
W stolicy władze ogłosiły przetarg na wynajem miejskiego szaletu. Po co ktokolwiek miałby wynajmować publiczną toaletę? Odpowiedź jest prosta: żeby zarobić. Jak? Oto kilka sposobów na to, jak zrobić pieniądze nawet na czymś tak pozornie nieatrakcyjnym, jak szalet.
Burmistrz Śródmieścia w Warszawie oferuje do wynajęcia miejski szalet na 3 lata. 90 metrów kwadratowych, parter i piwnica, wesołe, żółte kafelki. Sprawdźmy, czy na takiej inwestycji, dobrze zarobimy.

- Wszędzie da się zarobić, trzeba tylko się dobrze zastanowić, jak to zrobić – mówi mi Dariusz Żuk, przedsiębiorca i ekspert Bussiness Centre Club, gdy pytam go o biznes w szalecie. Okej, sprawdźmy więc kilka pomysłów.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by wynajmowany lokal... wynająć komuś innemu – tylko drożej. - Ważne to jest, by w lokal włożyć jakąś wartość dodaną – podkreśla Dariusz Żuk. Jaką? Np. go wyremontować. W ten sposób niektóre osoby postępują z mieszkaniami: szukają takich miejsc, które mogą wynająć w miarę tanio, a jeszcze zyskać na tym kilkaset złotych.
Pomysł najprostszy i najmniej wymagający: nic w szalecie nie zmieniamy, tylko zaczynamy pobierać opłaty za korzystanie z niego.
Wersja "na bogato": zrobić elegancką, czystą toaletę. Jak przekonuje Jerzy Mazgaj, taki porządny szalet w dobrej lokalizacji może być żyłą złota. - Mam znajomego, który wydzierżawił taki szalet przy przejściu granicznym z Niemcami, przy stacji benzynowej. W sezonie wakacyjnym zarabia na tym 2 tysiące złotych dziennie. A jedyny koszt, jaki ponosi, to pensja dla pani, która utrzymuje lokal w czystości i pobiera opłaty – wskazuje prezes Almy.
Mazgaj widzi taką działalność również w lokalu, który oferują władze Śródmieścia. Musiałby on być czysty, zadbany i w miarę elegancki – bo niestety, takich brakuje nawet w centrum Warszawy. - Dla podróżnych, którzy wysiedli z pociągu, by mogli się odświeżyć i załatwić – mówi nam Jerzy Mazgaj.
Jeśli taki szalet mamy w atrakcyjnym miejscu, możemy też umówić się z okolicznymi przedsiębiorcami na opłaty ryczałtowe za udostępnienie szaletu klientom i pracownikom ich lokali. Na przykład bary, które mieszczą się w budkach, rzadko kiedy mają swoją toaletę. Zebranie kilku takich lokali i zapewnienie toalety w zamian za opłaty to jeden ze sposobów na zarobienie na szalecie. - Nie tylko właściciele barów mogą być zainteresowani, ale też np. sklepów – wskazuje Dariusz Żuk.
Nasz rozmówca radzi też, że można by w takim miejscu zrobić prysznice. - Sporo osób jeździ do pracy rowerami, ale w biurach nie mają, gdzie się umyć ani przebrać. W takim miejscu, po przyjechaniu rowerem do centrum, można by się wykąpać i spokojnie zmienić ubranie – wskazuje przedsiębiorca.
Taką wersję szaletu można by rozszerzyć np. o szafki, w których dojeżdżający mogliby trzymać klapki, mydło czy ubrania na rower. Takie miejsce – umiejscowione w samym centrum Warszawy – mogłoby też służyć podróżnym, którzy po długiej jeździe, czekają jeszcze na kolejny pociąg. Często narzekają oni na brak możliwości odświeżenia się, bo łazienki na dworcach nie cieszą się najlepszą sławą. Oczywiście, takie miejsce musiałoby być czyste na błysk i zadbane, ale to akurat nie jest trudne.
Możemy też sprzedawać tam przestrzeń reklamową. - Nie ma lepszego miejsca na reklamy na przykład prezerwatyw – podaje przykład Jerzy Mazgaj.
Prezes Almy nie wyklucza też prowadzenia w szalecie działalności handlowej. - Przy okazji można by sprzedawać tam, nawet okazjonalnie, różne drobne rzeczy – twierdzi Mazgaj. Jakie? Prezerwatywy, rzeczy do higieny, gumę do żucia czy napoje.
Jak widać, zarobić można na wiele sposobów. Nawet wynajmując szalet od miasta. Grunt to mieć pomysł na to, co z nim zrobić. A jak nie mamy super pomysłu, to wystarczy zrobić czystą toaletę. Bo niestety, w Polsce wciąż takich brakuje. Również w samym środku stolicy.
Gdybyście zechcieli Państwo w ten sposób zarobić i wynająć szalet w centrum Warszawy: szczegóły oferty.
