Fotoreporter, który wrócił z Syrii: Jest duża szansa, że porwany Marcin Suder zostanie uwolniony w ciągu kilku godzin

Marcin Suder, polski dziennikarz porwany w Syrii
Marcin Suder, polski dziennikarz porwany w Syrii Fot. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=698193403539545&l=70d8eb4894 / Shutterstock
– W mieście, gdzie porwany został Marcin Suder, dochodzi do ciśnienia między radykałami a świeckimi opozycjonistami. (...) Poznałem osoby z opozycji, które musiały stamtąd wyjechać, bo po prostu dostały takie polecenia od islamistycznych organizacji. To porwanie to jest pokazanie zębów – mówi w rozmowie z naTemat Maciej Moskwa, fotoreporter, który pracował w Syrii, kolega porwanego w środę dziennikarza.


Pański kolega po fachu Marcin Suder został porwany przez islamskich rebeliantów w mieście Saraqeb w prowincji Idlib, na północnym zachodzie Syrii. Ma pan swoją hipotezę co do powodów?

Maciej Moskwa: Wiedząc, jak zmienna jest tam sytuacja, ile rzeczy może się wydarzyć, jestem bardzo daleki od wyrokowania. Żeby mówić o przyczynach trzeba byłoby być na miejscu, wiedzieć, z kim Marcin się spotykał, jakie miał plany, komu o nich opowiadał, jak łatwo był namierzalny. Wtedy można byłoby ustalać, czy to zaplanowane działanie czy po prostu zbieg okoliczności. Jest też element rabunkowy, bo został zabrany sprzęt i pieniądze. To może oznaczać, że porywacze nie są z pierwszoligowej, dużej organizacji. Poza tym oni uderzyli w dosyć ważny punkt. Manhal Barisz [syryjski aktywista, pobity przy okazji porwania Sudera - red.]. jest szanowanym, poważanym przez dużą część społeczeństwa działaczem. Pobicie i porwanie to jest pokazanie zębów przez te skrajne ugrupowania.

Czy i jak szybko możemy spodziewać się uwolnienia Marcina?


Bardzo prawdopodobne, że to może stać się bardzo szybko, w ciągu kilku godzin. Trzeba czekać. Ludzie na miejscu działają, szukają go. Ja też jestem w ciągłym kontakcie z biurem w Saraqeb.

Pan pracował w tym samym biurze, rozmawiał z tymi samymi aktywistami. Saraqeb to miasto w całości zdobyte przez rebeliantów, ale podzielone na strefy wpływów umiarkowanej opozycji i skrajnych ugrupowań. Jak wygląda ten podział na miejscu?

W Syrii byłem dwa razy. W styczniu, kiedy dotarłem właśnie do Saraqeb, i później w marcu. To miasto jest strategicznym punktem, bo leży na drodze łączącej Damaszek z Aleppo [największe miasto w Syrii]. Rzeczywiście, jest teoretycznie wyzwolone, ale już wtedy, w styczniu, dochodziło tam do ciśnienia między radykałami a świeckimi opozycjonistami. To jest bardzo złożona kwestia. Islamscy radykałowie walcząc o rząd dusz skutecznie zapewniają pomoc ofiarom wojny. Z kolei Manhal Barisz, o którym wspominałem, jest uważany za postępowego, umiarkowanego i świeckiego aktywistę. Poznałem osoby z opozycji, które musiały stamtąd wyjechać, bo po prostu dostały polecenie opuszczenia miasta od przedstawicieli islamistycznych organizacji.


Czyli skrajni islamiści są w konflikcie z umiarkowaną opozycją.

Ja byłem na spotkaniu z przedstawicielem jednej z najbardziej radykalnych organizacji odpowiedzialnych za sądy szariackie, które tam funkcjonują. Dotyczyło ono właśnie osoby, która miała opuścić Syrię z powodu opozycyjnej działalności. Została ona oskarżona o szpiegostwo i działanie na rzecz obozu wroga, a tak naprawdę chodziło o prawa kobiet i ich obecność wśród opozycjonistów. Poza tym słyszałem o pobiciach w mieście za łamanie prawa szariatu, za palenie czy picie. To jest tak, że umiarkowani i radykałowie siłują się, kto zbierze więcej ludzi. Piątkowe antyrządowe demonstracje są właśnie polem do starcia propagandy jednych i drugich. Prawda jest też taka, że trwa zachwyt skrajnymi ugrupowaniami, bo one mogą zapłacić ludziom za walkę. A jeśli ktoś traci rodzinę czy dom i musi wybierać, czy ma walczyć z jednym magazynkiem czy w oddziale finansowanym z zewnątrz, to wiadomo, co wybierze. Nawet jeśli kosztem ideologicznym.


Pan czuł zagrożenie ze strony fundamentalistów. Dochodziło do sytuacji, w których obawiał się pan o swoje zdrowie?

Nie, jedyne zagrożenie to były ostrzały artyleryjskie, które zdarzały się bardzo często. Nigdy nie czułem zagrożenia polegającego na byciu namierzonym. Starałem się przebywać z ludźmi, do których choćby w minimalnym stopniu mogłem wypracować zaufanie. Trzeba też pamiętać, że to jest region, w którym jest się po prostu zawsze skazanym na szczęście.

Czytam komentarze na polskich portalach po porwaniu Marcina Sudera. Wydźwięk jest taki: "Macie swoją demokratyczną opozycję". Jak pan podchodzi do takiej oceny wydarzeń w Syrii?

To przejaw ogromnej ignorancji internautów. Oni są skazani na relacje mediów, które pokazują ten konflikt tylko przez pryzmat show. Nie tłumaczą, na czym polega zarzewie tej wojny. W tej kwestii Polacy niestety jak zwykle pokazują rasizm i uprzedzenia.

Maciej Moskwa – polski fotoreporter. Absolwent Sopockiej Szkoły Fotografii WFH. Laureat nagrody Gdańsk Press Photo w 2009 i 2011 roku. Dwukrotnie odwiedził Syrię (zdjęcia można zobaczyć TUTAJ).

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...