
Drastyczna scena z „Lotu nad kukułczym gniazdem” wciąż funkcjonuje w wyobrażeniach większości ludzi. Prawda o elektrowstrząsach jest jednak inna. Pacjenci chwalą sobie zabiegi EW, bo są krótkie, bezbolesne i rzadko kiedy pojawiają się po nich powikłania. Z jakimi więc mitami muszą walczyć psychiatrzy?
We wspomnianej placówce średnio co miesiąc przeprowadza się ok. 40 zabiegów elektrowstrząsowych (EW). Chorzy mają tam takie same obawy związane z nietypową metodą leczenia. Jeżeli już się na nią zdecydują, to głównie dzięki rekomendacjom innych pacjentów. Wtedy sami proszą lekarzy o EW. – W większości przypadków to my proponujemy taki zabieg. Zazwyczaj przeprowadza się go u osób, których stan zdrowia jest bardzo zły lub u tych, których nie można zastosować leczenia farmakologicznego – informuje doktor Wróblewski. Jako przykład podaje kobiety ciężarne, które wybierają tę terapię, bo nie ma ona wpływu na płód. Jakie więc choroby mogą zostać pokonane? Do ich grona zalicza się m.in. depresję, schizofrenię, apatię, abulię, anhedonię.
"(...) mała popularność tej metody leczenia związana jest najprawdopodobniej z niską wiedzą o skuteczności i tolerancji zabiegów EW wśród polskich psychiatrów. Dodatkowe trudności to traktowanie elektrowstrząsów (zarówno przez pacjentów, jak i personel medyczny) jako metody niehumanitarnej – taki ich obraz powielają potoczne opinie i niektóre filmy fabularne." CZYTAJ WIĘCEJ
Mała popularność elektrowstrząsów
Polska należy do państw, w których gabinety EW są bardzo rzadko odwiedzane. Tak twierdzą autorzy badań, jakie zostały przeprowadzone w 2005 roku. Ich wyniki nie napawają optymizmem. Pacjenci boją się zabiegu, bo wciąż aktualny jest mit powielany przez kultowy film „Lot nad kukułczym gniazdem”. Główny bohater, w którego wcielił się Jack Nicholson, jest leczony EW i scena zabiegu przeraża nawet widza o stalowych nerwach.
Moc elektrowstrząsów została po raz pierwszy wykorzystana w latach trzydziestych. Zabiegi te niejednokrotnie się zmieniały, np. wprowadzono znieczulenie ogólne chorego. Towarzyszyły im też liczne kontrowersje. Niedawno znany polski seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz wspomniał o tym, że poprzez dostarczanie małych dawek prądu do organizmu miał leczyć homoseksualistów. Przyznał jednak, że efektów (zmiany orientacji seksualnej) nie było. Takie wypowiedzi, często cytowane przez media, nie sprzyjają poprawie wiedzy na temat leczenia elektrowstrząsami, bo pomijają aspekt edukacyjny, nie wspominając o EW. Jest jednak nadzieja. Niektórzy studenci mają w swoich programach stażowych zapisane obowiązkowe uczestnictwo w zabiegach tego typu.