Janusz Bielenia: Daleko nam do takiej świadomości i stylizacji własnej osoby, jak na Zachodzie

Janusz Bielenia, właściciel najlepszego studia garniturów w Warszawie.
Janusz Bielenia, właściciel najlepszego studia garniturów w Warszawie.
Warszawa, ulica Żurawia u styku z Placem Trzech Krzyży. Piękny budynek, w którym znajduje się równie piękne mieszkanie, po brzegi wypełnione miarkami krawieckimi, drogimi materiałami i uszytymi z nich marynarkami. Zanim zaczęliśmy tam rozmowę o modzie i tym, czym naprawdę jest dla mężczyzny jego ubiór, Janusz Bielenia, czyli właściciel tego miejsca - najlepszego warszawskiego studia, w którym szyje się garnitury na miarę - pokazał mi trzy zwoje granatowych tkanin, które właśnie zamówił dla klienta. - Nie mogę tutaj trzymać wszystkich materiałów – opowiada - bo wtedy w tym pokoju miałbym równowartość kilku Bentleyów. Klienci muszą je wybierać ze specjalnej książki. Proszę sobie obejrzeć – mówi Janusz Bielenia podając mi wzornik najdroższych włoskich tkanin do rąk.



Bardzo podobają mi się materiały, a jeszcze bardziej to, co pan o nich mówi, więc pozwoli pan, że już zacznę to nagrywać?

Tak. A proszę mi jeszcze powiedzieć jak pani tu trafiła? Kto mnie pani polecił?

Tomasz Machała, redaktor naczelny wysłał mnie tutaj, żebym zrobiła z panem wywiad.

[Janusz Bielenia do jednego z pracowników w pokoju obok] Czy Tomasz Machała jest naszym klientem? Nie? No to pewnie jakiś jego przyjaciel nim jest i mu opowiedział. Bo widzi pani, ja żyję wyłącznie z rekomendacji. Nie wykupuję żadnych reklam. Klienci po prostu polecają mnie swoim przyjaciołom.


Zna pan dobrze wszystkich swoich klientów?

Oczywiście. Na moim weselu rok temu było 140 osób, a 40 z nich to byli moi klienci. Bardzo często się z nimi przyjaźnię, łączy nas specyficzna więź, ponieważ od początku muszą mi zaufać. Aktywnych klientów mam około 150, tylu jestem w stanie obsłużyć więcej, więc znam i pamiętam wszystkich.


Kto do pana przychodzi?

Większość z moich klientów jest ze świata biznesu i finansów, ostatnio pojawia się także coraz więcej prawników, jednak ogromną część stanowią właściciele firm. Oni dobrze wiedzą, że wyjeżdżając na negocjacje muszą doskonale wyglądać. Znana wszywka z nazwą włoskiej marki już nie robi na nikim wrażenia, ale garnitur szyty na miarę już tak.


Kiedy proszą o to, żeby pan wybrał dla nich konkretny materiał i krój, to czym się pan kieruje?

Każdy klient ma u mnie swoją „kartotekę”. Mam w niej zapisane to, czym się zajmuje, jego wymiary, wszystkie koszule, oraz każde zamówienie, jakie u mnie robił. Dzięki temu po sprawdzeniu tej teczki od razu wiem co dany klient lubi, co już było, a czego jeszcze dla niego nie szyłem. Czasem jednak przychodzą do mnie i proszą, żebym zrobił dla nich coś innego, szalonego. Chcą na przykład czerwonej lub pomarańczowej podszewki marynarki, a ja najczęściej robię rzeczy stonowane, na modłę włoską. Według mnie Polacy nie są przystosowani do czegoś takiego jak czerwona podszewka, a na przykład Anglicy tak. Bierze się to z tego, że kiedy rodzice wysyłają synów do elitarnych szkół, to podpisują specjalny kontrakt, który określa jak będzie wyglądał jego uniform. Jedyną szansą na indywidualizowanie go jest kolor skarpetek i właśnie podszewki. Dlatego dla Anglików czerwona podszewka nie jest niczym dziwnym, a dla nas już tak. Pewien klient, który mnie o taką poprosił, wrócił żebym mu ją wypruł i wszył bardziej stonowaną.

