednak często nam się udaje, jak w przypadku walki o minimalną pensję. Największe zmiany w tym kraju dokonały się dzięki bezpośredniemu powiązaniu związków z partią pracy.
Tymczasem w Polsce możemy być świadkami czegoś zupełnie odwrotnego. Pojawienie się ostatnio szefa „Solidarności” Piotra Dudy na konwencji PiS powoduje, że wiele osób mówi o coraz mocniejszym upolitycznieniu polskiego związku. Wystarczy przeczytać niektóre komentarze.
Piotr Duda już przestał udawać, że kieruje apolitycznym związkiem. Bezpardonowo wpycha „Solidarność” w ramiona PiS. CZYTAJ WIĘCEJ
"Solidarność" zmienia się w syndykalistyczną przybudówkę PiS. Zresztą była nią przez długie lata
Innego zdania jest Janusz Śniadek. Były prezes „S”, który po przegranych wyborach na szefa "Solidarności" wstąpił w szeregi PiS. Śniadek przekonuje, że związek nie jest upolityczniony. Po prostu "S" ma podobne idee polityczne do jednej z polskich partii i dlatego z nią współpracuje. Ostatnio na antenie TVP1 powiedział wprost, że Prawo i Sprawiedliwość jest najbliżej ideowo członkom „Solidarności” i właśnie dlatego popiera działania partii Kaczyńskiego.
To będzie sojusz, który przypominać będzie układ AWS. Związek zawodowy będzie jednym z filarów władzy PiS. Jak długo by się to utrzymało, to jest inna sprawa. CZYTAJ WIĘCEJ
Co kraj, to obyczaj. Patrząc w stronę Wielkiej Brytanii można wywnioskować, że Kaczyński miałby spore poparcie brytyjskich związkowców. W końcu zamiast się od nich odsuwać, stawia na dialog i chce z ich polskimi odpowiednikami współpracować. Zobaczymy tylko, co z tego sojuszu wyniknie. Czy PiS upolityczni "Solidarność", czy Duda wzorem Brytyjczyków "uzwiązkowi" PiS.


