Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta

Ten dzień to horror każdego śpiocha. W nocy z sobotę na niedzielę przestawiamy zegarki z 2 na 3 - śpimy więc o godzinę krócej. Kto i w imię czego zgotował nam taki los?

REKLAMA
Okazuje się, że zmiana czasu w Polsce to… wina Donalda Tuska. Tegoroczny czas letni wprowadziła bowiem uchwała Prezesa Rady Ministrów z dn. 5 stycznia 2012 r., która reguluje kiedy przestawiamy zegarki w ciągu następnych czterech lat.
Zmarnowane 128,1 mln godzin
To oczywiście z przymrużeniem oka. Premier ma po prostu ustawowy obowiązek wydać taką uchwałę co kilka lat. Prawdziwym winowajcą przesuwania wskazówek jest Benjamin Franklin, który w 1784 roku wydał esej "Ekonomiczny projekt zmniejszenia kosztów światła".
Franklin poczynił obliczenia na przykładzie Paryża. Jego zdaniem między 20 marca a 20 września są 183 noce, a każdej doby trzeba palić świece przez 7 godzin. Oznacza to, że w tym czasie każdy mieszkaniec pali świece przez 1 281 godzin. Ta liczba pomnożona przez 100 tys. mieszkańców daje 128,1 mln godzin, w których płoną świece. Łączna waga potrzebnych świec to 29 mln kg, a ich koszt - 96 mln ówczesnych funtów.
- Niesamoiwta suma, którą Paryż mógłby zaoszczędzić każdego roku używając światła słonecznego zamiast świec - pisał Benjamin Franklin.
Wojna pomogła
Nawet jeśli jego szacunki były nieco przesadzone, zainspirowały Brytyjczyka Williama Walleta, który napisał na ten temat pamflet "Marnotrawstwo światła dziennego". Z żartu wyszła całkiem poważna propozycja przestawiania wskazówek zegara, która została przedstawiona Parlamentowi w 1916 roku.
W tym samym czasie nad ustawą pracowali Niemcy. Amerykanie zdecydowali się na to rozwiązanie dwa lata później. Zmianę czasu odwołano po II wojnie światowej (w jej trakcie uzasadniano to koniecznością oszczędzania energii, którą zużywano na produkcję paliwa), a ponownie wprowadzono w 1966 roku. W Polsce czas przestawia się od międzywojnia.
Z ciekawostek warto jeszcze nadmienić, że według wyliczeń Japończyków czas letni może zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o 400 tysięcy ton i pomóc zaoszczędzić do 930 milionów litrów paliw. Z kolei brytyjscy naukowcy twierdzą, że zmiana czasu sprzyja zdrowiu dzieci, które po prostu mogą więcej dnia spędzać na świeżym powietrzu, co przekłada się na ich aktywność fizyczną.
Naukowcy z University of Alabama w Birmingham ustalili z kolei, coś, co nie sprzyja przestawianiu czasu. Ich zdaniem przesunięcie wskazówek do przodu może zwiększać ryzyko zawału serca, nawet o 10 proc. Z kolei cofając wskazówkę zmniejszamy to ryzyko. Specjaliści z uniwersytetu w Birmingham nie potrafią do końca wyjaśnić, czemu tak się dzieje – jest kilka teorii na ten temat, ale żadna pewna. Najprawdopodobniej taka zmiana zakłóca pracę naszego zegara biologicznego, a na wiosnę organizmy silniej to odczuwają.
Od początku zmiana czasu budzi więc kontrowersje. Zwolennicy przywołują argumenty Benjamina Franklina o oszczędnościach (już nie świec, a prądu) i uważają, że zmiana czasu przyczynia się do bezpieczeństwa na drodze (bo jeździmy, gdy jest jasno).
Przeciwnicy skarżą się na zamieszanie związane ze zmianą, rozregulowanie zegara biologicznego i uważają, że oszczędności, które robimy w jednym miejscu, tracimy gdzie indziej, na przykład w ruchu kolejowym i systemach informatycznych, które dwa razy w roku trzeba dostosować do zmian.
Z tych względów na zmiany czasu nie zdecydowały się m.in. Japonia i Islandia.
Nas kolejna zmiana czasu na jesieni. W tym roku zegarki z 3 na 2 w nocy przestawiamy 28 października.