Dlaczego?


Bo dotarło do niego, że to się za bardzo rzuca w oczy, że elegancja jest gdzieś indziej. Według mnie zwykle osoba na dorobku, która szybko zdobyła pieniądze, próbuje świecić. Młodzi ludzie często nakładają na siebie marynarki, gdzie kolorów i obszyć jest tyle, że wyglądają jak z cyrku. Z kolorami nie można przesadzać. Garnitur ma podkreślić atrakcyjność danej osoby, a nie konkurować z nią.

Dlaczego ten szyty na miarę podkreśla atrakcyjność lepiej od zwykłego, kupionego w sklepie?

Rękaw nie jest za długi, nogawka też, koszula jest dobrze dopasowana – to widać przecież od razu, przez co sylwetka nabiera świetnych proporcji. Garnitur robiony na miarę ukrywa wady sylwetki, wysmukla, dlatego klient inaczej się w takim garniturze zachowuje. Jest dużo pewniejszy siebie. Obserwuję takich mężczyzn na ulicy. Idą pewnie, bo wiedzą, że wyglądają dobrze. W Warszawie mężczyźni ubierają się coraz lepiej. Polski klient częściej szuka czystej klasyki i chce ładnie wyglądać.

Ile jeszcze czasu minie, zanim polskie ulice będą wyglądały jak z The Sartorialist?

Jest niestety duża różnica kulturowa pomiędzy Warszawą, a na przykład Florencją i Mediolanem, do których Sartorialist najczęściej jeździ, żeby polować na ciekawie ubranych ludzi. Jednak bardzo dużo się zmieniło przez ostatnie 10 lat. Nie tylko w świecie biznesu. Dzisiejsza polska młodzież często nie odstaje ubiorem od swoich rówieśników na zachodzie. Myślę jednak, że jeszcze daleko nam do takiej świadomości, indywidualności i stylizacji własnej osoby, jak na zachodzie. Szczególnie we Włoszech. Na tamtejszych targach Pitti Uomo we Florencji, każdy mężczyzna jest wart osobnego zdjęcia. Tam co trzeci zamożny mężczyzna szyje na miarę. W Polsce będziemy musieli na to jeszcze długo poczekać.

To na pewno wina ceny.

Faktycznie. Dobry garnitur, szyty na miarę we Włoszech zaczyna się od 1700 euro. W Polsce trudno jest taki sprzedać, jednak są one u mnie dostępne. Klienci, którzy je kupują, mówią, że tak naprawdę oszczędzają, bo mogą nosić je przez lata. Garnitury tzw. klejone, w których poszczególne warstwy materiału łączymy specjalnym spoiwem są tańsze - kosztują ok. 3000 złotych i dla Polskiego klienta jest to cena do zaakceptowania. Niedawno stworzyłem także salon projektowania żakietów i garniturów dla pań, który zaczyna się rozwijać. Od pewnego czasu polskie kobiety w pracy chcą wyglądać przede wszystkim profesjonalnie, a nie seksownie, czy ładnie. Tak samo dobrze jak ich koledzy po fachu. Zaczynają inwestować w szyte na miarę żakiety, czy płaszcze. Na szczęście, bo kiedyś jeden z moich zagranicznych klientów powiedział mi, że w Polsce ma ten problem, że często nie może odróżnić szefowej od jej sekretarki.

To wina jakości ubrań? Dlaczego ona tak dramatycznie spada?

Mamy na rynku rzeczy luksusowe i mamy znane sieciówki, które zniszczyły środkową półkę. Uszycie koszuli w Bangladeszu kosztuje jakieś 12 złotych, A sprzedawana JEST za 169 złotych. Ostatnio masówki próbują stworzyć brakujące ogniwo między nimi, a luksusem. Tę właśnie środkową półkę, którą wcześniej pochłonęły. Dlatego H&M stworzył COS, lecz wystarczy dotknąć tkaniny, by upewnić się, że to wciąż H&M, materiał jest nadal słaby i szycie również.

Skoro zginęła średnia półka, zginęli też tradycyjni krawcy?

