
We wtorkowy wieczór antyrządowe demonstracje stoczyły walkę z policjantami. Przez osiem godzin bułgarscy politycy nie mogli wyjść z parlamentu, który otoczyli strajkujący. W ruch poszły śmietniki, płyty chodnikowe czy ławki. Wśród rannych znalazło się trzech funkcjonariuszy.
Bułgarzy protestują od ponad miesiąca. 14 czerwca sprzeciwili się kontrowersyjnemu Delianowi Peewskiemu, który został szefem Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Mimo unieważnienia tej decyzji demonstranci nie zaprzestali walczyć z politykami. Domagają się m.in. dymisji gabinetu premiera Płamena Oreszarskiego, przedterminowych wyborów.
Sergej Staniszew, przedstawiciel współrządzącej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej, zarzucił opozycji, że tworzy atmosferę sprzyjającą demonstrantom, destabilizując ojczyznę. Skrytykował też prezydenta Bułgarii Rosena Plewnelijewa za to, że niejednokrotnie poparł trwające od czerwca protesty.
W wyniku starć odwołano dzisiejsze posiedzenie Zgromadzenia Narodowego. Michaił Mikow, przewodniczący parlamentu alarmował, by zadbać o bezpieczeństwo deputowanych. Stwierdził, że mają oni takie same prawa jak pozostali obywatele i należy im zagwarantować spokojną pracę.
W sieci można znaleźć wiele nagrań, na których widać, jak Bułgarzy protestują i apelują o zmianę rządu.
źródło: tvn24.pl