Zawód krawca wymiera, bo który młody człowiek będzie pracował przez 5 lat za 1200 zł miesięcznie, po to, żeby W OGÓLE zacząć być krawcem?
Bo żeby być dobrym krawcem potrzeba lat praktyki. ten zawód może być mistrzostwem, wielką sztuką, ale wymaga cierpliwości. A dziś każdy chce po dwóch latach pracy jeździć swoim samochodem. Cechy rzemieślnicze czy szkoły mody nie pomagają. Absolwenci wychodząc z nich nie wiedzą niczego na temat konstrukcji, mają ogromne luki w warsztacie. Ja mam dwóch krawców: jednego z Polski i jednego z Ukrainy. Są świetni, ale znalezienie ich graniczyło z cudem i zajęło lata.

Szyje pan również we Włoszech, tam raczej dobrych krawców nie brakuje.

Tak, współpracuję z dwoma włoskimi firmami, jednymi z najlepszych na świecie. Wszystkie poprawki zaznaczam na specjalnej formie, opisuję je, załączam zdjęcia i wysyłam do Włoch. Tam trafiają w ręce doskonałych mistrzów krawiectwa.

Co zmienia się ostatnio w modzie męskiej?

Klapa jest coraz szersza, bo wąskie są zupełnie passe. Szycie musi być miękkie, bo mężczyzna powinien spokojnie prowadzić samochód i czuć się wygodnie. Spodnie są coraz bardziej dopasowane i krótsze, jednak wciąż w przeciwieństwie do zachodu boimy się tego, że będzie widać skarpetkę. Szkoda, bo w wąskich krótkich nogawkach wygląda się bardzo zgrabnie. Poza tym, materiały są coraz jaśniejsze, nawet te do zimowych garniturów.



Czy ma pan jakieś absolutnie podstawowe rady, dla mężczyzn, aby wyglądali lepiej? Co powinni robić?

Prasować garnitur i spodnie, bo wielu ma z tym problem. Najważniejsze: mężczyźni powinni szukać ubrań odpowiednich dla swojej sylwetki i kolorów pasujących do karnacji.

Są jakieś kolory, których trzeba unikać?


Niebezpieczne są brązy. Brytyjczycy mówią na przykład, że brązowe buty można nosić tylko do 18.00. Jednak poza tym, nie widzę przeciwwskazań, ludzie otwierają się na niestandardowe kolory i desenie. Kiedyś szyłem głównie białe i niebieskie koszule, teraz zaczyna się pojawiać kratka i paski. Mam też osobną półkę ze zwariowanymi koszulówkami dla jednego ze znanych dziennikarzy. Naprawdę warto stawiać na indywidualność, bo dobry garnitur będzie pasował do każdej koszuli.

Niezależnie od jej deseniu? Słyszałam od kolegów, że je trudno połączyć.

Książę Windsoru nałożył kiedyś na siebie 9 różnych rodzajów kratki, a wszystko pięknie pasowało. Wystarczy umieć. Teraz jest to jeszcze łatwiejsze, ponieważ istnieje przyzwolenie na dość dużą dowolność. Jeśli klient nie potrafi sam połączyć odpowiednio ubrań – pomagam. Mam wielu klientów, którym układam całe garderoby. Dla jednego z nich wykonałem zaledwie trzy garnitury i kilka koszul, ale tak to poskładałem kolorystycznie, że właściwie wszystko do wszystkiego pasuje. Opowiadał mi, że budzi się i nawet nie patrzy na to co wkłada, lecz później, kiedy wychodzi z mieszkania już obudzony i jedzie windą na podziemny parking, to patrzy w lustro i codziennie widzi dobrze ubranego faceta, który ma świetnie dobrane do siebie wszystkie elementy stroju. I wie pani co, każdy może tak się czuć.


Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYBORY2019 0 0W mediach Rydzyka przedwyborczy post. "Wystarczy nie jeść dzień, żeby uchronić ojczyznę przed złem"
0 0Chcą zlikwidować MEN. Macie dość chaosu PiS? Program Konfederacji o edukacji to dopiero rewolucja
Coca-Cola 0 0Jak uczyć dzieci chronić środowisko, czyli czy najmłodsze pokolenie uratuje świat
Duka 0 0Szwedzki przepis na spotkanie. “Krog” to kolejne modne słowo ze Skandynawii